Danse Macabre: Czy to Twoja pierwsza wizyta w Polsce? Jak się tu czujesz?
Jörg: Tak, jestem tu po raz pierwszy i ciężko mi cokolwiek dodać, ponieważ dopiero co przyjechałem. Nie mam także żadnych doświadczeń z polską publicznością. Nie wiem, czy moje filmy są tu znane, czy nie.
Danse Macabre: Tylko w bardzo wąskich kręgach.
Jörg: Podczas moich podróży po wielu krajach, z reguły okazywało się, że moje filmy nie były znane wśród „normalnej” publiczności, a o ich istnieniu wiedziała jedynie grupa osób.
Danse Macabre: Kiedy mówimy o niemieckim horrorze pojawiają się z reguły trzy nazwiska: Schnaas, Ittenbach i oczywiście Buttgereit. Jak się czujesz w tym towarzystwie?
Jörg: [śmiech] Z tego co pamiętam zaczęli kręcić po mnie i były to filmy przeznaczone na rynek wideo. Myślę, że łatwiej im było z rozpoczęciem kariery. Kiedy debiutowali nie byłem już zainteresowany takimi filmami, a może miałem po prostu dość. Tak więc ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Niektórzy mówią, że ci reżyserzy są moimi kontynuatorami, ale myślę, że ich dziełom brakuje oryginalności i tylko powtarzają to, co widzieliśmy już w większych produkcjach w przeszłości. Myślę, że to nie jest dobre podejście. Kiedy kręci się filmy undergroundowe, to powinno się poruszać tematy, których kino głównego nurtu nigdy nie poruszy. Natomiast oni z reguły zadowalają się łatwymi rozwiązaniami i jedyne co ich interesuje, to żeby było: „więcej krwi, więcej krwi, więcej krwi”. Na dłuższą metę jest to nudne. Ale nie widziałem wszystkich ich filmów, więc tak naprawdę, to ciężko mi je oceniać. Oglądnąłem mniej więcej dwa, trzy tytuły każdego z nich, znam tych reżyserów osobiście i uważam, że są prywatnie bardzo sympatyczni. Jak pewnie wiecie, obecnie piszę recenzje dla niemieckiej prasy i Andreas Schnaas nie chciał mi pokazać swoich ostatnich filmów. „Pewnie napiszesz złe recenzje!”. Więc nigdy tych filmów nie widziałem. [śmiech]
Danse Macabre: A czy nie planujecie kiedyś połączyć sił?
Jörg: Około pięć lat temu pojawił się pomysł nakręcenia filmu w Hiszpanii [projekt znany jest pod tytułem „Barcelona Babylon”. Ta oraz wszystkie dalsze uwagi - DM]. Jak to się zaczęło? Mój przyjaciel sprzedawał prawa do filmów reżyserowanych przeze mnie, Ittenbacha i Schnaasa do Hiszpanii i Azji. Skontaktował się z jedną z hiszpańskich spółek produkcyjnych, która poprosiła o więcej filmów. I stąd pojawił się pomysł nakręcenia wspólnego dzieła. Ale spółka wkrótce przeprowadziła się do Bangkoku i projekt padł. W biznesie filmowym często się to zdarza. Miały powstać trzy epizody. Andreas Schnaas i ja napisaliśmy swoje, ale Ittenbach nigdy swojego nie ukończył... [śmiech]
Danse Macabre: W 1987 roku nakręciłeś „Nekromantika” i to był prawdziwy szok. Jak ten film został odebrany w tamtych latach?
Jörg: Zaskakująco dobrze. Pokazywano go tylko w małych kinach. Najpierw wszyscy byli zdziwieni, że postanowiłem nakręcić coś całkowicie serio, wszystkie moje dotychczasowe projekty były raczej zabawne. I choć byli zszokowani, film został dobrze przyjęty. Ale wówczas nie był jeszcze dobrze znany. Popularność „Nekromantika” zaczęła się dopiero zagranicą. Był bardzo dobrze przyjmowany na rozmaitych festiwalach, i ta popularność sprawiła, że został ponownie odkryty w Niemczech dopiero po kilku latach.
Oglądając obecnie dużo filmów zauważam, że najczęściej największe wrażenie robią na mnie debiuty. Jest w tym coś, że kiedy kręcisz coś po raz pierwszy masz w sobie tą energię, którą tracisz, kiedy stajesz się profesjonalistą.
Danse Macabre: A co na to krytyka?
