Recenzja horroru

Torture Chamber
Tytuł oryginalny:
Die Schlangengrube und das Pendel
Reżyseria:
Harald Reinl
Scenariusz:
Manfred R. Köhler
Obsada:
Christopher Lee, Karin Dor, Lex Baxter, Vladimir Medar
Kraj:
RFN
Rok produkcji:
1967
Czas trwania:
85 minut






Lata 60. i 70. w europejskim kinie grozy, prócz wielu znamienitych tytułów, wydały również całą masę zapomnianych dziś filmów, wrzucanych do jednego worka z napisem Euro-Horror. Charakteryzuje je najczęściej kiepska jakość, włączając w to nieudolne aktorstwo w wydaniu międzynarodowej obsady złożonej z ówczesnych seksbomb płci obojga, co nie przeszkodziło im jednak w zdobyciu grona oddanych wielbicieli – miłośników tzw. campu, darzących owe europejskie dziwactwa prawdziwym kultem. Wśród owych mniej udanych wytworów Euro-Horroru jest jednak parę tytułów wartych szczególnej uwagi, a to ze względu na godziwą rozrywkę, jaką owe filmy zapewniają. Opłaca się czasem przymknąć oko na absurdalność fabuły czy tandetne wykonanie, gdyż uwaga poświęcona danemu dziełku owocuje. Czy tak jest i w przypadku "Die Schlangengrube und das Pendel" – postaram się odpowiedzieć na to pytanie.
Film rozpoczyna scena egzekucji hrabiego Reguli (Christopher Lee!), któremu udowodniono zamęczenie w wymyślnych torturach 12 dziewic. Regula, zanim wbito mu na twarz maskę wyłożoną kolcami, a następnie rozwłóczono końmi, poprzysięga zemstę na rodach sprawców swojej śmierci – trzynastej, cudem uwolnionej dziewicy, baronessy von Brabant oraz sędziego von Marienberg. Mija 35 lat i oto do rąk pewnego prawnika (Lex Barker) trafia zaproszenie na zamek Andomai, gdzie niejaki hrabia Regula ma mu pomóc w uzyskaniu odpowiedzi na nurtujące go pytania odnośnie pochodzenia. Prawnik nie wie bowiem, kim jest, znaleziono go we wczesnym dzieciństwie z tajemniczym medalionem. Mieszkańcy uroczego miasteczka, pytani o zamek, reagują panicznym lękiem. Jednak do naszego bohatera dołącza pewien rubaszny ksiądz (jugosłowiański aktor Vladimir Medar), a wkrótce okazuje się, że na zamek jedzie również pewna piękna panna, młodziutka baronessa (Karin Dor), która też otrzymała podobne zaproszenie. Droga do zamku jest jednak straszna i pełna nieprzyjemnych niespodzianek. Jednak wszystko to blednie wobec tego, co naszych bohaterów czeka po przyjeździe.
Dziełka Euro-Horroru rzadko kiedy cechuje pełna oryginalność, "Die Schlangengrube und das Pendel" nie jest wyjątkiem od tej reguły. Przede wszystkim, w fabule widoczne są liczne inspiracje filmami, które odniosły niegdyś sukces, np. scena otwierająca film jako żywo przypomina egzekucję wiedźmy z "La maschera del demonio", zaś hrabia Regula to dalekie echo Draculi, co widać choćby po wyborze aktora odtwarzającego rolę, no i, rzecz jasna, nazwisku postaci oraz jego upodobaniu do krwi, choć w bardziej demoniczno-naukowym (faustowskim?) wydaniu. Widać również zapatrzenie w Cormanowski cykl filmów inspirowanych opowiadaniami E.A. Poe, a sam okrutnie germańsko brzmiący tytuł oznacza ni mniej, ni więcej, jak "Studnię i wahadło" właśnie. Wszystko to jednak nie zaniża osobliwego uroku tej niemieckiej produkcji, którą zawdzięcza niesamowitemu nastrojowi, wykreowanemu za pomocą sugestywnej i niesłychanie oryginalnej scenografii, w której odnajdziemy m.in. urocze niemieckie miasteczka, las wisielców, krajobrazy przeniesione z malarstwa romantycznego, drzewa, z których wystają kończyny pochłoniętych przez nie (?) ludzi, a w zamku – lochy, których ściany zdobią malowidła w duchu piekielnych imaginacji Boscha, czy studnie pełne jadowitych gadów. Wszystko to podsyca oświetlenie w duchu Bavy. Jeżeli dodamy do tego tortury z opowiadania E.A. Poe "Studnia i wahadło" i elementy obecne w literaturze doby Goethego i braci Grimm, otrzymamy naprawdę niezwykłą, oszałamiającą baśń dla dorosłych. Usilnie zachęcam do zapoznania się z dobrą jakościowo wersją DVD z tym filmem (osobne wydanie, nie to tanie, podwójne); ja miałam, niestety, pecha obejrzeć go z podłej jakości kopii, co jest zbrodnią wobec tego dziełka.
Ciekawostką jest, że reżyser, Harald Reinl, nakręcił także znaną u nas i niedawno prezentowaną w TVP serię filmów o dzielnym Winnetou, w którym wystąpiła chyba większość obsady "Die Schlangengrube und das Pendel".
Zalatuje kiczem? Z pewnością, ale tak czy inaczej, ów film uważam za tak osobliwy i fantastyczny, że zdecydowanie wart obejrzenia.