Recenzja horroru

Wywiad z Alanem Jonesem
Array

Danse Macabre: Jak się zaczał FrightFest? Kto wpadł na pomysł co było Waszym celem – tylko prezentacja filmów wartych zobaczenia czy mieliście jakieś większe plany?

Na pomysł FrightFest’u wpadł Paul McEvoy, jeden z organizatorów. Ja organizowałem w latach 80 festiwal horroru, pod nazwą Shock Around the Clock, który odbywał się w starym kinie Scala, na King’s Cross – od godziny 12 w sobotnie południe do 12 w niedzielne, puszczałem filmy przez 24 godziny non stop. Ludziom bardzo się podobał. Ale kiedy Scala została zamknięta, po krótkiej przygodzie w Electric Cinema na Portobello Road, zrezygnowałem. Do czasu kiedy Kino Narodowe w Londynie zaproponowało zorganizowanie czegoś podobnego w swojej siedzibie na południu Londynu. I choć zorganizowałem pokazy twórczości Johna Carpentera i Dario Argento, jak również wywiady z nimi na scenie, nigdy nie podobała mi się atmosfera tego miejsca. Ja podchodzę do horroru poważnie, a im [ludziom z NFT] się zdawało, że to niepoważna zgrywa, więc impreza się wypaliła. Aż Paul, który był fanem obu imprez zaproponował – spróbujmy raz jeszcze. No i spróbowaliśmy.

Danse Macabre: Czy ciężko było wystartować i jak się zmienił festiwal przez te wszystkie lata?

Ciężko było załatwić filmy na pierwszy festiwal w Prince Charles Cinema obok Leicester Square. Nikt za bardzo nie rozumiał, że chcieliśmy w Londynie zorganizować porządny festiwal fantastyczny jak te w Sitges, Brukseli, Oporto itp. Do dnia dzisiejszego nie dostajemy żadnego rządowego czy miejskiego wsparcia finansowego jak tamte imprezy i nasz budżet jest naprawdę napięty. Ale wychowaliśmy prawdziwie oddanych fanów i to właśnie oni stanowią o tym czym jest FrightFest pod wieloma względami. Wszyscy mówią, że atmosfera FF jest niepodobna do żadnej innej i bardzo się z tego jako organizatorzy cieszymy. Po niedługim czasie Prince Charles stało się zbyt małe jak na nasze potrzeby – duże firmy nie chciały promować swoich filmów które stały wysoko w ich planie marketingowym w miejscu, które wciąż ma kiepską reputację. Aczkolwiek ja sam kocham Prince Charles – klimatem przypomina mi o tym, jak sam oglądałem filmy w mojej młodości – w obskurnych lokalach z balkonami. A PC to dla Quentina Tarantino wciąż ulubione ze wszystkich na świecie kino. Guilermo del Toro nalegał na seans „Hellboy” właśnie tam, mimo że Columbia była przeciwko – i wtedy, nie po raz pierwszy, pomógł nam nasz festiwalowy święty. Zdaliśmy sobie sprawę, że by puszczać filmy wielkich wytwórni musimy się przenieść – stąd przeprowadzka do Oden West End, na początku do sali górze, co pozwoliło nam ocenić liczbę widzów. Potem przenieśliśmy się na dół, więc nie groziło nam już rozczarowanie fanów [spowodowane brakiem biletów] i jakoś możemy wygospodarować darmowe bilety, których domaga się każdy dystrybutor, którego film pokazujemy. W tym momencie to naprawdę wielka impreza, szczególnie uwzględniając w jakim miejscu startowaliśmy – to prawdziwy skok jakościowy jeśli chodzi o filmy, gości, odbiór i publiczność.

Danse Macabre: FrightFest wystartował jako raczej mała impreza, jak byś ją określił teraz? Z naszego punktu widzenia to jeden z najważniejszych punktów na mapie europejskiego horroru, którego nie można pominąć. Czy otrzymujecie dużo zgłoszeń od reżyserów, którzy chcą pokazać swoje filmy szerszej widowni?