Jörg: Niektórzy krytycy ignorowali mój film, ale ci, którzy postanowili się z nim zmierzyć, z reguły pisali o nim dobrze. Może nie tyle w kontekście „ach, to naprawdę dobry film”, ale rozumieli jego wagę. W latach 80-tych w Niemczech panowała bardzo rygorystyczna cenzura. Pierwszy „Nekromantik” był przede wszystkim rodzajem protestu wymierzonego w instytucję cenzorską.
Danse Macabre: W „Nekromantiku” jest scena, w której bohater wychodzi znudzony z seansu. To jest zresztą motyw, który przewija się w twoich filmach. W „Nekromantiku 2” na przykład, grupa osób ogląda film, na którym kroi się fokę...
Jörg: Tak. Zawsze jest motyw filmu w filmie.
Danse Macabre: Właśnie. Czy chciałeś wyrazić w ten sposób swój stosunek do kina gatunku?
Jörg: Kwestionuję go. W „Nekromantiku” i w swoich pozostałych filmach próbuję rzucić wyzwanie miłośnikom horrorów. Czułem, że te wszystkie slashery i typowe produkcje gatunku nie były wystarczająco otwarte. Były bardzo „wygodne”. Nastolatki próbujące się przespać z kim tylko mogą i później mordowane za karę, i tak dalej... Z jednej strony ceniłem je ponieważ były momentami mocne i ordynarne, a z drugiej strony dostrzegałem jak bardzo były ograniczone...
Danse Macabre: Czyli można powiedzieć, że chciałeś swoim filmem przekroczyć pewną granicę w horrorze?
Jörg: Tak, ponieważ czułem, że jeśli kręcisz film grozy, nie musi on być wcale bzdurą. Ale niektóre filmy gatunku są po prostu ogłupiające.
Danse Macabre: Tak jak głośny „Lócker”, oglądałeś go? [holenderski film z 1986 r., reż. Johan Vandewoestijne]
Jörg: Jak mi się zdaje, ten film był także poświęcony tematyce nekrofilii?
Danse Macabre: Tak, dokładnie.
Jörg: Wydaje mi się, że widziałem go raz na video, ale już nic z niego nie pamiętam.
Danse Macabre: Nie stanowił dla Ciebie żadnej inspiracji?
Jörg: Obejrzałem go dopiero po nakręceniu „Nekromantika”. Inspirowałem się przede wszystkim dwoma książkami. Jedna była poświęcona Edowi Gein [słynny amerykański seryjny zabójca-kanibal, którego historią inspirowało się wielu filmowców, m.in. Tobe Hooper podczas kręcenia „Teksaskiej masakry piłą mechaniczną”] , a druga to wydana w Anglii „Killing for Company” [słynna książka Briana Mastersa, poświęcona innemu seryjnemu mordercy, Dennisowi Nielsenowi].
Danse Macabre: Skąd pomysł dołożenia do filmu nagrania z królikiem?
Jörg: Kiedy siedzisz i oglądasz włoski horror z lat 80-tych, bardzo często myślisz: „dlaczego oglądam ten film?” Czasami słyszę odpowiedź: „wiesz, bardzo się interesuję efektami specjalnymi i ciekaw jestem jak im się udało zrobić to, czy tamto”. A to przecież taka tania wymówka. To nagranie z królikiem zdecydowałem się wprowadzić do filmu po to, żeby widownia nie mogła sobie już pozwolić na tak tanie wytłumaczenie, ponieważ część materiału jest prawdziwa. I wówczas zaczynasz się zastanawiać dlaczego tak naprawdę to oglądasz? Tym konfliktem, który sam odczuwałem, chciałem się podzielić z widownią.
Danse Macabre: Czy tym samym wytłumaczyłbyś wprowadzenie do „Nekromantika 2” sceny z fokami?
Muszę starać się unikać wpływu wszelkiej cenzury w Niemczech i kręcić po prostu filmy na własną rękę. Nie prosząc o pozwolenie, pójść prosto z taśmą do kina i zobaczyć jaka będzie reakcja.
