Recenzja horroru

Trouble Every Day (Głód Miłości)
Tytuł oryginalny:
Trouble Every Day
Reżyseria:
Claire Denis
Scenariusz:
Claire Denis, Jean-Pol Fargeau
Obsada:
Vincent Gallo, Tricia Vessey, Beatrice Dalle, Alex Descas, Florence Loiret
Kraj:
Francja, Niemcy, Japonia
Rok produkcji:
2001
Czas trwania:
97 minut






Motywem przewodnim francuskiego artystycznego horroru "Trouble Every Day" w reżyserii Claire Denis jest rutyna (zawarta w słowie "every" – "każdego"). Obie wiodące postaci filmu, Shane i Core, zmagają się z tytułowym "trouble every day" ("kłopotem każdego dnia") - pragnieniem zaspokojenia seksualnych żądz i jednoczesną niemożnością wyłączenia instynktu kanibalistycznego drapieżcy dążącego do zmasakrowania i zjedzenia partnera w trakcie aktu seksualnego. Prawdziwym przekleństwem krwiopijców w filmie nie jest sama chęć rozrywania ciała i konsumpcji krwi, lecz świadomość, iż kolejny dzień i kolejny stosunek płciowy przyniosą te same skutki, świadomość, od której nie ma możliwości ucieczki. Zarówno Shane, jak i Core nie są typowymi wampirami, nie posiadają ani kłów, ani pazurów, promienie słoneczne nie są w stanie ich unicestwić, chociaż Core preferuje polować na swoje ofiary w mroku nocy, bo za dnia, gdy jej czarnoskóry mąż pracuje, bywa zamykana w pokoju. Fragmentaryczna narracja filmu pozwala wysnuć wniosek, że przyczyną wampiryczno-kanibalistycznego uzależnienia obojga głównych postaci był neuro-seksualny eksperyment z narkotykami, którego skutki okazały się opłakane.
Shane (Vincent Gallo) przybywa wraz z małżonką do Paryża, aby spędzić z nią miesiąc miodowy. W samolocie całuje June w nadgarstek, długo i przeciągle, ot, zwykły miłosny gest, który nabiera jednak innych barw, gdy zaczynamy rozumieć jego chorobę. Ba, zamyka się w toalecie, gdzie marzy o widoku narzeczonej skapanej od góry do dołu w świeżej krwi. W kilku prowokacyjnych pozach obserwujemy życiowy fluid na częściach intymnych jej ciała, co uwidacznia rosnącą żądzę krwi oraz intymności Shane’a. Shane w trakcie paryskiego pobytu usiłuje walczyć z trawiącymi go kompulsjami oraz z dążeniem do odnalezienia mężczyzny być może posiadającego lekarstwo na jego schorzenie. Wraz z rozwojem akcji widz zaczyna z nim sympatyzować.
Shane i Core to atypowe ‘czarne charaktery’. W trakcie projekcji wczułem się w ich sytuację, było mi przykro, że nie potrafią zaspokoić naturalnego pragnienia kochania i bycia kochanym. Claire Denis wyjątkowo oszczędnie posługuje się dialogami, bardziej interesuje ją ukazanie zachowań obu głównych postaci, tego, co przeżywają w środku. Przykładowo widać to w scenie, gdy Shane intensywnie wpatruje się w młodziutką sprzątaczkę, która ścieli parze nowożeńców hotelowe łóżko. Reżyserka zamiast co chwila epatować oglądającego krwią i makabrą, spokojnie przedstawia historię posługując się przy tym niespiesznym lynchowskim tempem akcji i zarazem wprawiając widza w stan cichego skupienia. Ma to niechybnie na celu intensyfikację doznań w momentach, gdy dochodzi do konfrontacji obu cielesnych pasożytów z obiektami ich pożądania. To, co się wówczas dzieje jest horrendalnie mocne i szokujące – dość powiedzieć, iż w trakcie premiery "Trouble Every Day" na festiwalu filmowym w Cannes dwie osoby zemdlały.
