Recenzja horroru
W poszukiwaniu „Sasqua”

Od dawna intrygowały mnie horrory zaginione czy kompletnie zapomniane nawet przez najzagorzalszych wielbicieli grozy. Zdobywanie o nich informacji traktuję jako mą powinność nie tylko wobec czytelników Danse Macabre. Warto pamiętać choćby o skonfiskowanym przez kanadyjski bank „Creature of Comfort” (1968), w którym zagrał Donald Pleasence czy też o nakręconym na florydzkich bagnach Everglades „The Nest of the Cuckoo Birds” (1965), tudzież o „Valley of Blood” (1973) Deana Turnera. Podałem tylko trzy przykładowe tytuły, a jest ich, rzecz jasna, dużo więcej... Co do istnienia niektórych mam jednak poważne wątpliwości np. „Penanggalan” (1967) czy „Las
Noches del Hombre Lobo” (1968), zagadkowa francusko-hiszpańska koprodukcja z Paulem Naschym w roli wilkołaka Waldemara Daninsky’ego. O „Sasqua” wyczytałem po raz pierwszy na jednym z for poświęconych Wielkiej Stopie. Opis filmu podany przez widza, który w 1975 roku widział horror Channona Scota w kinie drive-in mocno mnie zaintrygował. Grupa hippisów wprowadza się na opuszczoną farmę położoną w lasach Massachusetts. Mieszkańcy okolic oraz miejscowy szeryf prześladują nowo przybyłych. Kiedy rozpoczyna się seria krwawych morderstw obie strony obwiniają się wzajemnie nie zdając sobie sprawy, że za atakami na ludzi stoi Bigfoot... Dwukrotnie spotkałem się z opiniami, że „Sasqua” wywołała u oglądających film w dzieciństwie koszmary senne. Próbowałem nawiązać kontakt z Lou Peraltą, montażystą „Sasqua”, ale bezowocnie. Pisałem nawet na lokalnym forum Lowell (Massachusetts) z prośbą o ujawnienie się miejscowych, którzy widzieli film w 1975. Nie udało się. Wreszcie nastąpił przełom: najsampierw odnalazłem stronę o „Sasqua” na blogu Temple of Schlock, a potem dostałem maila od Billie Whitworth, żony Jamesa Whitwortha, pamiętnego Papy Jupitera z „The Hills Have Eyes” Wesa Cravena, który zagrał w „Sasqua”. Pozwolę go sobie przytoczyć: „Jim zmarł 15 grudnia 1991 roku po walce z rakiem płuc. Widziałam „Sasqua” na premierze w 1975. Film napisał, wyprodukował i wyreżyserował nasz dobry przyjaciel Channon Scot. „Sasqua” był filmem ‘kumpelskim’ w tym znaczeniu, że więkoszość aktorów i ekipy filmowej to byli nasi przyjaciele i Channona. Jestem pewna, że Channon chętnie podzieli się z Tobą dalszymi informacjami. Dziękuję za pamięć o Jimie. Billie Whitworth.” I w taki oto sposób nawiązałem kontakt z reżyserem „Sasqua”. Przed Wami zatem rzecz pionierska: pierwszy wywiad w sieci z Channonem Scotem ozdobiony absolutnie unikatowymi zdjęciami z filmu. Złoty Gral horroru o Wielkiej Stopie wreszcie został odkopany!
Channon Scot o „Sasqua”:
„Siedziałym w biznesie filmowym blisko 30 lat. Teraz jestem na emeryturze. Moją sceną są boiska baseballu dla młodzieży, na których pełnię rolę ochotniczego sędziego. Początki „Sasqua” datują się na rok 1965, kiedy wraz z przyjacielem wyruszyliśmy na poszukiwanie Sasqutacha zanim zdaliśmy sobie sprawę, że nie jest przyjacielski. W 1968 roku będąc w klasie aktorskiej napisałem historię o Bigfoocie. W tamtym czasie mój mentor robił dokument o Charlie Mansonie (Laurence Merrick, „Manson” z 1973 roku – przypis: Embalmer). Po przeczytaniu materiału stwierdził, że ma on szansę na dalszą realizację. Wówczas zebrałem moich przyjaciół aktorów np. Jamesa Whitwortha, Bucka Millera i nakręciłem swego rodzaju ‘pilota’ o bestii. Był kiepski, nie wzbudził żadnego zainteresowania. Pewnej nocy miałem sen o powrocie do Massachusetts i zdobyciu tamtejszych inwestorów. Moi aktorscy przyjaciele wyłożyli trochę forsy na projekt, po tym jak obiecałem im role w filmie i przyleciałem do Lowell w Massachusetts. Miałem zamiar zdobyć sponsorów. Stało się tak w 1972 roku.