Jörg: Koncepcja była mniej więcej taka sama, ale nagranie miało stanowić odpowiednik czegoś pornograficznego. Główny bohater filmu dubbinguje filmy pornograficzne, co wywołuje sprzeciw tej starej kórwy Moniki, która nie przepada za tego typu produkcjami. Nagranie z fokami zastępuje w jej przypadku oglądanie filmu porno, miało to stanowić po prostu rodzaj refleksji. Foka także została „rozebrana” [w trakcie spotkania z widzami Buttgereit wspominał słynnego dokumentalistę Fredericka Wisemana, który stosując suchą, ortodoksyjną poetykę dokumentalną (jedynie obserwacja, żadnej ingerencji), dokonywał zarazem krytyki amerykańskich instytucji społecznych. W jednym z jego filmów pod tyt. „Meat” obserwujemy życie krowy od momentu, w którym pasie się na łące, aż do tego, w którym trafia na jebany stuł w Burger Kingu, ze wszystkimi etapami pośrednimi włącznie. Ślady tego podejścia z pewnością odnajdujemy w dokumentalnych nagraniach królika i foki w dylogii „Nekromatnik”].
Danse Macabre: Powiedziałeś, że pierwsza część „Nekromantika” była ciosem wymierzonym w cenzurę. Czy to samo dotyczy „Nekromantika 2”?
Jörg: „Nekromantik 2” miał przede wszystkim wzburzyć miłośników horrorów, czyli głównie męską część publiczności. Z reguły w filmach grozy kobiety są bite, gwałcone, kurwa maltretowane. Są klasycznym przykładem ofiary. W moich filmach jest na odwrót - to zawsze mężczyźni zbierają cięgi. Można powiedzieć, że kręcę je z kobiecego punktu widzenia.
Danse Macabre: Dlaczego zdecydowałeś się nakręcić „Nekromantika 2”? Ten film pod wieloma względami powtarza to wszystko, co widzieliśmy już w pierwszej części.
Jörg: Ale na tym polega chyba idea sequelu. „Nekromantik 2” ma jednak inne podejście. Jest dużo wolniejszy, jest nakręcony na innym formacie, wygląda przez to zupełnie inaczej… Według mnie te dwa filmy wiele dzieli. Dla filmowca kręcenie sequelu zawsze stanowi rodzaj drugiej szansy. A poza tym fakt, że nigdy nie jesteś do końca zadowolony ze swojego filmu sprawia, że perspektywa nakręcenia kontynuacji jest bardzo kusząca. Ale myślę, że w przypadku „Nekromantiku 2” jest wystarczająco wiele nowych elementów, by uzasadnić decyzję o nakręceniu sequelu.
Danse Macabre: A czy byłeś bardziej usatysfakcjonowany „Nekromantikiem 2”?
Jörg: Myślę, że niekture rzeczy wyszły dużo lepiej. Obie części mają swoje zalety, ale pierwsza część ma jednak więcej wad. Niektórych rzeczy nie byłem w stanie powtórzyć kręcąc część drugą, a z drugiej strony nabrałem w międzyczasie niezbędnego doświadczenia.
Danse Macabre: Obie części „Nekromantika” są bardzo surowe w stylu. Ale zdecydowałeś się jednak dołożyć parę niesamowitych sekwencji, jak ze snu, podobnie jak w późniejszym „Schrammie”. Co zadecydowało o przemieszaniu tych dwóch stylistyk?
Jörg: W „Schrammie” wybór był oczywisty. Film rozgrywa się w wyobraźni głównego bohatera, więc oczywiste było, że postanowiłem sprzęc ze sobą dwa światy: rzeczywistość i sen. Zresztą z reguły moimi ulubionymi scenami w filmach były sekwencje snu. Jestem fanem tego motywu, więc stąd powraca w mojej filmografii.

Danse Macabre: Rzeczywiście, sekwencja snu w „Nekromantiku” robi niesamowite wrażenie!
Jörg: Piszę właśnie scenariusz dla austriackiego reżysera i zamieściłem w nim właśnie z 5 czy 6 sekwencji snu. Więc jestem naprawdę szczęśliwy! [śmiech]
Danse Macabre: W „Nekromantiku 2” jest scena, w której bohaterka odpoczywa po wykopaniu grobu, a obok niej jest nagrobek z nazwiskiem Jelinski. Czy ma to jakiś związek z producentem filmu, Manfredem Jelinskim?
Jörg: To grób jego ojca.
Danse Macabre: Jest to dość kontrowersyjny pomysł, biorąc pod uwagę tematykę filmu.
Jörg: Ale nie mieliśmy wyjścia. Scenę nakręciliśmy w ogrodzie Manfreda i był to po prostu jedyny nagrobek jakim dysponowaliśmy [śmiech].

Danse Macabre: Nie planowałeś trzeciej części?