To wciąż jest trudne – zabezpieczyć te filmy, które chcemy, bo musimy ułożyć się z dystrybutorami – ich strategią marketingową i promocyjną, co możemy dla nich zrobić. To handel wymienny. Dla przykładu – „Wrong Turn 2” - przedstawiciele Fox DVD zgodzili się na pokaz, jeśli zorganizujemy również specjalną prezentację materiałów o „28 tygodni później”. Pomimo, że zależało nam na „Seed” musieliśmy również wyświetlić „Postal”, tak by producenci tego drugiego mogli dorzucić się bo biletów lotniczych Uwe Bolla, który leciał z Kanady. W innym wypadku nie dostalibyśmy „Seeda”. To ciągła żonglerka w tym stylu. Jasne, dostajemy pełno zgłoszeń od reżyserów, którzy chcą zaprezentować swoje filmy. Większość z nich jest koszmarna, ale od czasu do czasu trafia się coś w stylu „Sword Bearer”, więc do każdego nadesłanego filmu trzeba podchodzić poważnie, bo można trafić na perełkę. Innym tegorocznym zgłoszeniem było „The Girl Next Door” i mimo, że film jest niepokojący i depresyjny, wiedzieliśmy, że musimy go wyświetlić. Wiele filmów staram się załatwić w trakcie ich kręcenia. Jeśli zdarzy mi się być na planie i uznam, że coś z tego może być, staram się być w kontakcie z producentami. Tak było w przypadku „WAZ”.

Danse Macabre: Festiwal przez lata ewoluował. Zaczynaliście w małym miejscu, teraz jest to Odeon, rozgłos, sława, strategiczni partnerzy (najpierw Zone Horror, teraz Channel 4) – czy odczuwacie teraz jakąś presję? Czy dystrybutorzy i reżyserzy starają się nakłonić Was do wyświetlania konkretnych filmów? I jak się zmieniła publika przez te siedem lat?

Zawsze istnieje presja ze strony sponsorów, żeby nasze obietnice – szumu medialnego i zaistnienia w świadomości widzów. Zone Horror bardziej było zainteresowane kręceniem wszystkiego co się działo na festiwalu, żeby później puścić to na swoim kanale. Film 4 nie dbał o to, bardziej zależało im na rozgłosie i reklamie. Każdego roku podnosimy poprzeczkę coraz wyżej i musimy być pewni, że staramy się bardziej. Tym razem wszystko poszło jak trzeba i to był pierwszy festiwal, z którego jestem zadowolony. W momencie kiedy wiedziałem, że mamy filmy, które ludzie będą chcieli zobaczyć i zaczęliśmy sprzedawać bilety, mogłem pozwolić sobie na relaks. W zeszłym roku martwiliśmy się, że będziemy w plecy z kosztami, a to zaważyłoby na przyszłości festiwalu. W tym roku program musiał być dopięty na 2 miesiące przed samym wydarzeniem, bo Film 4 wykorzystać jego aspekt reklamowy. Ale tak naprawdę planowanie zajmuje cały rok. Paul i Ian już w tym momencie są w Toronto [TIFF], oglądają filmy, które moglibyśmy wykorzystać. Ja w tym tygodniu zaklepałem dwa obrazy w fazie produkcji – ten proces nigdy nie ustaje. Kto w tym momencie jest w stanie stwierdzić, jakie ważne filmy pojawią się w okolicach przyszłych wakacji? Dlatego przed Cannes nigdy nie podejmujemy ostatecznych decyzji. A jeśli chodzi o zmiany demograficzne to zaczęło się pojawiać więcej dziewczyn.

Danse Macabre: Tegoroczna edycja FrightFest była kapitalna! Jak długo zajmuje Wam przygotowanie programu? Czy jest jeszcze jakaś przyjemność w przygotowywaniu festiwalu, czy to po prostu ciężka praca? Czy macie jakiś specjalny ustalony porządek, plan tego, co chcecie pokazać w danym roku? Czy tylko wybieracie dobre filmy? I najważniejsze: skąd bierzecie filmy?

