Recenzja horroru
Z krótką wizytą w "Profondo Rosso"

Kiedy moja stopa dotknęła włoskiej ziemi, niewymuszony uśmiech zawitał na mej twarzy. Oto jestem w sercu europejskiego horroru, w kraju, gdzie stworzone zostały największe działa gatunku. Za moment będę mógł pobuszować w tutejszych sklepach z nadzieją, że wyłowię jakieś perełki. Może odnajdę jakieś interesujące, ale niedostępne tytuły? Może trafię na filmy, o których marzyłem? Oczywiście te sklepiki będą tylko i wyłącznie traktowane jako mniej znaczące punkty na drodze do mojego ostatecznego celu podróży, jakim jest słynny sklep, ufundowany w 1989 roku przez Dario Argento - "Profondo Rosso".
Idąc wzdłuż Via dei Gracchi w mojej głowie kłębił się szereg nieuporządkowanych myśli wyskakujących, jedna za drugą, w niekontrolowanym ciągu. To reakcja na podniecenie w związku z nadchodzącym wydarzeniem. Przecież zaraz przekroczę próg "Profondo Rosso" - lekka euforia, jakbym tuż za drzwiami, dosłownie za chwilkę, miał spotkać samego Argento... Tak długo czekałem na tę chwilkę, że ciężko mi było opanować emocje. W pewnym momencie zorientowałem się, że właśnie dotarłem do celu podróży. "Profondo Rosso" mógłby być normalnym sklepem z zabawkami i filmami, dla zwykłego przechodnia stanowić kolejną witrynę, w której prezentuje się jakieś DVD czy gadżety. Mimo swojej czerwonej kolorystyki, naprawdę nie rzuca się w oczy, jest schowany pośród szarych budynków, między pizzerią a jakimś bliżej nieokreślonym zakładem usługowym. Z drugiej strony nie wiem czego się spodziewałem: wielkiego transparentu ze strzałką, że to tu Dariusz ma swój sklep? Tłumu fanów włoskiego horroru? Nagich lasek? A tutaj skromny sklepik, ledwie dostrzegalny nawet dla przeciętnego makaroniarza. Mniejsza jednak o to, w końcu jestem na miejscu. Tak, to właśnie tu, oto stoję przed wejściem do legendarnego już "Profondo Rosso". Gęba cieszyła mi się jak dzieciakowi widzącemu wymarzony prezent pod choinką.
Ostatnie spojrzenie na logo i wszedłem do środka.
Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to dość mała powierzchnia sklepu, ale jednocześnie olbrzymia ilość towaru powciskanego dosłownie w każdy kąt, każdy zakamarek, każdą szparkę, w którą można cokolwiek wetknąć... To się nazywa wykorzystać metraż w każdym calu! Naćkane tego jest strasznie dużo, ale dzięki temu sklep wygląda niesamowicie. Od razu wiadomo, że jesteśmy we właściwym miejscu. Żeby ogarnąć co jest w środku trzeba nie lada biegłości i myślę, że nie jest to w pełni możliwe przy pierwszej wizycie. Jest tego po prostu w cholerę... Mimo tego ogromu produktów, dla mnie najważniejsza była postać, która krzątała się przy faksie. Czytałem wcześniej, że często można spotkać tu włoskiego reżysera, Luigi Cozzi'ego, który zazwyczaj osobiście występuje w roli sprzedawcy. No, ale coś mi tu nie pasowało, niby widziałem jego zdjęcia, ale ten tu osobnik był jakiś inny... Nie miałem wyjścia, musiałem sam się przekonać czy oby na pewno mam do czynienia z reżyserem "Contamination". Żwawym krokiem, na żywioł jakby to ktoś mógł określić, podszedłem do lekko leciwego jegomościa za ladą.
- "Are you Luigi Cozzi?" - wypaliłem bez wahania, w duchu niedowierzając, że to może być on.
- "Yeah. And you are...?