Jörg: Japończycy proponowali mi nakręcenie trzeciej części. Pytali się: „kiedy go nakręcisz?”, „chcemy go kupić”, odpowiedziałem: „możecie go wyprodukować, przyjadę do Japonii i nakręcę go na miejscu”. Na tym rozmowa się skończyła [śmiech]. Wszystko rozbija się o pieniądze. Nie chcieli ich wydać, ale jeśli chce się nakręcić coś dobrego nie można się bez nich obejść!
Danse Macabre: Pomiędzy dwoma „Nekromantikami” nakręciłeś „Der Todesking”. W jednym z wywiadów a propos tego filmu powiedziałeś, że „Der Todesking” jest filmem pozbawionym przekazu.
Jörg: Powiedziałem coś takiego?
Danse Macabre: Tak, że to jest po prostu film o śmierci i tyle.
Jörg: Brzmi dobrze [śmiech].
Danse Macabre: Czy mamy przez Twoje słowa rozumieć, że interpretację zostawiasz całkowicie w renkach widza?
Jörg: Myślę, że to po prostu bardzo otwarty film i można go interpretować w dowolny sposób
Danse Macabre: W pierwszym epizodzie „Der Todesking” jest ta znakomita sekwencja, w której kamera kręci się wokół własnej osi przez dobre pięć minut. Jest to chwyt, który bardzo często powraca w Twoich filmach (np. w „Schrammie”). Czy można go traktować metaforycznie?
Jörg: Chciałem w ten sposób tylko wyrazić określone emocje. W „Schramm” miało to być uczucie jakbyśmy wkręcali się do głowy głównego bohatera [Buttgereit wydaje odgłos wiertła]. Z kolei w „Der Todesking” chciałem za pomocą kręcącej się kamery wyrazić to uczucie, kiedy boli cię głowa, masz wrażenie, że zaraz wybuchnie i cały świat wokół kręci się w kółko. W obu filmach wygląda to podobnie, ale wyraża jednak co innego.
Danse Macabre: Czy mógłbyś nam powiedzieć coś więcej o tej sekwencji na moście z „Der Todesking”? Oglądając ten film w Polsce nie znamy kontekstu całej sceny.
Jörg: Był to most znajdujący się blisko miejsca, w którym kręciliśmy obraz rozkładającego się ciała. I ktoś nam powiedział, ze jest to most, z którego wiele osób skacze i popełnia samobójstwo. Stąd pomysł na samą sekwencję, ale wszystkie nazwiska, które są wygrawerowane na taśmie, sami wymyśliliśmy.
Danse Macabre: W „Der Todesking” pojawia się między innymi długi cytat z Lautréamonta. Kiedy myślimy Lautréamont, przychodzą na myśl nazwiska De Sade`a, Bataille`a… Czy czytasz tych autorów, czy inspirowałeś się w jakiś sposób ich twórczością?
Jörg: Nie do końca. Głównie inspiruję się filmami. Ale mój przyjaciel, z którym napisałem scenariusz, Franz Rodenkirchen, był bardzo wciągnięty w świat tych autorów i to z jego inicjatywy pojawiały się te wszystkie odwołania. Pokazał mi pewną starą książkę o samobójstwach i stamtąd zapożyczyliśmy sobie ten cytat. Ale też chcieliśmy uniknąć wszelkich pytań typu: „dlaczego on to zrobił?”, „dlaczego popełnił samobójstwo?”, a kiedy wstawisz taki cytat na początku, jasne jest, że nie ma żadnych łatfych rozwionzań. Musieliśmy mieć pewność, że film będzie bronił się sam.
Danse Macabre: A skoro inspirujesz się filmami, to nazwiska jakich reżyserów mógłbyś przez tej okazji wymienić?
Jörg: Na pewno w dużej części inspirowałem się pierwszymi dokonaniami Johna Watersa, jego filmami takimi jak „Pink Flamingos” czy „Female Trouble”. Przede wszystkim dzielę z nim jego podejście do kina niezależnego. A także inspirowałem się Davidem Cronenbergiem, ktury swoimi filmami oferuje znacznie więcej niż typowe produkcje gatunku. I myślę, że jego dzieła stają się z filmu na film dojrzalsze. Im bardziej unika dosłowności, tym lepiej. Jego „Historia przemocy”, to chyba jego najlepsze dzieło!
Danse Macabre: A czym się inspirowałeś kręcąc „Schramm”?
