Recenzja horroru

Horror Vacancy

Vacancy (Motel)

Tytuł oryginalny:

Vacancy

Reżyseria:

Nimród Antal

Scenariusz:

Mark L. Smith

Obsada:

Kate Beckinsale, Luke Wilson, Frank Whaley, Ethan Embry

Kraj:

USA

Rok produkcji:

2007

Czas trwania:

80 minut

Horror Vacancy - zdjęcie 1Horror Vacancy - zdjęcie 2Horror Vacancy - zdjęcie 3Horror Vacancy - zdjęcie 4Horror Vacancy - zdjęcie 5Horror Vacancy - zdjęcie 6

Twórcy stojący trochę dalej od filmowego mainstreamu taplają się ostatnimi czasy w ogromnych ilościach flaków i juchy - splat pack, gorenography - wiadomo czego można się spodziewać. Hollywood zaś cierpi na straszliwą dla fanów horroru przypadłość przerabiania popularnych kiedyś tytułów, na współczesne wersje, ponoć bardziej dostosowane do wymagań i percepcji współczesnego widza. Undergroundowi twórcy mają takiego stanu rzeczy dość, skoro pojawiają się takie filmy jak 'Hatchet' reklamowany w następujący sposób "to nie jest sequel. to nie jest remake. to nie jest wersja japońskiego hitu". Ale ów film ma niewielkie szanse zaistnieć na masową skalę - aktualnie internauci podpisują ankietę, domagając się szerokiej dystrybucji w USA. W samym Świętym Lesie parada przeróbek trwa w najlepsze. Ale w zalewie knotów i gniotów zdarza się jeszcze wyłowić coś ciekawego i wartego uwagi. Nie bez kozery mówi się, że lata '70 i '80 to był złoty okres dla horroru. 'Vacancy' to oldskulowa przejażdżka w tamten klimat - bez katalogu sadystycznych wybryków, które mają skręcić żołądek widza i wywołać odruch wymiotny, ale też nie będące przeróbką starego hitu.

Amy i David Fox, małżeństwo przechodzące poważny kryzys, odbywają właśnie swoją prawdopodobnie ostatnią wspólną podróż. Wracając od rodziców dziewczyny przez błąd nawigacyjny trafiają do zapomnianej przez boga i ludzi dziury, dodatkowo psuje im się samochód. Chcąc nie chcąc, decydują się przenocować w obskurnym motelu, którego właściciel ma dość specyficzny gust filmowy. Jednak nie dane im będzie spokojnie spędzić nocy i to nie tylko ze względu na brud i karaluchy. Nie dość, że sąsiad zza ściany hałasuje waląc w drzwi, to jeszcze znalezione w pokoju filmy na kasetach video niebezpiecznie przypominają obrazy snuff. A pokój w którym je kręcono złowrogo przypomina pokój w którym zatrzymali się Amy i David.

Rzut oka na nazwisko reżysera może niejednemu otworzy szerzej oczy. Poprzednim filmem Nimroda Antala byli wszak 'Kontolerzy' - alegoryczna opowieść o budapesztańskich kanarach w metrze. Obraz bardzo odległy stylistycznie i treściowo od 'Vacancy'. Sukces 'Kontroll' skłonił reżysera do powrotu do USA i jego pierwszy pełnometrażowy obraz na amerykańskiej ziemi to nader udany kawałek kina gatunku.