I dalej rozmowa potoczyła się już swoim naturalnym tokiem, bez stresu, przyjemnie i wesoło. Luigi Cozzi to bezpośredni, sympatyczny, szczery i bardzo spontaniczny człowiek, a przy tym niezwykle wyluzowany. Ci, którzy uważają, że wielbiciele horrorów to zdegenerowani zwyrole mający nie po kolei w głowie, gotowi mordować staruszki na ulicach, powinni spotkać Luigi'ego Cozzi'ego. Podejrzewam, że ich zdumieniu nie byłoby końca. Co jeszcze ważne podkreślenia, Włoch nadal jest wielkim fanem kina grozy, na bieżąco śledzącym co się dzieje na rynku i mającym swoje zdanie na temat obecnej kondycji horroru na świecie. Kiedy usłyszał, że pochodzę z Polski, od razu wyskoczył, że oglądał niedawno "Fantom Kilera"... I przez następne kilkanaście minut nawijaliśmy tylko o tym. Nie krył zdumienia, gdy dowiedział się, że to wcale nie jest polska produkcja, ale śmiał się z nieudolności tego filmidła w równym stopniu, co każdy, który miał wątpliwe szczęście "to coś" oglądać.
Przyjrzyjmy się jednak bliżej temu, co możemy dostać w "Profondo Rosso". Sklep, tak na dobrą sprawę, oferuje wszystko, co mogłoby znaleźć się w orbicie zainteresowań fana horroru. Z tych najbardziej oczywistych produktów, bez których "Profondo Rosso" pewnie nie miałoby racji bytu, są oczywiście filmy. Mamy więc obszerny katalog tytułów zarówno na VHS jak i na DVD. W dużej mierze są to pozycje włoskie, co chyba specjalnie nikogo nie dziwi. Przeciętny fan horroru dozna lekkiego szoku: wszystkie pozycje Dario Argento (mogło być inaczej?), filmy Mario Bavy, Michele Soavi'ego, Lucio Fulci'ego, Lamberto Bavy, Joe D'Amato, Sergio Martino, Ruggero Deodato i innych. Nagromadzenie tytułów, o kupnie których w Polsce można jedynie pomarzyć jest tutaj przygniatające. I dołujace zarazem. Gdyby tylko człowiek miał odpowiednią ilość pieniędzy... Oczywiście pośród znanych tytułów chowają się i te mniej rozpoznawalne, chociażby takie perły jak "The Perfume of the Lady in Black" czy The House with the Windows that Laugh" Pupi'ego Avati'ego. Nie zabrakło też pozycji mainstreamowych, ale te, że tak powiem, są w odwrocie.
Kolejnym produktem, na który skierowałem swoje oczy była oferta książkowa. Również imponująca i co warte podkreślenia dużo ciekawsza, bo tak na dobrą sprawę filmy można znaleźć i w innych sklepach, tudzież pozyskać z alternatywnych źródeł. Z literaturą nie jest już tak łatwo. Mamy więc naprawdę bogaty zbiór tytułów, od których w głowie się kręci: biografie Dario Argento, Mario Bavy, Riccardo Fredy, Vincenta Price, historia wytwórni Hammer, historia Godzilli i jej filmowych przeciwników, trzyczęściowa historia włoskiego horroru ("Horror made in Italy"), książki poświęcone poszczególnym filmom ("Suspiria", "Four Flies on Grey Velvet"), książki poświęcone seryjnym mordercom w filmie ("Movie Maniacs") i wiele, wiele innych. Pozycji jest naprawdę sporo, można przebierać i przebierać. Co ciekawe lwia część tytułów została wydana przy współudziale "Profondo Rosso" a ich autorem jest sam Luigi Cozzi - w końcu jakby nie patrzeć, człowiek, który całe życie zajmował się horrorem. Oczywiście jest idealna okazja, żeby poprosić o autograf, z czego nieżej podpisany chętnie skorzystał.