Ułożenie programu w odpowiednim porządku to jakieś 90% pracy. Po „The Girl Next Door” musieliśmy puścić coś lżejszego i zabawnego, stąd „Botched”. Nie wolno wyświetlać czterech filmów o torturach pod rząd, trzeba różnicować repertuar, żeby filmy nie zlały się w jedno. „Devil” miał niezłe przyjęcie na Fantasii i pomyśleliśmy, że to idealny film na nocny seans. „Skinwalkers” umieściliśmy w programie jako ukłon w stronę Momentum Pictures (dali nam masę DVD do pakietów dla posiadaczy wejściówek festiwalowych – więc znowu była to transakcja wiązana) i był to monster movie, których nie było zbyt wiele w programie. Chodzi o odpowiednie wymieszanie składników – różnych rodzajów horroru. FF zawsze miał na celu promocję nowych talentów, poszczęściło nam się w przypadku Adama Green’a, który jest jednocześnie jednym z największych fanów festiwalu. Już dawno temu nauczyliśmy się, że nigdy nie uda nam się zadowolić wszystkich. Mi się „Sword Bearer” niezmiernie podobał, innym nie. Według mnie „Zombie Diaries” to dno, ale wyprzedaliśmy wszystkie bilety na ten seans. Paul i ja zawsze kłócimy się co do poszczególnych filmów, ale to właśnie tworzy atmosferę FrightFestu – dla każdego coś miłego. Jestem bardzo dumny z tego, że ludziom podobała się większość programu w tym roku. Bo dystrybutora też trzeba zadowolić, w końcu daje ci swój produkt. Jeśli nie zważa się na nich, żaden festiwal nie przetrwa. Optimum [Releases] chciało, żebyśmy zrobili pokaz testowy „Signal” – żeby sprawdzić odbiór widzów. I to był ich zysk w tym przypadku. Promocyjny trailer do „The Cottage” był trudnym orzechem do zgryzienia – to jeden z tych filmów, które pozyskałem na etapie produkcji – po twórcy bardzo obawiali się reakcji publiczności. Musiałem ich uspokajać i jak się okazało wszystko poszło świetnie. Nawet sobie nie wyobrażacie jak twórcy się stresują takimi sytuacjami. Ale naszym zadaniem jest przekonać ich, że nie mogą wyobrazić sobie lepszej publiczności.

„Nie ma takiego filmu, którego byśmy nie wyświetlili, jeśli jest dobry.”

Danse Macabre: Dobór filmów był praktycznie bezbłędny (szczerze mówiąc nie rozumiemy jak „Skinwalkers’, „The Devil Dared Me To” i „Sword Bearer” znalazły się pośród reszty znakomitych filmów), każdy mógł znaleźć coś dla siebie: zarówno fan animal attack, ghost stories, gore itd. Czy są jakieś dodatkowe kryteria, którymi kierujecie się przy tworzeniu programu? Czy staracie się promować nieznane nazwiska, ożywiać konkretne podgatunki albo dogadzać dystrybutorom.

Każdy film jest z konkretnego powodu. „1408” to lśniący kawałek Hollywood, pokazany wtedy, kiedy publiczność potrzebowała odskoczni od niezależnych produkcji. „Disturbia” była mainstreamowym filmem „want-to-see”, sobotnią rozrywką dla mas, która napędzi trochę ludzi. Byłoby ciężko znaleźć 26 filmów tak samo dobrych pod każdym względem, więc trzeba znać swoją publiczność i widzieć czego i kiedy chcą. Stąd po nieskobudżetowym „Spiral” poszedł rosyjski blockbuster „Day Watch”. I to działa.

Danse Macabre: Mówiąc bardziej ogólnie: jaka jest dzisiaj kondycja horroru? Mamy setki nowych filmów, które trafiają do kin i na rynek DVD, ale jak jest z jakością? Gdybyś miał ocenić – czy mamy obecnie dobre czasy dla przerażających filmów? Czy możemy się spodziewać wielu utalentowanych reżyserów, aktorów, wytwórni?

Gatunek ma się w tym momencie jak najlepiej, lepiej niż kiedykolwiek w jego historii. Przeróbki są nudne (aczkolwiek prawie udało nam się zdobyć „Halloween” na seans niespodziankę w tym roku, ale bracia Weinstein nie zaakceptowali żadnego z proponowanych terminów projekcji, które chcieliśmy im dać, więc ostatecznie się wycofali). Ale pełno jest nadchodzących filmów, które są smakowicie pomysłowe – „Mutant Chronicles”, „Amusement”, „The Deaths of Ian Stone”, „Eden Lake”, „The Day”, „Mum and Dad” i „[Rec]”. Zamierzam śledzić karierę Simona Huntera, bo „Mutant Chronicles” będą niesamowite.

Danse Macabre: Byliśmy totalnie zaskoczeni filmami Uwe Bolla: „Postal”, a w szczególności „Seed”, pokazały jego zupełnie inne oblicze, utalentowanego reżysera z głową pełną pomysłów. Zaproszenie go to był doskonały, ale jednak na swój sposób ryzykowny pomysł. Nie obwialiście się chłodnego przyjęcia Uwe przez widzów? I kto w ogóle wpadł na pomysł by go zaprosić?

