Recenzja horroru

You'll Die at Midnight (Zginiesz o północy)
Tytuł oryginalny:
Morirari a mezzanotte
Reżyseria:
Lambero Bava
Scenariusz:
Lamberto Bava, Dardano Sachetti
Obsada:
Valeria D'Obici, Leonardo Treviglio, Paolo Malco, Lara Wendel
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1986
Czas trwania:
85 minut






Nicola przypadkowo odkrywa, że jego żona Sara ma romans. Podczas domowej kłótni, w przypływie furii omal nie zabija swojej towarzyszki życia. Przerażony własnym zachowaniem opuszcza mieszkanie. Kilka minut później tajemniczy morderca w brutalny sposób dźga Sarę pod prysznicem przy użyciu szpikulca do lodu. Wszelkie podejrzenia od razu padają na Nicolę. Wkrótce jednak pojawiają się nowe dowody, które wskazują, że za morderstwa może być odpowiedzialny psychopatyczny seryjny morderca.
Głównym powodem, dla którego Lamberto Bava zdecydował się na nakręcenie telewizyjnego filmu było uzyskanie dostępu do szerszego grona widzów. Mimo sukcesu, jaki przyniosła mu pierwsza część jego najsłynniejszego (choć wcale nie najlepszego) horroru, "Demons" (1985), młody reżyser pragnął zwrócić na siebie uwagę jeszcze większej części widowni. Być może w tym również upatrywał szansę, aby krytycy w końcu zaczęli dostrzegać twórczość rodziny Bava’ów w innym świetle. Do tej pory bowiem recenzenci odmawiali dziełom zarówno ojca, jak i syna jakichkolwiek wartości artystycznych, traktując je jedynie jako kręcone za minimalne pieniądze kino niższej klasy (stąd też pewnie Lamberto zdecydował się ukryć swoje prawdziwe nazwisko pod pseudonimem John Old jr.). Aby jego próba jeszcze bardziej zapadła w pamięć, włoski reżyser postanowił, że widzowie skosztują choć trochę drastycznego kina, do którego sam był przyzwyczajony. Zdecydował się nasycić "You’ll Die…" kilkoma mocnymi scenami, oczywiście na tyle, na ile było to możliwe w przypadku produkcji telewizyjnej. Jednak wszelkie opinie podkreślające, że Bava pokazał w swoim filmie sporo przemocy są według mnie daleko na wyrost. Owszem, brutalne morderstwo w opuszczonym teatrze to dość intensywny kawałek kina i najmocniejszy punkt tego giallo, ale to właściwie wszystko, czym Bava może zaskoczyć. Cała reszta nosi znamiona produkcji telewizyjnej i widać to wyraźnie podczas całego seansu. Podobne odczucia musieli mieć również widzowie kin, do których ostatecznie film trafił, bo "You’ll Die at Midnight" okazał się dużą klapą.
