Recenzja horroru

Wilderness (Wściekłość)
Tytuł oryginalny:
Wilderness
Reżyseria:
Michael J. Bassett
Scenariusz:
Dario Poloni
Obsada:
Lenora Crichlow, Sean Pertwee, Stephen Don, Alex Reid, Toby Cebbell, Stephen Wight
Kraj:
Wielka Brytania
Rok produkcji:
2006
Czas trwania:
93 minuty
Survival horror ostatnimi czasy cieszy się stale rosnącym powodzeniem. Walka grupki pechowców w leśnych ostępach bądź na samotnej wyspie ze zdziczałymi kanibalami lub zwierzętami stanowi smakowitą pożywkę zarówno dla wielu filmowców grozy młodszego pokolenia, jak i dla legionów miłośników horroru. Znakomity "Wrong Turn 2", "The Breed", "Bosque de Sombras", "Detour", "Bloodmyth", "Blackwater" (2007), "Storm Warning" itd. – tych nowych produkcji jest naprawdę od groma, trzeba je tylko umieć odszukać. "Wilderness" stanowi drugi pełnometrażowy horror Michaela J. Bassetta po rozgrywającym się w trakcie Pierwszej Wojny Światowej "Deathwatch" (2002).
Grupka młodocianych przestępców zostaje zesłana na opuszczoną i mocno zalesioną wysepkę w ramach kary za samobójstwo słabszego psychicznie kolegi, który nie wytrzymał systematycznego poniżania. Wyrzutkom przewodzi ich opiekun Jed (znany chociażby z "Dog Soldiers" Sean Pertwee), niestety to on padnie trupem jako jeden z pierwszych wykończony strzałami z kuszy i rozszarpany przez agresywne psy. Na skutek śmierci Jeda grupka ocalałych, do której (aby było bardziej ciekawie dla męskiej publiczności) dołączają dwie młodziutkie dziewoje, musi podjąć zwierzęcą walkę o przetrwanie z nieznanym i sprytnie maskującym się prześladowcą. Gwoli wyjaśnienia, nadzorująca niesforne dziewczęta Louise goniona przez psy zostaje zmuszona do skoku z klifu. Od tej pory nastolatki zaczynają współpracować ze sobą, choć z czasem antagonizmy pomiędzy nimi wydostają się na powierzchnię. Ich tropem podąża wyszkolony i uzbrojony po zęby myśliwy, którego motywacji działania raczej łatwo się domyślić.
Oryginalności w "Wilderness" nie ma za grosz, to wszystko już gdzieś kiedyś widzieliśmy, począwszy od ulubionego survivalu Zodiaka i swoistego protoplasty nurtu "The Most Dangerous Game" (1932), a na setkach późniejszych mniej lub bardziej znanych produkcjach survivalowych skończywszy. Ale co z tego, jeśli film ogląda się nad wyraz dobrze. W "Wściekłości" (kolejny przykład bzdurnego tytułu nadanego przez polskich dystrybutorów) idea wyjściowa polowania na ludzi została obficie przyprawiona slasherowym sosem. Intrygującym aspektem filmu zdaje się mnogość postaci negatywnych, których nie sposób polubić i z którymi nie można się identyfikować. Nie krzywdzi to bynajmniej obrazu Bassetta. W amerykańskich teen slasherach zazwyczaj niezmiernie prosto było wyłowić z obsady osobę, która w finale przeżyje – w "Wilderness" niewyrobieni fani horroru mogą mieć trudności ze wskazaniem kto zginie i w jakiej kolejności. Zabawa jest przednia, gdy widzimy ich krwawą i bolesną śmierć, ponieważ z reguły nie utożsamiamy się z niereformowalnymi przestępcami. Dziewczęta są jedynymi niewinnymi postaciami w filmie, ale tylko dlatego, że obu nie znamy, aczkolwiek ich pojawienie się wcale nie jest dla rozwoju fabuły potrzebne (no dobra, bodycount będzie większy). Zresztą podobne zastrzeżenia mam w stosunku do banalnej postaci bezdomnego, który ginie natychmiast po introdukcji. Mniejsza z tym – ważne, iż potrafi być krwawo i ekscytująco. Protagoniści, by nie rzec antagoniści walczą z otaczającą ich przyrodą, z chowającym się w ostępach mordercą, z watahą rozwścieczonych psów, w końcu sami sobie rzucają się do gardeł. Jest co oglądać.
"Wilderness" nie skąpi widzom widoków krwawej rzezi. Unicestwienie strzałami z kuszy i rozszarpanie przez owczarki niemieckie, rozwalenie nogi w pułapce na niedźwiedzia, poderżnięcie gardła nożem, spalenie żywcem uwięzionej w pułapce dziewczyny czy głowa jednej z ofiar nabita na kij (echa kanadyjskiego "Rituals", do którego survival Bassetta aż nadto wyraźnie się odwołuje) to oczywiście nie wszystkie z zawartych tutaj makabrycznych scen. Szkoda tylko, iż myśliwy jest piekielnie niebezpieczny do momentu ujawnienia jego motywacji – od tego czasu staje się człowiekiem słabym, wrażliwym, znika gdzieś jego upór i efektywność zabijania. Ba, zostaje uśmiercony zbyt łatwo. Można mieć także obiekcje w stosunku do jednowymiarowych postaci – okrutnego skinheada Steve’a, jego bezmyślnego kompana Lewisa, rebelianckiego Calluma, ale w ogólnym rozrachunku stereotypowość charakterów nie razi tak bardzo.
Survival Bassetta wygrywa dzięki swej brutalności i ponuremu realizmowi. I jest zarazem jednym z nielicznych horrorów, w którym kibicowałem mordercy, aby wyrżnął w pień całą obsadę. Ciekawe, czym zabłyśnie Bassett w późniejszym czasie...
Przyjemnego polowania i oprawiania zwierzyny.