Recenzja horroru

Horror Wrong Turn 2: Dead End

Wrong Turn 2: Dead End

Tytuł oryginalny:

Wrong Turn 2: Dead End

Reżyseria:

Joe Lynch

Scenariusz:

Alan B. McElroy, Turi Meyer, Al Septien

Obsada:

Erica Leerhsen, Henry Rollins, Texas Battle, Daniella Alonso

Kraj:

USA / Kanada

Rok produkcji:

2007

Czas trwania:

97 minut

Horror Wrong Turn 2: Dead End - zdjęcie 1Horror Wrong Turn 2: Dead End - zdjęcie 2Horror Wrong Turn 2: Dead End - zdjęcie 3Horror Wrong Turn 2: Dead End - zdjęcie 4Horror Wrong Turn 2: Dead End - zdjęcie 5Horror Wrong Turn 2: Dead End - zdjęcie 6

W leśnych ostępach Zachodniej Wirgini ekipa telewizyjna rozpoczyna kręcenie nowego reality show pt. "The Ultimate Survivalist: The Apocalypse". Kilku uczestników programu podzielonych na grupy zapuszcza się w dziki las, aby ku uciesze widowni walczyć o przetrwanie w nieprzyjaznych dla człowieka warunkach. Nie wiedzą jednak, że wkrótce przyjdzie im stoczyć prawdziwą batalię, w której stawką będzie ich życie. Ich przeciwnikami będzie rodzina zdeformowanych kanibali.

Wedle słów reżysera, "Wrong Turn 2" miał na celu nadanie nowego znaczenia wyrażeniu "video nasty". Ale przecież próba stworzenia współczesnego obrazu, który mógłby się szczycić tym legendarnym już obecnie mianem to właściwie zadanie szalone. Z jednej strony przecież większość nawet najbardziej drastycznych obrazów gatunku spotyka się z obojętnością cenzorów nawet w Wielkiej Brytanii, gdzie już od kilku lat przymyka się oko na rzekomą szkodliwość filmów gatunku. Z drugiej trzeba naprawdę przekroczyć granice dobrego smaku, zadać cios, po którym ciężko się podnieść nawet najbardziej odpornym widzom. A Joe Lynch chciał tego dokonać prezentując film, który po prostu nafaszerował niesamowitą liczbą scen gore.

Nic dziwnego, że żadnego "video nasty" z tego nie będzie. W chwili obecnej gdy na ekranach chociażby polskich kin królują takie obrazy jak "Hostel", gdzie sadystyczne sceny przemocy są serwowane widzom, z których większość nie wie nawet prawdopodobnie, że poza USA również kręci się horrory, próby Lyncha traktować można jedynie jako komercyjną zagrywkę. Przecież nikt się chyba nie da na to nabrać, nawet producenci, których reżyser usilnie przekonywał, że jest w stanie taki film autentycznie nakręcić. Mimo to trzeba przyznać, że Joe Lynch zadbał o to, aby na ekranie pojawiła się duża ilość paskudztwa, wnętrzności, odrąbanych kończyn oraz innych przyjemności. Producenci faktycznie dali reżyserowi spore pole do popisu, jeśli chodzi o ekranową makabrę. A niezaspokojony reżyser ochoczo z niej skorzystał i to już od samego początku. Co ciekawe, w miarę postępowania akcji ilość krwi i wybebeszonych trzewi na ekranie stopniowo się zwiększa. I tak w otwierającej scenie (jednej z najlepszych w filmie), w której niedoszła uczestniczka reality show zostaje przepołowiona, na drogę pada niewiele organów wewnętrznych. Natomiast już pod sam koniec jucha bryzga dosłownie na wszystkie strony, a widzowi wydaje się, że kończy seans umorusany czerwonym kolorem. "Braindead" Lynch nie przeskoczył – co oczywiste – ale miłośnicy gore z pewnością nie jeden raz obliżą wargi ze smakiem, zwłaszcza w ostatnich kilkunastu minutach. Tym bardziej, że efekty specjalne (poza nieuchwytnymi dla oka przy pierwszym seansie CGI) są wykonane bardzo przyzwoicie.