Reszta produktów w "Profondo Rosso" to właściwie wszystko, co możecie sobie wyobrazić. Pośród asortymentu nie zabrakło oczywiście kostiumów (piątkowo-trzynastkowy Jason), masek (Chucky, Wilkołak itp.) czy też gadżetów związanych z filmowymi postaciami np. za dwadzieścia kilka euro można sobie sprawić rękawicę Freddy'ego. Oczywiście ilość przedmiotów, którą możecie nabyć jest olbrzymia i wymienienie wszystkiego nie ma większego sensu. Wiedzcie tylko, że, oprócz wspomnianych do tej pory artykułów, w "Profondo Rosso" można znaleźć np. koszulki z okładkami z horrorów ("Phenomena"), poszczególnymi scenami (wisielec z "Suspirii"), a także z logo sklepu itp. Niestety są one dość mizernej jakości, mało kolorowe i wykonane kiepska techniką. Niektóre przypominają popularne niegdyś prasowanki. Dalej można zaopatrzyć się np. w magazyny poświęcone grozie (m.in. słynny 'Horror'), których wybór jest również spory oraz płyty CD ze ścieżkami dźwiękowymi do najbardziej znanych horrorów (na czele oczywiście z dokonaniami Goblinów). Poza tym "Profondo Rosso" oferuje szereg artykułów, które wrzuciłbym do kategorii "pierdoły": są to wisiorki, breloki, maski, peruki, kubki z logo sklepu, popielniczki, kufle, wszelkiej maści czaszki (oprócz prawdziwych rzecz jasna), odcięte kończyny z gumy, wampirze zęby z plastiku, figurki oraz wszelkie inne dziwactwa, jakie mogą Wam przyjść na myśl. W "Profondo Rosso" odnajdziecie też takie rzeczy, których nigdy byście się nie spodziewali znaleźć w takim miejscu. Przykład? Proszę bardzo: słodziutkie maskotki smerfów. Ki diabeł? Nie wiem, a najgorsze, że miałem okazję zapytać się właściciela o co w tym wszystkim chodzi, a nie skorzystałem. Wiem, że będę sobie teraz pluł w brodę aż do następnej wizyty, te niebieskie cholerstwa naprawdę mnie zaintrygowały.
Krótko o cenach. "Profondo Rosso" jak na nasze warunki to niestety nadal dosyć drogi sklep. Ceny są oczywiście zróżnicowane w zależności od produktu, ale generalnie są powyżej przeciętnych. Ceny płyt DVD oscylują mniej więcej w granicach 20-25 €, choć zdarzają się np. wyjątkowo drogie produkty, takie jak chociażby wspominany już powyżej horror sci-fi "Contamination", za którego musielibyście zapłacić 40 €. Trzeba jednak dobrze poszukać, bo można zrobić świetny interes kupując np. podwójne DVD "Black Sunday" Mario Bavy, gdzie na dodatkowym dysku znajdziemy pełnometrażowy dokument o twórczości genialnego Włocha. A to wszystko za jedyne 23 €. Książki kosztują średnio 20-23 €, wszystkie są właściwie podobnej grubości i jakości. Koszulki zostały wycenione na ok. 15 €, ale jest to interes kompletnie nieopłacalny, ze względu na to, że ich wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Niektóre artykuły są wyjątkowo drogie - za plakat filmowy, również niezbyt rewelacyjny, możemy zapłacić od 5 do 8 €. Pierdoły takie jak breloki, wisiorki itp. to koszt w granicach 1-2 €.
"Profondo Rosso" oferuje, jak już wspomniałem, naprawdę bogatą ofertę produktów. Jest jednak jedno "ale". Spora część artykułów, które pozostają w strefie największego zainteresowania klientów (filmy, książki) jest niestety w języku włoskim. Bardzo żałuję, bo chociażby sama literatura liczy niezwykłą ilość tytułów, na których chciałoby się położyć swoje pazerne łapska. A tak? Zaledwie trzy pozycje anglojęzyczne. Dobre i to, choć nie powiem, widząc historię horroru we Włoszech jedynie po ichniejszemu, człowiek czuje bezsilność i irytację, że mu się nie chciało uczyć... No cóż, pozostaje to co jest. Ja narzekać i tak nie mogę - Książka o Mario Bavie to i tak pierwszorzędny zakup.