Ale przyczyna fiaska produkcji była też inna. Druga połowa lat osiemdziesiątych przyniosła schyłek giallo, gatunku dość mocno eksploatowanego w latach 70-tych, i wykazująca już duże zmęczenie materiału. Widzowie nie byli już zainteresowani charakterystycznymi historiami o mordercy w rękawiczkach. Reżyser dał im zresztą sporo powodów do takiego zniechęcenia. "You’ll die…" nie przynosi nic odkrywczego, jeśli chodzi o gatunek, Bava czerpie inspirację z najlepszych wzorców wypracowanych przez lepszych od niego. Rzuca się w oczy przede wszystkim szereg zapożyczeń z wcześniejszych dzieł Argento, w wyraźnym wskazaniem na "Tenebrae" (scena mordu, w której w usta ofiary zostaje brutalnie wepchnięta bielizna) czy "The Bird with a Crystal Plumage" (do odnalezienia we własnym zakresie). Nie jest to zarzut, który wpłynąłby na odbiór filmu przez zakopanego w gatunku wielbiciela, ale przeciętny widz zaznajomiony ze sztywną formułą z pewnością miał dość ciągłego pokazywania tego samego. Ale Lamberto nie wystarczyły ewidentne nawiązania do twórczości wielkich mistrzów (w tym własnego ojca). Nieustannie wije się w schematach, bombarduje nas całym asortymentem charakterystycznych dla giallo motywów i elementów, do których każdy wielbiciel tego nurtu przywykł. Jakby tego było mało na pierwszy plan wysuwa "gatunkową" kolorystykę: ubrania czy elementy scenografii (zasłona w sklepie) mają jeszcze bardziej uświadamiać nam przywiązanie Włocha do tego charakterystycznego nurtu filmowego. Tak naprawdę wszystko to już oglądaliśmy i to wielokrotnie w lepszym wydaniu, dlatego po "You’ll Die…" nie należy się spodziewać nic nadzwyczajnego. Niestety, największym mankamentem twórczości młodego Bavy jest jego nieumiejętność odnalezienia własnego stylu, formy wyrazu, która w jakiś sposób wyróżniałaby go od szeregu innych twórców. Na samym nazwisku, które miało ugruntowaną pozycję wśród innych przedstawicieli gatunku, znakomitych dzieł stworzyć się nie da. Stąd pewnie większość jego filmów, poza np. "A Blade in the Dark" (1983), to po prostu przeciętne produkcje, którym daleko do doskonałości.
Jak w każdym rasowym giallo zwieńczeniem film jest odkrycie tożsamości mordercy, wcześniej poprzedzone oczywiście podrzucaniem licznych fałszywych tropów. Tutaj Lamberto popisał się zarówno inwencją, bo rozwiązanie zagadki jest – mimo wszystko – dość zaskakujące, ale i potraktował widza, jak nierozgarniętego dzieciaka, któremu można wcisnąć każdy kit, a on w swojej naiwności tylko przyklaśnie z radości. Ta niedorzeczność odciska się jednak na ocenie filmu Bavy, bo nie ma nic gorszego jak pozostawić uczucie rozczarowania na sam koniec.
Pomimo tego "You’ll Die…" ogląda się zadziwiająco przyjemnie, powyższe zarzuty tylko częściowo odbierają satysfakcję z projekcji. Dla osób, które widziały więcej niż kilka giallo, ten w sumie przeciętny film Bavy, pomimo swoich ewidentnych wad, będzie stanowił jednak całkiem niezłą rozrywkę. Parę ciekawych, niekiedy stylowych ujęć, głównie z wykorzystaniem luster, klimatyczna muzyka Claudio Simonetti'ego, lidera słynnej formacji Goblin, trochę suspensu (głównie we wspomnianej scenie w teatrze) czy wykorzystanie szpikulca do lodu jako narzędzia zbrodni sprawia że "You’ll Die…" wypada lepiej od innych pozycji z filmografii Lamberto Bavy. Wielbiciele włoskiego kina dodatkowo znajdą tu kilka znanych nazwisk, że wystarczy wspomnieć słynnego scenarzystę Dardano Sacchetti’ego czy Gianpaolo Saccarolo, którego fani Fulci’ego z pewnością pamiętają chociażby z "The Beyond".
Ogólnie dość typowe, ale na swój sposób zadowalające giallo, które potwierdza, że Lamberto Bava nie jest wybitnym, a jedynie średnim reżyserem, któremu zdarzają się przebłyski. Poza tym poziom realizacji cały czas nie daje zapomnieć, że jest to obraz przygotowywany na potrzeby telewizji. Mimo to jestem przekonany, że "You’ll Die…" trafi do widzów gustujących w giallo. Ponadto trzeba zwrócić uwagę, że jest to dość rzadki film spod ręki Lamberto Bavy, co dla wielu fanów jest już wystarczającym powodem, aby zacząć poszukiwania. Warto bowiem przyjrzeć się z bliska mniej znanemu wycinkowi jego twórczości, powszechnie rozpoznawalnej i kojarzonej z "Demons".