Całej tej krwawej uczcie nie brak też odpowiednio szybkiej akcji. W końcu oglądamy survivalowe reality show, w którym wszystko musi dziać się w miarę prędko i dynamicznie, bo inaczej widz znudzony zrezygnuje z dalszego oglądania. Dlatego nie ma tu miejsca na żadne przydługie słowo wstępne. Bohaterowie szybko stają w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa i muszą walczyć o przetrwanie. I co ciekawe, wybór scenarzystów, kto pozostanie przy życiu nie jest wcale taki oczywisty. Pamiętam, że bardzo zdziwiłem się, kiedy jedna z potencjalnych heroin ginie w połowie seansu trafiona toporem (notabene w bardzo ciekawie nakręconej scenie). Takich momentów jest zresztą więcej, podobnie jak i najróżniejszych smaczków, z których mnie najbardziej podobało się nawiązanie do pierwszej części filmu w scenie ze strzałą przeszywającą dwójkę bohaterów. To co jeszcze rzuca się w oko podczas oglądania to niewymuszony dystans reżysera do swojego dzieła. Nie sposób bez uśmiechu na twarzy przyglądać się poczynaniom Henry’ego Rollinsa, który niczym Rambo bierze sprawy w swoje ręce i wydaje śmiertelną wojnę rodzinie kanibali. Trudno też poważnie traktować "uczłowieczenie" zwyrodnialców: wspólne biesiadowanie czy niezdarne i obrzydliwe sceny miłosne.

"Wrong Turn 2" nie jest wolny od pewnej charakterystycznej cechy wielu współczesnych horrorów, mianowicie składania hołdu innym reżyserom czy też znanym filmom gatunku. Efektem tego umieszczanie licznych odwołań do wcześniejszych dokonań na polu kina grozy. Podobnie jak przy okazji części pierwszej w przypadku "Wrong Turn 2" chodzi przede wszystkim o "The Hills Have Eyes" czy "Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną". Niemniej dla Lyncha główne źródło inspiracji to jak się wydaje również słynne japońskie "Battle Royale" Kinji Fukasaku. Choć nie jest to horror, a kawał dość brutalnego thrillera, to jednak w tym filmie należy upatrywać korzeni scenariusza, które wykorzystuje tematykę reality show. Poza tym koszulka, którą nosi operator kamery w "Wrong Turn 2" nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości. Co ciekawe twórcy nie poskąpili zjadliwego komentarza odnośnie samego zjawiska, zarówno jeśli chodzi o ukazanie uczestników takich programów i kierujące nimi motywy, jak i samej formuły, zakładającej swobodę działań i wyborów dokonywanych przez bohaterów, a w istocie będącej często z góry ukartowanym szachrajstwem. Co warte podkreślenia wyszło to nad wyraz naturalnie i funkcjonuje jedynie jako umiejętnie wkomponowany w całość dodatek.

Światowa premiera "Wrong Turn 2" miała miejsce na festiwalu FrightFest w Londynie we wrześniu tego roku. Po pokazie Joe Lynch wyszedł na scenę i ośmielony pozytywną reakcją publiczności, która nagrodziła film gorącymi oklaskami, otworzył piwo i wypił łyka. W sumie miał się z czego cieszyć: nakręcił bardzo krwawy, rozrywkowy film, którzy wielbiciele szybkiej akcji i gore z pewnością pokochają. Co prawda sam nie jestem wielkim fanem takiego nieustannego mielenia mięsa i to w trybie ekspresowym, jednak w swojej klasie "Wrong Turn 2" jest całkiem dobrym filmem.

Ocena: 4-/6

Autor: Mort