Kiedy już lekko ochłoniemy po buszowaniu między półkami i ewentualnej pogawędce z właścicielem, możemy przejść do niewątpliwej atrakcji "Profondo Rosso" - muzeum horroru Dario Argento, mieszczące się w ciemnych (jakże by inczej) i wilgotnych podziemiach. Mieć muzeum horroru w piwnicy swojego sklepu, muzeum stworzone przez wybitnego Dario... Któż nie chciałby mieć czegoś takiego u siebie? Wejścia do tego budzącego grozę miejsca strzegą trzy "przeszkody". Pierwsza z nich to śmieszny czerwony łańcuch, którego sforsowanie przyszłoby bez trudu nawet grzEGOrzowi, drugi to opłata za wjazd w wysokości 3 € na głowę horror-maniaka, trzecia to oczywiście sam właściciel sklepu, bez zgody którego, nie wkroczycie do cuchnących wilgocią katakumb... Na szczęście Luigi Cozzi nie jest taki straszny jak go malują. Prawdopodobnie dzięki przyjemnej rozmowie na początku mojej wizyty oraz ogólnym pozytywnym nastawieniu Włocha do odwiedzających go fanów, muzeum horroru stanęło przede mną otworem bez większych przeszkód, przez co rozumiem brak konieczności uiszczenia opłaty za wejście (nota bene zarówno dla mnie, jak i dla osoby towarzyszącej). Jeszcze jeden dowód jak bardzo w porządku jak ten sympatyczny Włoch. Kiedy już łańcuch opadł, wszedłem do piekielnych otchłani piwnicy "Profondo Rosso".
Na dole powitał mnie trupi chłód, ceglane mury oraz niepokojące odgłosy. Nie jest źle, w końcu to muzeum horroru! Całość to kilkumetrowy korytarz, po bokach którego znajdują się małe cele, zakończony większą salą. Ta ostatnia część jest jedną z najciekawszych - można w niej zobaczyć przecięte w połowie zwłoki nagiej kobiety przytwierdzone kajdanami do ścian. Robi to niesamowite wrażenie, choć jak się przyjrzeć z bliska zupełnie inaczej to wszystko wygląda. W poszczególnych celach, które mijamy idąc korytarzem, odnajdziemy m.in. scenę z "Demonów" Lamberto Bavy oraz jedną z postaci z "Phenomeny" Dario Argento. Z kolei przez otwór w masywnych drzwiach przy samym wejściu można podejrzeć sekcję zwłoki kosmity lub pomacać obleśnego potwora z Czarnej Laguny. Naszej obecności towarzyszą niesamowite dźwięki, wyjęte, co oczywiste, prosto z horroru: jęki, krzyki, odgłosy uruchamianej piły łańcuchowej, donośne kroki w głuszy itp. W pewnym momencie usłyszymy też głos samego Mistrza... Jeśli tego wszystkiego będzie mało to można sobie spocząć na krzesełku reżyserskim słynnego Dario. Ja akurat nie odważyłem się zbezcześcić tego miejsca. I na tym można zakończyć nasze krókie odwiedziny. Oczywiście nie wszystko ująłem, bo chciałem żebyście też mieli trochę satysfakcji z wizyty w muzeum horroru Dario Argento.
To by było na tyle. Mam nadzieję, że krótka relacja z wizyty w "Profondo Rosso" zachęciła Was do odwiedzenia tego miejsca. Ja wiem na pewno, że jak tylko będzie mi dane ponownie zawitać do Wiecznego Miasta, moja stopa niewątpliwie jeszcze raz przekroczy próg "Profondo Rosso" - jednego z najciekawszych miejsc związanych z filmową grozą, fascynującego sklepu i jak dla mnie, już teraz, obiektu kultu.
PROFONDO ROSSO
Via dei Gracchi 260
00192 Roma
tel: (+39) 06-32-11-395
www.profondorossostore.com
e-mail: info@profondorossostore.com