Recenzja horroru

Horror Transformations

Transformations (Demon opętania)

Tytuł oryginalny:

Transformations

Reżyseria:

Jay Kamen

Scenariusz:

Mitch Brian

Obsada:

Rex Smith, Lisa Langlois, Patrick Macnee, Christopher Neame, Michael Hennessy

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1989

Czas trwania:

84 min.

Horror Transformations - zdjęcie 1Horror Transformations - zdjęcie 2Horror Transformations - zdjęcie 3Horror Transformations - zdjęcie 4Horror Transformations - zdjęcie 5Horror Transformations - zdjęcie 6

Uwaga miłośnicy bezwstydnych panienek, zmutowanych, międzyplanetarnych kochasi i druzgocących swą głupotą melodramatów. Jeśli twierdzicie, że tych trzech rzeczy nie da się połączyć w jeden powalający absurdem film to zdecydowanie nie oglądaliście "Demona opętania", pretendenta do miana perełki kiczu końca lat osiemdziesiątych. Oto obraz stworzony specjalnie dla Was.

Pewnego razu w bezkresnych czeluściach wszechświata... Na pokład statku Wolfa Shadducka dostaje się tajemnicza istota powodując jego uszkodzenie. Jako doświadczony pilot Wolf reaguje błyskawicznie i ląduje na najbliższej planecie. Niestety w promieniu możliwości nawigacyjnych zniszczonego wahadłowca znajduje się jedynie karna kolonia górnicza. Trafia tam pod opiekę pięknej pani doktor, która początkowo nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia jakie niesie ze sobą obecność tajemniczego pilota. Shadduck powoli mutuje w żądnego posoki (najlepiej dziewczęcej) potwora, zagrażając przy tym całej planecie. Niezidentyfikowany wirus trawiący jego ciało od środka szybko rozprzestrzenia się wśród więźniów. Czy miłość zrodzona w bólu między głównymi bohaterami zdoła powstrzymać demoniczną mutacje?

Jeśli jakiś widz za swój ulubiony film uznaje "Reproduktorki" Tima Kincaida, gwarantuję, że w czasie seansu "Demona opętania" przeżyje chwile nieopisanej radości. Horroru Kamena nie da się jednoznacznie ocenić, najpierw trzeba solidnie przymrużyć oczy i poczekać aż szeroki uśmiech wypłynie nam na twarz, później wystarczy już tylko poddać się porywającej wizji reżysera. Na początek apeluję do miłośników zmutowanych, międzyplanetarnych kochasi, aby uzbroili się w cierpliwość, gdyż proces mutacyjny przebiega bardzo powoli. Zapomnijcie o scenach, w których bohaterom odpadało pół twarzy a na jej miejscu wykwitały gigantyczne oczy, czułki i inne przypały. Reżyser wystawia widza na ciężką próbę i przez pierwsze trzydzieści minut oferuje wysokosłodzony romans, do którego będzie jeszcze często powracał. Oczywiście pamiętał o świętej zasadzie rasowego kiczu i zatrudnił na planie kilka wesołych panienek, które oczarowują swymi wdziękami nie tylko Wolfa ale i widzów. Planetarny dom publiczny staje się ulubionym miejscem spędzania wolnego czasu głównego bohatera, dzięki któremu skuteczniej rozsiewa niebezpiecznego wirusa. Zapewne wszyscy zdają sobie sprawę z tego, iż dziewczęta nie wychodzą z tych spotkań najlepiej (czasem w ogóle z nich nie wychodzą). Co się tyczy dialogów to proponuję ich po prostu nie słuchać, może mieć to zgubny wpływ na wasz intelekt. W szczególności przestrzegam przed monologiem Patricka Macnee odtwarzającego rolę księdza, co tu dużo gadać, jest powalający. Jednak najbardziej rozbrajająca scena to moment wystukiwania kodu dostępu do kwatery głównej kolonii przez jednego ze strażników. Faceta wyraźnie poniosło, takiej kombinacji prawdopodobnie nie widziały nawet oczy najznamienitszych matematyków. Natomiast bystre oko kinomana z pewnością dostrzeże oszczędność scenografii, dla przykładu, Shadduck uciekając przed planetarną policją przebiega kilka razy ten sam korytarz. Jednak w podzięce za ogromny trud, jakim wykazał się każdy kto włożył kasetę z tym filmem do magnetowidu, reżyser oferuje odrobinę całkiem udanej charakteryzacji i cudowne zakończenie będące klasyką najwyższych rzędów. Prześliczna panienka w koszuli nocnej, z ogromnym miotaczem ognia w ręku, ucieka przed "gumowym" potworem. Czyż to nie urocze?

"Demon opętania" to kiczowate połączenie horroru i science-fiction, o którym trudno zapomnieć każdemu kto czuje sentyment do produkcji Tromy i Full Moona. Widzom nastawionym na poważniejszy terror stanowczo odradzam.

Ocena: 2-/6

Autor: Lobo