Lecz nie stało się to od razu. Miejscowi myśleli, że chcę ich wyrolować. Z początku miałem dobrą reklamę, ale potem ludzie zaczęli mnie unikać. Mój przyjaciel prawnik umiejscowił mnie w biurze, chodziłem na rozmaite przyjęcia, pikniki, itd. Zacząłem się czuć, jakbym ubiegał się o władzę – jedyne czego nie robiłem to całowanie dzieci. Miałem trochę problemów z piosenkarzem, który nazywał siebie John Wayne Jr. On chyba wierzył, że jest synem prawdziwego Johna Wayne’a z nieprawego łoża. Skontaktowałem się z John Wayne Productions i potwierdzili historię, tak więc nie zagrał w moim filmie. Lokalna gazeta Lowell Sun na czołowej stronie podała, że w okolicach pracuje ‘film-flam man’ (właściwa nazwa: ‘flim flam man’ – kanciarz, artysta oszust), potem twierdzili, że przekręcili słowo nie poprawiwszy go jednak następnego dnia. Jestem pewien, że zrobili to celowo. Musiała ustać miłość kobiety i moja wiara w książkę „Myśl i bogać się” („Think and Grow Rich”) zanim zdobyłem 15 tysięcy dolarów od
pierwszego inwestora. Przekonaliśmy wujka Lindy Diefendorf, Roberta Topijana, do zainwestowania w „Sasqua”. Wtedy mogłem sprowadzić pierwszych aktorów, którym obiecałem role. W tym momencie reklama zrobiła swoje i zainteresowała miejscowych. Poznałem prawnika z Bostonu, Roberta Hauflera, który wkupił się w projekt. Dzięki temu mogłem kupić zapas taśmy, sprzęt do filmowania, sprowadziłem też resztę mej ekipy z Los Angeles np. wiodącego aktora Jamesa Whitwortha, operatora kamery Henninga Schellerupa. No i zaczęliśmy kręcić codziennie po 12-18 godzin przez 12 dni w Lowell, Massachusetts.
Jim Whitworth i Henning byli dobrymi przyjaciółmi w Los Angeles. Z Jimem byliśmy blisko, razem uczyliśmy się aktorstwa w Los Angeles w 1968 roku, podobnie jak inni aktorzy, których sprowadziłem do Lowell. To było przed jego rolą w „The Hills Have Eyes”. Po występie u Cravena nie mogłeś powstrzymać go od odgrywania tej roli (Papy Jupitera), gdziekolwiek by się nie pojawił. Doprowadzało nas to do szału, zwłaszcza w piątkowe wieczory, gdy zwykliśmy grywać w karty. Jim nie zagrał w „Dolly Dearest” (lalczanym horrorze Marii Lease z 1991 roku – przypis: Embalmer), zmarł na raka w
grudniu 1991 roku. Użyłem lokalnych aktorów i ekipy za małe pieniądze obiecawszy im wszystko za role. Mój kuzyn, Tommy Lannan, napisał muzykę i piosenki do filmu. Był tani, także wykorzystałem jego twórczość w filmie. Był fantastycznym muzykiem. Jeden z członków naszej ekipy, Frank Byers, stał się reżyserem zdjęciowym w Hollywood. Rona Maxa, który zagrał kochanka dziewczyny, Carmelli Gallen i zginął jako pierwszy odnalazłem w spektaklu „Lot nad kukułczym gniazdem” wystawianym w Bostonie. Bardzo dobrze sprawdził się w filmowym biznesie (zagrał m.in psychopatycznego gwałciciela w „Forced Entry” Jima Sotosa – Embalmer). Carmella Gallen została później agentem.
Po 1972 roku siedziałem w apartamencie mojej dziewczyny wpatrzony w 60 rolek wywołanego filmu 35mm i zastanawiałem się skąd do diabła wytrzasnę szmal na poskładanie materiału do kupy. Zdecydowałem się spróbować zmontować „Sasqua” samodzielnie, zanim zdobędę pieniądze na wyjazd do Kalifornii i odnalezienie dobrego montażysty. W pobliżu nie było nikogo, kto by pociął i posklejał film tanio. Znowu zacząłem krążyć po przyjęciach. Po zebraniu kasy poleciałem do Los Angeles w celu znalezienia montażysty. Lou Peralta zaoferował swoje usługi. Ja i Lou byliśmy razem w klasie aktorskiej. Łączyła nas wspólna pasja gry w golfa, toteż więcej czasu spędziliśmy na polu golfowym niż w montażowni. Lou sporządził także promocyjny plakat dla „Sasqua”. Po powrocie do Bostonu obejrzałem zmontowany film i postanowiłem dystrybuować go samemu. Zła decyzja. Pierwszy pokaz „Sasqua” przyniósł całkiem pozytywne recenzje, ale ja się wypaliłem. Skontaktowałem się znowu z Lou, który miał
małą firmę dystrybucyjną i razem podpisaliśmy kontrakt. Grał film przez blisko dwa lata i z tego, co mi powiedziano zarobił na nim około trzy miliony dolarów. Tych pieniędzy ani ja, ani moi inwestorzy nie dostali! Pokłóciłem się z nim o to. Wiem, że mu się powodzi i żyje w dostatku. To się nazywa show biznes! (Lou Peralta nie chciał ze mną zrobić wywiadu. Teraz już wiem dlaczego. – Embalmer).
