Recenzja horroru

They Have Changed Their Face (Zmiana oblicza)
Tytuł oryginalny:
Hanno cambiato faccia
Reżyseria:
Corrado Farina
Scenariusz:
Corrado Farina, Giulio Berruti
Obsada:
Adolfo Celi, Giuliano Esperanti, Geraldine Hooper, Francesca Modigliani
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1971
Czas trwania:
90 minut
Odkąd po raz pierwszy na ekranie kinowy pojawił się mit wampira, przechodził on niejedną często zaskakującą metamorfozę. Był prezentowany w najróżniejszy, niekiedy wyjątkowo osobliwy sposób, umieszczając go w rozmaitych kontekstach historycznych czy społecznych. Stał się prawdziwą perłą dla twórców grozy, którzy wykorzystując tak nośną historię uczynili ją tematem niezliczonej obecnie liczby horrorów. Sam wampir pojawiał się w wielu postaciach (np. jako czarnoskóry w "Blaculi"), a jedno z jego najsłynniejszych wcieleń to niewątpliwie Nosferatu – bohater klasycznej pozycji niemieckiego ekspresjonizmu w reżyserii F.W. Murnau z 1922 r. Stał się on wszech rozpoznawalnym synonimem nadprzyrodzonej, mitycznej siły wysysającej życie i zmieniającej ofiarę w podobną do siebie istotę, jednocześnie w zmian oferującą życie wieczne.
W takiej też roli występuje również we włoskim filmie "They Have Changed Their Face", choć jego postać jest tutaj nietypowa nawet jak na mnogość filmowych wampirzych portretów. Nosferatu to "capo di tutti capi", który stoi na czele grupy osób reprezentujących ważne organizacje i instytucje społeczno-gospodarcze, której naczelnym celem jest pomnażanie zysku i pozyskiwaniu nowych osób dla swoich działań. Mieszka w odległym od cywilizacji miejscu w górach, skąd za pośrednictwem oddanych mu ludzi planuje i zarząda największymi firmami, które przynoszą mu olbrzymie dochody. Pewnego dnia do swojej posesji zaprasza szeregowego pracownika firmy zajmującej się sprzedażą samochodów i motocykli, który już wkrótce ma przejąć obowiązki szefa spółki. Jednak mężczyzna nie ma zamiaru stać się częścią jego wielkiego planu, tym bardziej, że stopniowo poznaje jego sekret.
Pierwsze skojarzenia okazują się tymi najbardziej trafnymi. "They…" to bardzo wyraźna, choć oczywiście ukryta pod symboliką wampiryczną, krytyka współczesnego świata, którym rządzi pieniądz i zachłanność, a jedyną słuszną drogą wydaje się być kapitalizm bez ludzkiej twarzy. W swojej wizji reżyser jest wskazuje, że każdy prędzej czy później stanie się częścią tego bezdusznego systemu, który wysysa energię, pozbawia życia i zniewala, zmieniając osobę nie do poznania. Człowiek nie ma żadnych szans w tym starciu, opór jest bezcelowy, system i tak go pochłonie. Tak właśnie dzieje się z beztroską dziewczyną, którą na początku spotyka na swej drodze głównego bohatera Alberto, a która w końcu zostaje zaatakowana przez Nosferatu i zmienia się w sztywnego, bezrefleksyjnego i podporządkowanego ścisłym regułom pracy człowieka. Z beztroskiej, spontanicznej dziewczyny, nie przejmującej się swoją nagością (symboliczne odniesienie do pokolenia hippisów), zmienia się w drętwą, zimną i oficjalną sekretarkę. Nie jest ona jedyną ofiarą współczesnego wampira – Nosferatu zmienia ludzi w maszyny windujące wskaźniki produkcyjne, zdające raporty dotyczące wzrostów sprzedaży i prezentujące specjalne dla niego najnowsze projekty reklamowe. Wymaga przy tym bezwzględnego posłuszeństwa i ponadprzeciętnej efektywności działań, a tych którzy go zawiodą po prostu się pozbywa. Przesądza o każdym, nawet najdrobniejszym szczególe: czy to będzie wygląd opakowania nowego proszku do prania czy to będzie decyzja, kto zostanie szefem firmy. Jest przy tym