Recenzja horroru
Zoom In: Rape Apartments
Tytuł oryginalny:
Zoom In Boko Danchii
Reżyseria:
Naosuke Kurosawa
Scenariusz:
Obsada:
Yoko Azusa, Erina Miyai, Yuko Ohsaki, Kejiro Shiga
Kraj:
Japonia
Rok produkcji:
1980
Czas trwania:
68 minut






Lata siedemdziesiąte przyniosły w Japonii prawdziwy wysyp filmów pinku eiga. Yasuharu Hasebe skandalizującym "Assault! Jack the Ripper" (1976) zapoczątkował wyjątkowo agresywny w eksponowaniu mizoginii i seksualnej agresji nurt violent pink, którego swoistym ukoronowaniem był "Zoom Up: Rape Site" (1979) Koyu Ohary. Perwersyjna opowieść o mordercy seksualnym terroryzującym miasto odznaczała się absolutnym sadyzmem w ukazywaniu przemocy. Pojawiły się porównania do "Giallo a Venezia" i "The New York Ripper", ale nie jestem w stanie ich zweryfikować. Rzeczonego obrazu nie widziałem i zapewne nieprędko go zobaczę, ponieważ odtwarzana w japońskich kinach na przełomie lat 70-tych i 80-tych kopia przepadła bez wieści. Tak ekstremalny pinku okazał się jednak sporym sukcesem kasowym, co zaowocowało falą nieoficjalnych sequeli. Nakręcono "Zoom In: Rape Apartments" (1980), "Zoom Up: Woman from a Dirty Magazine" (1980), "Zoom Up: Sexual Crime Report" (1981), "Zoom Up: Genuine Look at a Stripper" (1982), "Zoom Up: Graduation Photos" (1984) oraz "Zoom Up: Special Masturbation" (1986).
Kompleks brudnych i ciągle remontowanych bloków z industrialnym pejzażem w tle. Wysypiska gnijących odpadów. Opróżnione beczki po substancjach żrących. W jednym z mieszkań żyje ponętna śpiewaczka Erina Miyai (pamiętna choćby z "Sex Hunter" Ikedy). Kobieta padła ofiarą brutalnego gwałtu w trakcie niefortunnej przejażdżki rowerem. Atak miał miejsce niedaleko bloku, obok dwóch porzuconych beczek. Nie widziała twarzy odzianego w czerń gwałciciela, kiedy przyłożył jej szpikulec do gardła. Zapamiętała dłonie w czarnych rękawiczkach zaciskające się na jej nagim ciele. Tymczasem w okolicy apartamentów dochodzi do serii sadystycznych ataków seksualnych, które kończą się podpaleniem ofiar. Powietrze wypełnia swąd zwęglonego kobiecego ciała... I wówczas apartament zajmowany przez Miyai odwiedza ubrany na czarno mężczyzna...
Stylowy violent pink niewątpliwie zainspirowany włoskimi gialli. Niestety moja nieznajomość języka japońskiego w znaczny sposób utrudnia możliwość zrozumienia fabuły. Podobnie jak w dziesiątkach innych obrazów nurtu główna bohaterka filmu zaczyna odczuwać seksualne podniecenie, gdy w jej życie wkracza tajemniczy nieznajomy. Rozpala w niej płomień erotycznej żądzy – uwidacznia to nieco surrealistyczna scena, w której kobieca wilgoć przeradza się w buchający ogień. Dziwaczne, odrealnione sekwencje pojawiają się częściej: niepełnosprawna umysłowo dziewczyna, ukryta za zwałami śmieci i przyglądająca się zagadkowej postaci dokonującej aktu kremacji nagiej ofiary, mijana przez jadącą na rowerze Miyai kobieta w ciąży gwałtownie trawiona przez płomienie itepe. Jak na rasowy violent pink przystało film kipi od nieskrępowanej erotyki i seksualnej przemocy nie stanowiąc jednak bezmyślnego pokazu okrucieństwa. Jestem pewien, iż Hisayasu Sato inspirował się "Zoom In" przy przenoszeniu na ekran swoich pesymistycznych wizji i obsesji – w końcu jedna z kluczowych scen filmu rozgrywa się na dachu budynku. Zresztą osądźcie sami.