Jörg: „Schramm” było przede wszystkim moją odpowiedzią na wszystkie serial-killer movies, które widziałem do tej pory. Miałem wrażenie, że większość filmów tego gatunku zajmuje się głównie problemem ścigania mordercy, ale rzadko stara się przedstawić jego osobowość. I nigdy tak naprawdę nie dochodzą do sedna sprawy. To właśnie starałem się osiągnąć w swoim filmie.
Danse Macabre: Czy widziałeś może słynny austriacki „Angst”?
Jörg: Tak, widziałem go na festiwalu w Anglii i byłem nim oszołomiony. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Wciąż jestem zaskoczony, że część krytyków i publiczności traktuje moje filmy poważnie.
Parę miesięcy temu zostało wydane w Niemczech na dvd, poprzedzone moim wprowadzeniem. Z kolei niedługo pojawi się amerykańskie wydanie, na którym zawarty jest mój wywiad z reżyserem filmu. Zrobiliśmy mnóstwo dodatków. A Gerald Kargl krenci teraz głównie reklamówki.
Danse Macabre: Po „Schramm” przygotowałeś efekty specjalne do filmu „Killer Condom”. W czołówce pojawia się nazwisko genialnego H. R. Gigera. Do czego sprowadzał się jego udział w produkcji?
Jörg: Z tego co pamiętam pełnił funkcję „creative consultant”, nieszczęśnik! [śmiech] Odwiedził nas i miał nam dać rysunki przyrządów, które mieliśmy później przygotować, w tym tytułowych kondomów, ale z tego co pamiętam, tak późno wywiązał się ze swojego kontraktu, że już w międzyczasie dawno skończyliśmy pracę! Więc jego udział w projekcie ograniczył się do tego, że odbyliśmy parę pogawędek, byliśmy na wspólnym obiedzie. I to wszystko. Jedyne do czego się przyczynił, to do zaprojektowania tej maszyny, z której wyskakiwały kurwa kondomy, pojawiła się na chwilę w filmie.
Danse Macabre: Kiedy dowiedzieliśmy się, że przyjeżdżasz, przeczytaliśmy w zapowiedzi, że jesteś reżyserem „art-house horror movies”. Jak się z tym czujesz?
Jörg: Etykietkę „art-house” przylepił mi w gruncie rzeczy sąd. Poszliśmy do sądu ponieważ chcieliśmy odzyskać „Nekromantik 2”, którego dystrybucja została wsczymana na dwa lata. Sędzia poprosił o to, żeby historyk filmu udowodnił w sądzie, czy film posiada wartość estetyczną czy nie. W Niemczech panuje taka zasada, że jeśli twój film jest sztuką, to jest „wolny”. Historyk napisał dwudziestostronicową rozprawkę, w której tłumaczył dlaczego ten film powinien być kwalifikowany jako dzieło sztuki. Dlatego muszę upierać się przy tym, żeby moje filmy były określane tym mianem. W innym wypadku zostałyby wycofane z niemieckiego obiegu.
Danse Macabre: Ponieważ jak przeczytaliśmy, że jesteś klasyfikowany jako reżyser filmów artystycznych, trochę nas to odstraszyło.
Jörg: Zauważam pewną tendencję. Większość fanów gatunku nie lubi za bardzo moich filmów ponieważ są zbyt „arty”. A z kolei fani filmów artystycznych moje filmy odstraszają bo są zbyt „gory”. Jak się okazuje kręcę filmy dla nikogo.
Danse Macabre: Po nakręceniu „Schramma” zniknąłeś...
Jörg: Nie zniknąłem. Nie kręciłem co prawda filmów, ale zrobiłem efekty specjalne do „Killer Condoma” i napisałem scenariusze do dwóch filmów, które w efekcie nie zostały nakręcone. W 2002 roku przygotowałem słuchowiska radiowe, wyjechałem także do Kanady, by uczestniczyć w produkcji serialu s-f pod tyt. „Lexx”. Nakręciłem parę wideoklipów. Niedawno wydałem także w Niemczech książkę o japońskich monster movies. Zabawne, że japońska fundacja z Tokio pokryła koszty druku tej książki. To było dla mnie nowe doświadczenie, po raz pierwszy nie tylko nie dostałem na coś zakazu, ale jeszcze postanowili mi zapłacić! [śmiech] Zresztom w 2002 r. nakręciłem w Tokio telewizyjny dokument na ten sam temat, więc można powiedzieć, że wracam do korzeni. Starałem się po prostu próbować różnych rzeczy. Myślę, że dokonałem wszystkiego co chciałem, jeśli chodzi o filmy pełnometrażowe. Kręcenie filmów bez budżetu nie stanowi już rzadnego wyzwania. Niedawno przygotowywałem efekty specjalne [Buttgereit wystąpił w nim także jako aktor] do bardzo dziwnego filmu, który nazywa się „Die Reise ins Glück” [reż. Wenzel Storch, 2004] . Jego reżyser 10 lat szykował się do realizacji. I gdyby 10 lat temu film ukazał się na undergroundowym rynku, jestem pewien, że byłby wielkim sukcesem. Ale gdy wydano go dwa lata temu, nie spotkał się już z żadnym zainteresowaniem. Myślę, że obecnie na takie filmy nie ma popytu. Po prostu już nie pasują. [śmiech]
Danse Macabre: A nie masz wrażenia, że żyjemy w bardzo dobrych czasach dla gatunku? Rozwija się scena kina niezależnego w Ameryce, nawet w Europie...