Ciągle mam prawa do filmu i posiadam high-8 (ośmiomilimetrową) kopię „Sasqua”, nie wiem natomiast, gdzie jest kopia 35mm (kinowa), ale wiem, że deluxe ma negatyw.
W trakcie nocnej edycji scenariusza reżyser zdjęciowy doradził mi, abym ograniczył aspekt ‘życia hippisowskiej komuny’ i skupił się na grozie. Postąpiłem odwrotnie. Co za dureń! „Sasqua” opowiada o grupie młodzieży, która opuszcza miasto i zakłada komunę zmagając się z rasizmem oraz z innymi problemami charakterystycznymi dla tamtych czasów. Do tego dodałem element horroru w postaci ataków Sasquatcha. Powinienem skupić się na grozie, bo to o niej widzowie pamiętają po latach. Kilka lat temu zacząłem dodawać stock footage, aby podkreślić mroczną atmosferę leśnej kniei. Zmęczyłem się pracą nad tym samym projektem. Wiele rzeczy miało miejsce na etapie produkcji. Pewnego dnia kręciliśmy w prywatnym lesie. Kazałem Sasquatchowi biec przez gąszcz. Zaraz zjawili się gliniarze z lokalnego posterunku. Ich przełożeni powiedzieli mi, że starsza pani widziała biegnącą kreaturę i przeraziła się nie na żarty. Musieliśmy przerwać filmowanie. Opisali to następnego dnia w gazecie ku mojej uciesze. Innym razem zapomniałem, że przekroczyliśmy w lesie granicę stanową.
Wnet zjawił się cruiser z tablicami New Hampshire i z gliniarzami w środku. Zostałem aresztowany i zabrany do biura szeryfa, gdzie musiałem wyjaśnić dlaczego jestem w ich stanie. Na szczęście parę miesięcy wcześniej wysłałem wybranym miejscowym list, że się pojawię i będę filmował „Sasqua” w ich rejonie. Szeryf skontaktował się z jednym z nich, tenże zapamiętał list i było po sprawie. Odwieźli mnie na plan.
„The Black Angels” (film bikersploitation z 1970 roku) był pierwszym filmem, jaki ja, Big Jim Whitworth i inni z „Sasqua” zrobiliśmy razem w 1969 roku. Jeśli wtedy wylądowali na Księżycu to pamiętam właściwy rok. Kręciliśmy przez 14 dni na ranczu Paramount nie zmieniając nawet naszych ubrań. Reżyser Lawrence Merrick chciał, abyśmy poczuli się jak prawdziwi ‘motocykliści’. Cuchnęliśmy przez cały czas. Wówczas spotkaliśmy rodzinę Mansona i to właśnie wtedy jeden z naszych kumpli wziął kamerę 16mm i sfilmował ich na ranczu Spahna. Potem popełnili te wszystkie straszne zbrodnie. Mieliśmy dziewczęta Mansona w naszym studio np. Lynette ‘Squeaky’ Fromme, itd. odgrywające sceny ze strzelbami i mówiące o ich związku z Charlie’m. Merrick miał prawo do nakręcenia dokumentu pod tytułem „Manson”. Trafił on do dystrybucji wcześniej niż „The Black Angels” i zdobył nagrodę w kategorii najlepszy dokument, tylko że były kontrowersje po stronie producenckiej. Mój kumpel i Merrick poróżnili się z tego powodu. Jakie to typowe dla filmowego biznesu. Po nakręceniu „Sasqua” pracowałem przez 7-8 lat jako agent dla agencji Beverly Hecht w Hollywood. Potem przeniosłem się do innej agencji w Beverly Hills. Tam spotkałem mojego przyszłego filmowego partnera, Roda Nave, z którym otworzyliśmy niewielką wytwórnię Chaneller Enterprises. „Dolly Dearest” („Ukochana laleczka”) była naszą pierwszą
Na fotografiach zamieszczonych w artykule widać ekipę realizatorską „Sasqua” oraz reżysera Channona Scota wraz z Jimem Whitworthem i operatorem kamery Henningiem Schellerupem. Za zgodą reżysera wykorzystałem również materiały promocyjne z filmu.