Recenzja horroru

Waterfall Of Death aka Blood River
Tytuł oryginalny:
Jros Dach Proling
Reżyseria:
-- --
Scenariusz:
--
Obsada:
--
Kraj:
Kambodża
Rok produkcji:
2007
Czas trwania:
74 minuty






Po niezbyt strawnej przygodzie z "Arp" kambodżańską produkcją o tamtejszej odmianie wampira, nie pałałem wielką chęcią ponownego zmierzenia się z kinematografią gatunkową w języku khmerskim. Ale szybki rzut oka na sekcję horroru w kambodżańskim sklepie internetowym ujawnia, że groza filmowa jest tam dość popularnym gatunkiem. Co więcej, sądząc z tytułów reżyserzy próbują swoich sił strasząc inną konwencją niż tylko latające głowy z przyczepionymi wnętrznościami. Jak można więc oprzeć się pokusie zmierzenia się z kambodżańskim slasherem? Ano nijak. Czy warto to zupełnie odrębna kwestia.
Grupa młodych ludzi jedzie vanem na wycieczkę. Podróż urozmaicają sobie opowieścią o maniaku grasującym w okolicy, który szlachtuje ludzi za pomocą sierpa (próbkę jego możliwości widz ma okazję obejrzeć w prologu). Niestety samochód się psuje gdzieś w kompletnej głuszy. Niezrażeni tym turyści postanawiają ruszyć w dalszą drogę pieszo. Przedzierając się przez leśne ostępy i nie wiedzieć czemu brodząc rzeką, zamiast iść brzegiem, kolejno padają ofiarami zamaskowanego szaleńca.
Fabułka w "Jros Dach Proling" jest więc prosta jak drut. Widz nie ma możliwości bawienia się w zgadywanie kto jest mordercą, nie ma mylnych tropów, zwrotów akcji i niespodzianek – ot, morderca pojawia się znikąd i zaczyna rzeź. Ja jednak lubię jeśli slasher próbuje zaoferować widzowi minimum wysiłku intelektualnego – zagadkę, aktywną próbę odgadnięcia mordercy. Więcej przyjemności czerpię z takiego seansu, niż gdy na ekranie widzę zwyczajną sieczkę. Oczywiście, są dzieła, gdzie mimo wiedzy o tym, kto i dlaczego morduje, ogląda się je z fascynacją. Ale kambodżańskiej produkcji brakuje do takiego "Halloween" tak wiele, że porównanie jest wręcz obrazoburcze. Skoro nie ma zagadki, to ważne jest by chociaż sceny morderstw były wykonane przekonująco i realistycznie lub bardzo krwawo i brutalnie. I w tej materii "Waterfall Of Death" zawodzi na całej linii. Jeśli już napastnik używa sierpa (a nie topi bądź dusi swoje ofiary, co niestety zdarza mu się nader często) to sceny ataku filmowane są zupełnie nieefektownie. A efekty specjalne to amatorka najniższego lotu. Owszem leje się trochę krwii, ale tryska ona spoza kadru.
Niektórym reżyserom wydaje się, ze stalk’n’slash to najprostszy subgatunek horroru pod słońcem. Ot, zbiera się grupkę osób przed trzydziestką, każe im się udawać nastolatków, akcję umieszcza się w jakimś odosobnionym miejscu, do akcji wkracza szaleniec dzierżący mniej lub bardziej wymyślne narzędzie mordu, a reszta jakoś zrobi się sama. Niestety, jak pokazuje przykład choćby polskiej "Legendy" to nie wystarczy. "Jros Dach Proling" jest zwyczajnie nudny, wtórny i nieciekawy. Co z tego, że trup ściele się dość gęsto, skoro większość morderstw jest zaaranżowane mało przekonująco (żeby wyrazić się bardzo delikatnie)? Podobne sceny i motywy widziałem w dziesiątkach innych filmów, wykonane i zagrane lepiej. Jedynym argumentem przemawiającym za tą kambodżańską produkcją jest jej egzotyka. Ale marna to pociecha, naprawdę.
A propos tej egzotyki, dla zachodniego widza pewne elementy filmu mogą się kojarzyć z campową stylistyką niezależnych produkcji naszego kręgu kulturowego (ewentualnie z cinema verite i stylem dokumentalnym). Oto w otwierającej film scenie widzimy dziewczynę podczas jej codziennych zajęć. W amerykańskiej produkcji odpowiedniczka bohaterki mogłaby myć naczynia, wrzucać jedzenie do mikrofalówki, oglądać telewizję. W "Jros Dach Proling" kobieta skubie ptactwo, które pewnie ma zamiar przeznaczyć na obiad. A scena schadzki z kochankiem i wzajemnych pieszczot to następny przykład groteskowości – grymasy dziewczyny, które jak się zdaje mają wyrażać pożądanie, wywołują raczej śmiech niż jakikolwiek nastrój erotyczny.
Co ciekawe, mimo że omawiany film jest produkcją amatorską do bólu zębów, to widać, że twórcy mieli pewien potencjał. Praca kamery jak na dzieło niskobudżetowe jest momentami naprawdę ciekawa. Wydaje mi się, że realizatorzy mieli nawet do dyspozycji wysięgnik. Niektóre sceny są ciekawie skomponowane, a postać mordercy w pelerynie przeciwdeszczowej z sierpem w dłoni jest bardzo efektowna. Montaż jest co najmniej poprawny, a aktorzy nie patrzą się wprost w obiektyw. Nawet muzyka całkiem nieźle pasuje do obrazu (co jest znaczącym postępem w porównaniu do takiego "Arp", który trwale uszkodził mi zmysł słuchu). Również znajomość schematów gatunkowych jest widoczna w "Waterfall Of Death" – samochód, który nie chce zapalić w kluczowym momencie, seks karany śmiercią, a także typowe sposoby budowania napięcia. Na przykład grupa przedziera się przez las, w którym wiemy, że grasuje morderca. Nagle jedna z dziewczyn zaczyna przeraźliwie krzyczeć, jest wręcz sparaliżowana strachem. Gdyby widz nie znał konwencji, pomyślałby sobie – oho, pewnie natknęła się na pierwszego trupa. Ale zgodnie z regułami gatunku, okazuje się, że przeraził ją jakiś robak wijący się na pniu drzewa. Co więc zawiodło? Wydaje mi się, że zbytnie zawierzenie konwencji, która miała rozwiązać wszelakie bolączki budżetowe i słabości scenariusza. By stworzyć dobry slasher trzeba naprawdę czegoś więcej niż dwóch wiader krwi, głupkowatego humoru, gromady nastolatków i gołych biustów (tych ostatnich zresztą w "Jros Dach Proling" brak, niestety...).
Nie sądzę, żeby brak napisów i moja nieznajomość khmerskiego sprawiły, że umknęły mi jakieś niuanse tego dzieła. Tożsamość mordercy jest tu naprawdę mało istotna i kiedy wreszcie ściąga on kaptur, nie wywołało to u mnie żadnej reakcji. Swoją drogą, brak znajomości języka dotyka dwóch stron. Bo oto na stonie, z której można zakupić "Jros Dach Proling" widnieje angielski tytuł "Death Of Water Fall";-) Co ciekawe, na slasherpool.com można zobaczyć okładkę filmu z angielskim tytułem "Blood River" (który wydaje się bardziej odpowiedni), ale nie udało mi się nic wyguglać na temat tego wydania. Wysiłek to jednak zbyteczny, bo film nadaje się wyłącznie dla kolekcjonerów wszelkiej maści dziwadeł i fanatyków horrorowych ciekawostek z całego świata.