całkowicie bezwzględny: ma pełną świadomość, że proszek jest szkodliwy dla zdrowia, a rolę Alberto w swoim imperium ustala, kiedy ten jest jeszcze małym dzieckiem. Oskarżenia padają zresztą nie tylko pod jednym adresem, ale są wycelowane również np. w stronę kościoła, który w sposób ironiczny opiniuje przedstawione na tajnym zebraniu projekty pod kątem ich zgodności z moralnością. W przedstawieniu swojej krytyki reżyser bez wątpienia osiągnął pełen sukces: kapitaliści występują w filmie jako niebezpieczna i bezwzględna sekta, która podczas swoich rytualnych obrzędów zamiast łacińskich inkantacji powtarza monotonnym jednostajnym głosem "zwiększyć nabycie przez konsumentów" itd. Można się domyślać, że takie przedstawienie sprawy, choć przerysowane, znajduje jednak zapewne swoje źródło w doświadczeniach reżysera, które wyniósł z branży reklamowej. Swoją drogą, i tu bez jakichkolwiek wątpliwości, dobrze wykorzystał swoją praktykę zawodową w "They…": w pewnym momencie film zmienia się w spot reklamowy, w którym zachęca się klientów do zakupu nowowprowadzonego na rynek produktu – LSD.
O ile w tej warstwie krytycznej reżyser wypada bardzo dobrze, naturalnie, to już w pozostałych aspektach nie wygląda to tak dobrze. Najwyraźniej chęć zaprezentowania swoich idei przesłoniła mu fakt, że odwołuje się przy tym do motywów kina grozy. W efekcie w filmie zabrakło elementów charakterystycznych dla gatunku, nie ma właściwie jakiejkolwiek atmosfery (zupełnie niewykorzystana lokalizacja, którą stanowi osadzona w górach wioska), nie uświadczymy ani jednej kropli krwi, a nawet tytułowy Nosferatu pozbawiony jest swojego nieodłącznego atrybutu – zębów. Sceny, w których reżyser ociera się o kino grozy są bardzo nieliczne (np. ta, w której Alberto odkrywa grobowiec swojego szefa) i z pewnością nie zadowolą widzów spragnionych czegoś więcej niż tylko społecznego komentarza. Co prawda jest tu nieco dziwacznych pomysłów takich jak ten by posesji pilnowały nie wygłodniałe, wytresowane psy, ale samochody, jednak to za mało. Wymowa filmu zdecydowanie przyćmiewa pozostałe płaszczyzny filmowe (poza ładnymi zdjęciami), które mogły uczynić z "They…" naprawdę fascynujący horror. Dlatego wszystko co pozostaje to dramat odwołujący się jedynie do wampirycznego mitu, jednak zupełnie go nie wykorzystający. Odczuwam z tego powodu spore rozczarowanie, bo w połączeniu z odpowiednim nastrojem, światopogląd, który chciał reżyser zaprezentować w swoim filmie, nabrałyby większej wartości. A tak, pomimo swojego nadal aktualnego wydźwięku, jest on jednak banalny i nieco pretensjonalny. Nie jestem zwolennikiem takiego bezpośredniego wkładania łopatą do głowy za pośrednictwem kina czyichś przekonań, dodatkowo starając się przemycić to pod szatką rzekomego horroru. Tu też pojawia się problem ze zdefiniowaniem odbiorcy tego dziwnego filmu, bo dla fanów kina grozy zaproponowana przez reżysera bezkrwawa i pozbawiona suspensu formuła może nieść spore rozczarowanie.
Dlatego też "They…" będzie wskazany dla osób bardziej wymagających, których nie zrazi ta mało przerażająca forma, w jakiejś osadził swoją opowieść reżyser. Osobiście traktuję to jako ciekawostkę, zupełną odmienność na tle innych filmów włoskiego kina grozy, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Być może ktoś wykorzysta go jako przykład w swojej pracy dyplomowej na temat krytyki kapitalizmu w kinie, jednak mam obawy czy spodoba się on widzom horroru. Jak to ujęła jedna z postaci: "Mity nie umierają, jedynie przekształcają się". Zgadza się, tyle że tym razem nie jest to do końca udane przeobrażenie.