Nigdy nie traktowałem Bolla poważnie do czasu gdy zobaczyłem “Seed”. Zdałem sobie sprawę, że musimy go zaprosić na festiwal po tym co zrobił. Myślę, że nasza publiczność potrafi wyczuć, że nie puścilibyśmy takiego filmu bez powodu. A Boll potrafi o siebie zadbać, nie obchodziło mnie czy miał zamiar walczyć z publiką i się postawić. Przecież tego pewnie od niego oczekiwano. Trudno się z nim negocjuje, ale cieszę się, że przyjechał. FrightFest to okazja, żeby fani mogli spotkać swoich bohaterów lub tych, którymi gardzą, więc jego przyjazd jak najbardziej pasował do tej imprezy.

Danse Macabre: Dyskusja po “Postal” i “Seed” ujawniła pewne kontrowersje odnośnie odbioru filmu i jego wartości (co oczywiście jest dobre). Uważamy, że „Seed” był świetny. Co Ty o nim sądzisz? Czy jakikolwiek film prezentowany na wcześniejszych edycjach FrightFest wzbudził podobne reakcje u publiczności?

Scenarzysta “Spider” został zrugany przez publikę w 2003. I wszyscy zjechali nasze otwarcie w 2002 czyli „9 Lives” z Paris Hilton. Nie widzieliśmy tego filmu przed premierą na FrightFeście i nigdy więcej nie powtórzymy tego błędu.

Danse Macabre: Wielka Brytania znana była z ostrej cenzury i urągających decyzji podejmowanych BBFC. Czy coś się zmieniło? Nie zauważyliśmy wielu filmów z logo BBFC przed pokazami. Jak wygląda ostatnio sytuacja ze zbyt chętnymi ludźmi z nożycami (w szczególności po morderstwach Toma Palmera)? Czy na takim festiwalu jak FrightFest możecie pokazywać wszystko, co chcecie?

BBFC to w tym momencie jedna z najbardziej wyluzowanych organizacji cenzorskich na świecie. Nie ma problemu. Nie ma do nas żadnych cenzorskich zastrzeżeń, ponieważ jesteśmy festiwalem i jeśli rada miejska zna program na dwa tygodnie przed całym wydarzeniem. Również nie zgłasza obiekcji. Certyfikaty wiekowe nie są wyświetlane przed kolejnymi filmami, bo doszliśmy do wniosku, że najlepiej jest, gdy widzowie podchodzą do filmu nieuprzedzeni. Ale owszem, członkowie BBFC wpadają na seanse, szczególnie jeśli wyświetlamy jakieś kontrowersyjne tytuły jak np. „The Girl Next Door”. Ale raczej żeby sporządzić raport wewnętrzny, niż wszczynać jakieś kampanie.

Danse Macabre: A z drugiej strony: czy jest jakiś film, którego Ty, jako organizator, byś nie pokazał z jakichkolwiek przyczyn (poza jego jakością oczywiście)?

Nie ma takiego filmu, którego byśmy nie wyświetlili, jeśli jest dobry.

Danse Macabre: Który film najbardziej Ci się podobał w tym roku? A jeśli chodzi o całą historię FrightFest: jakiś konkretny tytuł, z którego jesteś dumny, że został pokazany?

“WAZ”, “Spiral” i “The Orphanage” były świetne. Zeszłoroczny pokaz “Labiryntu Fauna”, o który zabiegał del Toro, to moment mojej największej dumy, ze względu na status jaki później osiągnął.

Danse Macabre: Ostatni trend “torture porn” przesunął granice możliwej do zaakceptowania na ekranie przemocy do bezprecedensowego poziomu. To, co kiedyś było dostępne i trawione jedynie przez prawdziwych maniaków gatunku, teraz stanowi niemalże główny nurt komercyjnej widowni. Czy uważasz, że zamiana dobrze napisanych scenariuszy na flaki jest dobra dla gatunku? I czy przewidujesz jakąś nową falę horroru po „torture porn”? Mieliśmy post-Krzykowe slashery, przeróbki japońskich hitów, remake’i klasyków, teraz to „torture porn”, co będzie następne?

Wszystkie tematy w tym gatunku cechuje cykliczność. Kiedy „Hostel 2” nie okazał się hitem jak przewidywano, tortury stały się przypuszczalnie niemodne do czasu „Saw IV”. „1408” okazał się ogromnym przebojem, więc prawdopodobnie PG13 wróciło do łask. Wszystko sprowadza się do tego, na czym można zarobić. „Halloween” poradził sobie nieźle, więc pewnie będą kolejne remake’i. A kolejny trend to będą klasyczne potwory. Universal odświeża postaci ze swojego panteonu. Javier Bardem w roli Draculi – kontynuacja filmu z Lugosim z lat ’30 – nie mogę się doczekać!

