Recenzja horroru

Horror Vampire (1957), The

Vampire (1957), The

Tytuł oryginalny:

El Vampiro

Reżyseria:

Fernando Mendez

Scenariusz:

Ramón Obón

Obsada:

Abel Salazar, German Robles, Ariadna Welter, Carmen Montenejo

Kraj:

Meksyk

Rok produkcji:

1957

Czas trwania:

95 minut

Horror El Vampiro - zdjęcie 1Horror El Vampiro - zdjęcie 2Horror El Vampiro - zdjęcie 3Horror El Vampiro - zdjęcie 4Horror El Vampiro - zdjęcie 5Horror El Vampiro - zdjęcie 6

Jak wyobrażacie sobie meksykańskiego Draculę? Czy jako niewysokiego mężczyznę o krępej sylwetce i oliwkowej cerze, z sumiastym wąsem, skrywającym ostre kły i w żałobnym sombrero na głowie? Jeśli tak, to błądzicie – oto mamy pierwszego w powojennej kinematografii grozy, eleganckiego i uwodzicielskiego krwiopijcę! Ale po kolei.

Młoda, urocza sprzedawczyni Marta, na wieść o ciężkiej chorobie swojej ciotki, mieszkającej w posiadłości ziemskiej Los Sicomoros, przyjeżdża do Sierra Negra. Niestety, na stacji nie ma chętnych do zawiezienia jej na miejsce, za to dróżnik opowiada niestworzone historie o tym, że żaden z mieszkańców nie wyściubi nosa z domu po zachodzie słońca. Gdy sytuacja wydaje się być beznadziejna, sympatyczny nieznajomy z pociągu załatwia transport z dziwnym człowiekiem, który odbiera przywiezioną właśnie ziemię z Węgier. Pomocny mężczyzna wysiada wraz z dziewczyną na miejscu, lecz tam oboje słyszą smutną wiadomość – ciotka zmarła, zapisując swoją część posiadłości na rzecz bratanicy. Hacjenda jest w opłakanym stanie, gdyż służba w większości uciekła z powodu serii dziwnych zabójstw w okolicy. Za każdym razem ofiary były pozbawione krwi, co sprawiło, że wokół Los Sicomoros zaczęły krążyć pogłoski o wampirach. Gości oschle wita siostra zmarłej, która wygląda tak, jakby czas dla niej stanął w miejscu. Wkrótce pojawia się również jej przyjaciel – hrabia De Lavud, atrakcyjny i uwodzicielski mężczyzna, który pragnie kupić hacjendę, do czego potrzebny jest przeważający głos Marty, jako współwłaścicielki posiadłości. Jednak De Lavud nie jest zwykłym człowiekiem...

"El vampiro" to bodaj pierwszy powojenny horror wskrzeszający mit Draculi. Nietrudno tu się dopatrzyć wzorca w postaci z wytwórni Universal, która stworzyła Draculę eleganckim uwodzicielem o twarzy węgierskiego aktora, Beli Lugosiego. Wampir z Universalu, w przeciwieństwie do odrażającego Nosferatu, hipnotyzował kobiety męskim urokiem arystokraty z mało znanej części Europy. Meksykański De Lavud kontynuuje tę tradycję, a wybór Germano Roblesa okazał się strzałem w dziesiątkę. Przystojny, o oryginalnej urodzie, idealnie wpasował się w rolę i zapewne zdefiniował wizerunek Draculi w licznych późniejszych ekranizacjach, zwłaszcza brytyjskiej wytwórni Hammer, gdzie, jak wiadomo, rok później nakręcono pierwszy z wampirycznej serii film z Christopherem Lee w roli krwiożerczego arystokraty.

Omawiany przeze mnie obraz jest ciekawy również ze względu na lokalny koloryt historii. Silnie podkreślono tutaj przywiązanie zdrowych, pozytywnych postaci do posiadanej ziemi i domostwa, zderzając to z chciwością i bezwzględnością "obcych". De Lavud jest doskonałym uosobieniem "obcego" – przybyły z dalekiego kraju, arystokrata i wampir w jednym. Jego żywot określa pragnienie – krwi, kobiet, ale także cudzej ziemi, przy czym pragnienie owo nie jest podyktowane umiłowaniem dla Los Sicomoros, ale niejako wrodzoną cechą wampira. Jedynym, co może dać, jest uczynienie innych wampirami, jak chce zrobić to z Martą. Jego uczynki pozostają w jaskrawym kontraście z prostotą, młodością, witalnością oraz naturalną skłonnością do czynienia dobra, które cechują Martę. Dodatkowo, postać De Lavuda i jego wiek wskazują na pochodzenie z okresu francuskiego zniewolenia Meksyku w XIX w. - w tym momencie lęk przed powrotem "złego" ma swoje sięgające w dzieje kraju znaczenie; u nas taki wampir niechybnie miałby niemieckie nazwisko.

Od strony realizacyjnej poradzono sobie z filmem dość dobrze, kreując posępną atmosferę "chorego" domostwa, w którym zamieszkało zło, częściowo zapatrując się znowu w produkcje Universalu . Może nie wszystkie efekty specjalne były rewelacyjne (np. niekiedy widać sznurek, na którym wisi nietoperz), ale za pomocą prostych trików ukazano i brak odbicia w lustrze, i znikanie wampirów. Jeśli chodzi o aktorstwo, to prócz naturalnej Marty, odtwarzanej przez Ariadnę Welter oraz uwodzicielskiego Germano Roblesa, który zresztą umocnił swój wampiryczny wizerunek w serii o wampirze Nostradamusie, należy wyróżnić wielką postać meksykańskiego kina grozy – Abla Salazara, aktora, producenta oraz reżysera. Salazar stworzył tu postać humorystyczną; z początku jest uczynnym komiwojażerem, by okazać się lekarzem, wezwanym przez brata zmarłej i wybawicielem głównej bohaterki. Aktor ma swój wkład w powstanie kontynuacji "El vampiro" – "El ataud del vampiro" oraz innych znanych tytułów, jak "El baron del terror" czy "La maldicion de la Llorona".

Film musiał się spodobać, skoro rok później powstała wyżej wspomniana kontynuacja, również w reżyserii Mendeza. Oba filmy, jak i inne perełki meksykańskiego horroru, dzięki CasaNegra można obejrzeć w zremasterowanej i opatrzonej angielskimi napisami wersji DVD.

Jako wielbicielce charyzmatycznych wampirów oraz Meksyku w ogóle, "El vampiro" przypadł mi do gustu, zatem z czystym sumieniem polecam go wszelkim miłośnikom zębatej grozy w starym, eleganckim stylu.

Ocena: 4+/6

Autor: Kamikadze