Scenariusz, autorstwa Marka L. Smith'a nie grzeszy specjalnym wyrafinowaniem. Historia, która zgrabnie przemyka przed oczami widza jest utkana z samych klisz, schematów i ogranych patentów. Para, która przechodzi kryzys i dramatyczne wydarzenia, które mogą ich do siebie jeszcze raz zbliżyć. Chęć skrócenia sobie drogi i jako skutek przystanek w zabitej dechami dziurze, który może okazać się śmiertelnym. Opuszczony motel z dziwnie zachowującym się właścicielem. No właśnie, nawiązań do Hitchcocka jest tu więcej - od napisów początkowych, stylizowanych na czołówkę 'Psycho' autorstwa Saula Bassa, przez postać dziwnego managera hotelu, aż rozmowy bohaterów, którzy stwierdzają, że "miejsce wygląda jak żywcem wyjęte z lat '50". Przy czym te nawiązania są bardzo powierzchowne - nie ma co się spodziewać niestandardowej struktury fabularnej czy majstersztyków montażowych. Fabuła jest prosta jak drut i o to chodzi! Nie ma żadnych plot twistów, niespodzianek odwracających bieg wydarzeń o 180 stopni. Jeśli w recepcji hotelu słychać wrzaski jakby kogoś zarzynano, a w pokoju leżą filmy snuff, kręcone w tym właśnie miejscu - to znaczy właśnie tyle, że Amy i David trafili w bardzo złe miejsce, gdzie faktycznie kręci się snuff-movies. I tak będzie do końca projekcji - zero wydziwiania i wykręcania fabuły na kształt faworków. A próby nadania głębszego znaczenia obrazowi, przez umieszczanie metafilmowych uwag ("oni lubią to oglądać" wypowiedziane wprost do kamery) traktuję z przymrużeniem oka - ten film ma zapewnić tylko rozrywkę i nic więcej.

Co więc ciekawego jest w 'Vacancy', że warto go obejrzeć. Odpowiedź jest prosta - nie każdy film musi być od razu rewolucją techniczną, formalną czy fabularną. Żeby dobrze bawić się na seansie wystarczy, że reżyser zna się na swoim fachu, opowiadana historia nie poraża kosmiczną głupotą, napięcie jest umiejętnie dozowane, główni aktorzy są postaciami, które można polubić. Wszystkie składniki na całkiem udany film znalazły się w dziele Antala. Dla wielu powodem do zapoznania się z tym obrazem będzie obecność Kate Beckinsale. Szkoda może jedynie tego, że krótki czas projekcji nie bardzo pozwolił umieścić w fabule jakiejś sceny erotycznej. Ale trzeba przyznać - mimo faktu, że perypetie małżeńskie głównych bohaterów i radykalna terapia jaką przechodzą, są zlepkiem klisz znanych na pamięć, to Beckinsale i Wilsonowi udaje się tchnąć trochę życia w te papierowe wymysły scenarzystów. Wizualnie 'Vacancy' prezentuje się poprawnie, czasami wręcz bardzo dobrze. A sceny w podziemnych tunelach potrafią wzbudzić klaustrofobiczne odczucia (no, ale Antal ma w tym niejakie doświadczenie - 'Kontroll' też działo się pod ziemią). Bardzo podobały mi się postacie napastników - patent ukrycia twarzy za zwykłą maską jest oczywiście oklepany, ale nie ma tu nadmiernego eksponowania tychże masek. Agresorów widzimy a krótkich ujęciach, ich zasłonięte twarze tylko migają przed oczami - naprawdę można poczuć lekkie ciarki na plecach.

Można się oczywiście czepiać dziur scenariuszowych, braku logiki w zachowaniu bohaterów, naciąganych niektórych rozwiązaniach. Jednak to wszystko nie przesłania czystej radości z obcowania z dziełem bezpretensjonalnym, sprawnie nakręconym i trzymającym w napięciu. Takie filmy kręcono kiedyś - zanim scenarzyści i reżyserzy nie zaczęli rozdymać swoich projektów do gargantuicznych rozmiarów (kto przetrwał takich 'Pirates Of The Caribbean' bez ziewania?), do tego stopnia, że nakręcenie filmu poniżej 100 minut wydaje się czymś niemożliwym. Nie ma tu plot-twistów, które kwestionują sensowność całej przedstawionej wcześniej fabuły. Nic z tych rzeczy, to czysta oldskulowa jazda. Krótka ta recenzja bo i film krótki, ale polecam wyprawę do kina żeby zobaczył kawałek dobrego filmowego rzemiosła w starym stylu.

Ocena: 4+/6

Autor: grzEGOrz