Danse Macabre: Dlaczego w tym roku nie było żadnego horroru z Azji? Paul mówił, że po prostu nie spodobał się Wam żaden z filmów, które widzieliście. Czy azjatyckie kino już się wypaliło (choć niektóre tytuły prezentowane na Fantasia Festival zdają się zaprzeczać temu)?

Jestem znudzony grozą z Azji, to już kompletnie się wypaliło i faktycznie nie widzieliśmy niczego, co by nam się podobało. A poza tym „Km 31” to praktycznie azjatycki horror w przebraniu.

Danse Macabre: Czy nie zastanawiałeś się kiedyś nad wyreżyserowaniem jakiegoś obrazu gatunku? Czy po obejrzeniu setek filmów nie kusiło Cię nigdy, aby stanąć za kamerą, żeby nakręcić najbardziej przerażający film? ;-)

Nie interesuje mnie to, ale jest to pytanie, które zawsze mi zadają. Widziałem już tyle osób, które próbowały i poległy, nie trzymając się tego w czym są dobre. Ja jestem pisarzem, jestem szczęśliwy. Mam świetną karierę i nie mam zamiaru zamieniać swojej reputacji na coś, w czym mógłbym być gorszy.

Danse Macabre: Właśnie wróciłeś z Rzymu, gdzie miałeś okazję obejrzeć ostatni rozdział trylogii o Trzech Matkach Dario Argento – filmu, na który czeka prawie każdy fan horroru na świecie. Jakie wrażenia po projekcji? Czy to stary, dobry Dario?

„Jestem znudzony grozą z Azji, to już kompletnie się wypaliło i faktycznie nie widzieliśmy niczego, co by nam się podobało.“

Rzymska premiera będzie miała miejsce 23 października, więc jeszcze nie byłem. Przed Rzymem jest Sitges. Ale chcę zobaczyć ten film właśnie w Rzymie, razem z Dario, Asią, scenarzystami Jace i Adamem i moimi przyjaciółmi. Reakcje na festiwalu w Toronto były niezbyt dobre a recenzje są mocno mieszane. Wyrobię sobie własne zdanie w mieście które kocham i z ludźmi których podziwiam.

Danse Macabre: To pytanie musimy zadać: Czy oglądałeś kiedyś jakikolwiek horror z Polski? Nie ma ich za wiele, ale bardzo interesujące byłoby posłuchać co sądzą o nich inni.

Oczywiście, znam Żuławskiego, Borowczyka, Hasa. A „Opętanie” to arcydzieło.

Danse Macabre: Ostatnie pytanie: jak zostałeś najsłynniejszym dziennikarzem zajmującym się horrorem? ;-)

Musicie pamiętać, że wtedy kiedy ja zaczynałem, w 1977, nikt inny tego nie robił, a ja byłem związany z najlepszym amerykańskim pismem, jakie ujrzało kiedykolwiek światło dzienne – Cinefantastique. To dzięki temu byłem w stanie dostać się na każdy plan filmowy i spotkać tych wszystkich, których zawsze chciałem poznać. W tamtych czasach było możliwe, by pojawić się na planie filmu z Vincentem Price i przeprowadzić godzinny wywiad, pokręcić się wraz z ekipą, bo nikt inny nie uważał takich filmów za warte uwagi. Czysty upór i nieprzyjmowanie do wiadomości odpowiedzi odmownych zaowocowały w końcu – zacząłem być rozpoznawalny i dobrze znany z tego, że pisałem o filmach, o jakich nikt inny nie pisał – bo byłem fanem. Recenzuję filmy dla Starburst od 30 lat. Kiedy dziś odwiedzam plany filmowe z ramienia Fangorii wszyscy mnie znają i mówią, że wyrośli na moich artykułach. To jest naprawdę niesamowita sprawa. A udało mi się utrzymać tak długo, bo ludzie wiedzą, że piszę prawdę – jeśli coś lubię, po prostu to lubię, nie patrzę kto za tym stoi, ani na żadne inne czynniki. Kiedy ludzi tacy jak Quentin Tarantino w rozmowie z tobą cytują recenzje, które sam napisałeś i opowiadają o tym, jak ważny byłeś dla nich kiedy byli młodzi, to naprawdę wiele znaczy. Więc jestem wdzięczny i zdumiony, ale wiem, że robię to dobrze.

Danse Macabre: Dziękujemy za wywiad i do zobaczenia na FrightFest 2008!

Autor: grzEGOrz & Mort