Zagrana przez Beatrice Dalle Core nie potrafi sobie poradzić ze stale rosnącym apetytem krwi (przypuszczalnie dlatego, iż pozbywa się medykamentów dawanych jej przez małżonka), a co za tym idzie pragnie śmierci. Jej mąż (doktor Leo), ilekroć udaje się do pracy, zamyka ją w domu, ale na próżno – i tak zawsze znajduje drogę ucieczki, by zaspokoić pragnienie. Potem ma miejsce rutyna: kochający Core mężczyzna wsiada na motocykl i jej szuka, przyprowadza z powrotem do domu i zmywa krew z jej ciała. Core gryzie i szarpie w trakcie stosunku seksualnego. Kiedy dwójka nieświadomych zagrożenia nastolatków włamuje się do jej fortecy, uwalniają w Core wampiryczną bestię. Bulgot krwi w rozrywanym gardle młodego chłopaka i jego przeszywające do szpiku kości, agonalne krzyki spowodowały, iż nawet takiego weterana kina grozy jak ja, przeszedł zimny dreszcz. Dalle jest niesamowita w swej roli – uśmiecha się, jej twarz przechodzi grymas, wprawnie kontroluje mężczyzn, których piętą achillesową zdaje się być seksualna żądza.
Shane (kontrowersyjny aktor Vincent Gallo, znany choćby z "Buffalo 66") także zmaga się z pragnieniem krwi. Wydaje się być oddalony od świata, wymawia słowa bez emocji, bez żadnej ekspresji twarzy. Wygląda niepokojąco, niebezpiecznie, lecz odnajdujemy w nim wielkie pokłady wrażliwości. On wie, czym się stał, wie, czego chce, czego pragnie, ale z drugiej strony ma kochającą żonę i nie potrafi skonsumować z nią małżeństwa. Gdy uprawiają miłość, daje się wyczuć napięcie między nimi, ponieważ on nie potrafi jej dać tego, czego ona chce i obawia się – tak strasznie obawia się – iż utraci ją na zawsze. June jest zmartwiona i skrzywdzona, zwłaszcza gdy Shane ucieka do łazienki i tam się masturbuje, aby zrzucić z siebie napięcie i jednocześnie nie zrobić jej straszliwej krzywdy. W końcu Shane postanawia poddać się swej żądzy krwi bez względu na wszystko, przypuszczalnie by oszczędzić June. Za obiekt ataku wybiera sprzątaczkę hotelową, którą sobie już wcześniej upatrzył. Owa scena wampiryzmu przy końcu jest autentycznie przygnębiająca i pokazuje skalę jego seksualnej frustracji. Pożądanie i seksualna obsesja, które w sobie trawił znajdują ujście w bestialskiej orgii krwi.
Denis bardzo rzadko nawiązuje do tradycyjnego horroru wampirycznego. Uwidacznia to np. scena, kiedy Core rozpinając kurteczkę na szczycie budynku unosi ją nad głowę naśladując skrzydła nietoperza wampira. Przez większość czasu filmu granica pomiędzy potworem a zwykłym śmiertelnikiem bywa zacierana. Reżyserka sugeruje, iż wszyscy z nas są wrażliwi, bowiem drzemią w nas bestie i kierują nami pragnienia. Linia graniczna między seksualnym bólem i przyjemnością ukazana w "Trouble Every Day" jest cienka niczym żyleta, co dobitnie pokazuje film i dlatego może być nieprzyjemny dla znacznej części widowni. Niemniej jednak horror Claire Denis wizualnie prezentuje się wyśmienicie: robi wrażenie wymieszanie barwy niebieskiej z pomarańczową czy nastrojowa ścieżka dźwiękowa Tindersticks. W pewnym sensie seksualne pożądanie, człowiecze libido można potraktować jako dysfunkcję, która przeszkadza w byciu produktywnym i moralnym obywatelem, ale w wizji Denis nasza cielesność na zawsze pozostanie więzieniem, z którego nie ma ucieczki. Dwa akty kanibalizmu tutaj zaprezentowane mogą stanowić metaforę głębi fizycznych kontaktów międzyludzkich, kontaktów z obiektami naszej obsesji. Z psychologicznego punktu widzenia kanibalizm stanowi drogę absorpcji duszy ofiary na wieki.