Jörg: Mogłoby tak być, ale nie widzę, żeby to się sprawdzało w praktyce. Niewiele oryginalnych rzeczy ukazało się w dystrybucji. [Twórcy niezależni] Powtarzają to samo w kułko, kręcą to, co pojawiło się już wcześniej na dużych ekranach. I szkoda mi już nawet czasu na oglądanie tych filmów. [śmiech]
Danse Macabre: Niedawno usłyszeliśmy, że dołączysz do grupy reżyserów uczestniczących w projekcie „Fearmongers” [planowana odpowiedź twórców niezależnych na „Masters of Horror”. Serial, któremu patronuje Ryan Nicholson i Nick Palumbo, ma składać się z 13 odcinków, każdy z nich wyreżyserowany przez jednego z przedstawicieli filmowego undergrałndu]. Dlaczego zdecydowałeś się wziąć w nim udział, i czy mógłbyś nam zdradzić o czym będzie Twój odcinek?
Jörg: Nie jestem pewien co dla nich przygotuję, ale zapytali się mnie, czy mógłbym dla nich napisać scenariusz i wyreżyserować coś dla telewizji. Odpowiedziałem: „tak, mogę”, a oni na to: „pomyśl o tym”. Na razie na tym się skończyło. Myślę, że wciąż zbierają pieniądze na realizację. [śmiech]
Danse Macabre: A masz już jakiś pomysł?
Jörg: Mam wciąż parę pomysłów, których nie przeniosłem na ekran. Być może będzie to historia z mojego pierwszego słuchowiska radiowego z 2002 r. Ale nie wiecie o czym on jest [śmiech]. Powiem tylko, że nazywa się „Sexy Sushi” [wiemy - opowieść, o młodej Japonce, która w ostatniej chwili zostaje uratowana od niechybnej śmierci, jednak nie chce ujawnić kto chciał ją zabić. Wydaje się to mieć związek z wykorzystywaniem sexualnym przez właściciela mieszkania, które wynajmuje dziewczyna, ale w tej sprawie nie wszystko jest takie jasne]. W Niemczech puszczano go już trzy razy na antenie państwowego radia, więc słuchowisko jest dość znane. Wymaga jednak paru poprawek. Ale na razie zajmuję się przygotowywaniem scenariusza do austriackiego slashera. Na pewno nie będę go reżyserował. Będzie to sequel filmu „In 3 Tagen bist du tot” [w polskim tłumaczeniu brzmiałoby to: „W ciągu trzech dni jesteś martwy”, reż. Andreas Prochaska], który ukaże się na austriackich ekranach we wrześniu, a pod koniec roku w Niemczech. Nie jest zbyt drastyczny, ale podobał mi się, młodzi ludzie, którzy wzięli w nim udział, są bardzo przekonujący.
Danse Macabre: Czyli jesteś wciąż gotów, żeby stanąć za kamerą?
Jörg: Tak, oczywiście. Dlaczego nie. W zeszłym roku wyreżyserowałem musical i dwa słuchowiska radiowe. Dlaczego nie mógłbym wyreżyserować filmu? Ale na pewno musi być to coś obiecującego, muszę być pewien, że praca nie pójdzie na marne.
Danse Macabre: Dziękujemy za udzielenie wywiadu!
Podziękowania dla organizatorów Mobile Academy za umożliwienie przeprowadzenia wywiadu i Jörgowi Buttgereitowi za wielką życzliwość i poświęcony nam czas.
Przetłumaczył i zredagował: Flagg
Uwieczniali: Mort oraz pewna życzliwa nieznajoma
Autor: Flagg, Mort, Buio Omega