Recenzja horroru

Who Can Kill a Child
Tytuł oryginalny:
¿Quién puede matar a un niño?
Reżyseria:
Chicho Ibáñez-Serrador
Scenariusz:
Chicho Ibáñez-Serrador
Obsada:
Lewis Fiander, Prunella Ransome, Antonio Iranzo, Miguel Narros, María Luisa Arias
Kraj:
Hiszpania
Rok produkcji:
1976
Czas trwania:
100 minut






Tom wraz ze swoją ciężarną żoną Evelyn udaje się łódką na malutką wysepkę Almanzora, którą odwiedził w niedalekiej przeszłości. Przypływają do nadmorskiej mieściny i schodzą na ląd, ale poza grupkami bawiących się wesoło dzieci miejsce wydaje się być kompletnie wyludnione. Słońce mocno przygrzewa, po wąskich uliczkach przemykają dzieciaki, dorośli natomiast znikli bez śladu. Praktycznie całe miasteczko jest martwe jak głaz, nie ma nikogo ani w lokalnym pubie ani w sklepie. Nie zrażeni tym małżonkowie docierają do miejscowego hotelu, ale i tam nie odnajdują żadnych oznak życia. Wówczas wydarzy się coś potwornego oraz przekraczającego ludzkie rozumowanie, coś, co zamieni ich wakacyjny pobyt w przerażający koszmar. Oboje dostrzegają na zewnątrz budynku sędziwego staruszka idącego ulicą. Po chwili podbiega do niego roześmiana dziewczynka, wyrywa mu laskę i bestialsko go morduje. Do dwójki skrajnie przerażonych turystów powoli zaczyna docierać złowroga prawda. Wszyscy mieszkańcy miasteczka zostali wymordowani przez ich własne dzieci, które ciągle panoszą się w wymarłej wiosce. Dla Toma i Evelyn rozpocznie się rozpaczliwa walka o przetrwanie, ale które z nich odważy się zabić dziecko?
Ten trzymający w napięciu horror wyszedł spod ręki pochodzącego z Urugwaju reżysera Chicho Ibánez-Serradora. W ramach gatunku Serrador zasłynął w 1969 roku znakomitym, aczkolwiek wciąż niedocenionym filmem grozy "La Residencia" i zaiste szkoda, iż ten nietuzinkowy twórca jest tak słabo znany wśród fanów horroru. Podstawowym czynnikiem wyróżniającym "Who Can Kill a Child?" od setek innych dreszczowców jest wykreowany z mistrzowską precyzją nastrój grozy i osamotnienia, narastający powoli, jakby ospale, ale wciągający widza bez reszty. Serrador posługuje się małymi detalami (tajemnicze telefony, w których słychać jedynie rozpaczliwy szept o pomoc, złowieszcze spojrzenia dzieci, przytłaczające martwotą wnętrza budynków, w których odczuwa się śmierć), aby wytworzyć u oglądającego nieprzyjemne poczucie, że wydarzyło się coś okropnego.
Po obejrzeniu filmu naszła mnie natomiast pewna ogólna refleksja, mianowicie dzieci z zimną krwią mordują swoich rodziców, wszystkich dorosłych w ogóle w odwecie za wieki poniesionych krzywd. Nie pozostawia żadnych złudzeń co do tego stwierdzenia sam prolog filmu - skądinąd wyjątkowo drastyczny, pokazujący archiwalne zdjęcia dzieci cierpiących w niemieckich obozach koncentracyjnych (min. w Auschwitz), poparzonych napalmem w czasie wojny w Wietnamie, konających z głodu i pragnienia w Afryce i Indiach. Reżyser wbija nam do głów, iż to dorośli ponoszą pełną odpowiedzialność za katorgę niewinnych, pozbawionych możliwości wszelkiej obrony małoletnich. Co by się jednak stało, gdyby to dzieciaki zatopiły cały świat we krwi dorosłych?
Choć akcja "Who Can Kill a Child?" rozgrywa się w biały dzień, widza ani na moment nie opuszcza klaustrofobiczny lęk, poczucie ciągłego zagrożenia. Dużą zasługę mają w tym dzieci w rolach małych morderców. Częstokroć już sam widok ich figlarnych, roześmianych złowróżbnie twarzyczek wywoływał u mnie gęsią skórkę. Niepokój powoduje także sposób polowania dzieciaków na dorosłych. Działają one w licznych grupach, przy czym nie wahają się używać do zabijania swoich ofiar noży, pistoletów czy pałek. Serrador po mistrzowsku kontrastuje szaleńcze ataki dzieci z ich normalnymi zabawami, jak chociażby gra w piłkę nożną czy łowienie ryb, co istotnie wzmacnia posępny klimat filmu. O dreszcze przyprawia szczególnie scena, gdy banda rozradowanych maluchów bawi się ciałem starszego mężczyzny, traktując je jako ludzką piñatę.
Lewis Fiander oraz Prunella Ransome zadziwiają niezwykle przekonywującym aktorstwem. Tej pary po prostu nie sposób nie polubić. Oboje potrafią wzbudzić u widza wielką sympatię, a ich walka o wydostanie się z przeklętej wyspy nasuwa mi skojarzenie z "Nocą żywych trupów" George'a Romero. Zapadają w pamięć cudowne zdjęcia skąpanej w promieniach słońca wysepki autorstwa Jose Luisa Alcaine oraz niewiarygodnie brutalne i ponure zakończenie, na którego temat się jednak nie wypowiem, aby niczego nie zdradzić.
"Who Can Kill a Child?" jest o niebo lepszy od wszystkich horrorów o zabójczych dzieciakach razem wziętych. Mam tu na myśli takie obrazy jak seria "Children of the Corn", "The Children", "Beware!: Children at Play" oraz im podobne. Każdemu szczerze polecam bliższe zapoznanie się z tym mrożącym krew w żyłach arcydziełem hiszpańskiego horroru.