Recenzja horroru

Witches, The
Tytuł oryginalny:
The Witches
Reżyseria:
Cyril Frankel
Scenariusz:
Nigel Kneale na podst. powieści Norah Loft
Obsada:
Joan Fontaine, Kay Walsh, Alec McCowen, John Collin
Kraj:
Wielka Brytania
Rok produkcji:
1966
Czas trwania:
90 min.






Brytyjskie kino lat 50. i wczesnych 60. nie stroniło od tematów czarownictwa, satanizmu czy okultyzmu, dość wspomnieć świetne "Night of the Demon" z 1957r., "Night of the Eagle ("Burn, Witch, Burn!") z 1962r., czy "Eye of the Devil" z 1966r.
Wytwórnia Hammer nie pozostała w tyle wobec chwytliwej tematyki. W 1966, biorąc za podstawę powieść pisarki Norah Loft, wyprodukowała "The Witches", znany w Stanach jako "The Devil’s Own". Ten skromny film nie zrobił przewidywanej furory i, miast przywrócić blask zapomnianej już nieco Joan Fontaine, gwieździe Hitchcockowskich hitów:"Rebecca" i "Suspicion" ("Podejrzenie"), pogrążył ją do cna, skazując na emeryturę, przerywaną nielicznymi rólkami telewizyjnymi. Okazał się jednak być źródłem inspiracji dla innych twórców, którzy w satysfakcjonujący sposób rozwinęli potencjał w nim zawarty.
Joan zagrała tu Gwen Mayfield, nauczycielkę – misjonarkę, która, ucząc w Afryce, zraziła do siebie miejscowych szamanów. Ich zemsta, oparta na voodoo, spowodowała u kobiety załamanie nerwowe. Gwen powraca do Wielkiej Brytanii, gdzie poznaje, jak jej się wydaje, pastora – współwłaściciela niewielkiej, prywatnej szkółki w sielskiej wiosce Heddaby. Ów proponuje jej posadę dyrektorki tejże szkoły, którą Gwen z radością przyjmuje. Heddaby jest urocze, podobnież domek nowej nauczycielki, która szybko znajduje wspólny język z tubylcami i ich dziećmi. Zaprzyjaźnia się również z właścicielami szkoły – majętnym rodzeństwem Bax. Zastanawiają ją jednak pewne osobliwości – pracodawca, Alan Bax, który wydał jej się pastorem, okazuje się nim nie być, jednak zakłada czasem koloratkę i kolekcjonuje przedmioty sakralne i słucha religijnej muzyki. Kolejną niespodzianką jest brak czynnego kościoła w wiosce – po starym pozostały smętne ruiny, nowego nikt zaś nie wybudował. W klasie starszych dzieci Gwen poznaje zdolnego ucznia Ronniego, któremu proponuje lepszą edukację w większym mieście, lecz ojciec chłopca upiera się przy pozostaniu syna na miejscu. Ronnie ma sympatię – Lindę, której babcia jest miejscową zielarką i producentką domowych trunków. Pewnego dnia Ronnie zapada w dziwną śpiączkę, wobec której lekarze są bezradni. Jakiś czas później dzieci znajdują bezgłową lalkę-chłopca, którą Ronnie kupił Lindzie, z wbitymi w korpus szpilkami. I choć nauczycielka stara się myśleć racjonalnie, to jednak wydarzenia z przeszłości kierują jej podejrzenia w stronę magii. Lecz któż i dlaczego mógłby chcieć zaszkodzić chłopcu? Następną ofiarą, tym razem śmiertelną, jest jego ojciec. Po nim zaś znika Linda. Gwen postanawia dowiedzieć się prawdy, ale właśnie wtedy powracają demony z przeszłości.
Już z opisu fabuły miłośnicy horroru wyczytają inspiracje dla późniejszego "Wicker Mana" ("Kult"). Mamy bowiem do czynienia z senną brytyjską wioską ze zrujnowanym kościołem, skąd znika dziewczynka, zaś tajemnicę spowijają magiczne sprawki. Anthony Shaffer, jako scenarzysta "Kultu", pomysł nieco doszlifował i uczynił go drastyczniejszym, jednak nie sposób pominąć przy tym zasług hammerowskich twórców. Również postaci wiele zawdzięczają tym z "The Witches".
Chociaż Joan Fontaine narzekała podobno zarówno na liche warunki niskobudżetowej produkcji, jak i na aktorstwo partnerów, to jednak nie można jej przyznać racji – rola Stephanie Bax, którą odgrywała Kay Walsh (ona również wystąpiła u Hitchcocka – w "Stage Fright"), jest naprawdę niesamowita! Ktoś na imdb zauważył, że przez Fontaine musiała przemówić zazdrość – i miał rację. Kay w każdym swoim momencie obecności na ekranie kradnie całą uwagę widza i zaskakuje świetnym aktorstwem, jak również zdolnościami wokalnymi. Jest niezwykle charyzmatyczna, co zdecydowanie działa na niekorzyść subtelnej Fontaine. Również jej ekranowy brat, Alec McCowen, doskonale poradził sobie z niezwykłą rolą dziwnego nie-pastora, oddając całą jej złożoność psychologiczną.
W filmie zastanowiła mnie pewna groteskowość, czy wręcz śmieszność sceny rytualnego tańca podczas sabatu. Myślałam, że wynika to z czasów, w których kręcono film, że twórcy nie chcieli zbytnio przerazić widza dzikimi pląsami opętanego towarzystwa, jednak, jak doczytałam na paru stronach, był to zabieg celowy, a pierwotnie miało to być wręcz idiotyczne przedstawienie. Scenarzysta, Nigel Kneale, chciał ośmieszyć dorosłych ludzi bawiących się w magię i wyczyniających pod jej wpływem głupoty, ale jednak mu to nieco stępiono, pragnąc, o dziwo, oddać grozę sytuacji. Tymczasem choreografia tańca przypomina widzom jako żywo (martwo?) tę z teledysku Michaela Jacksona "Thriller" ;)
Reasumując: niepozorny, acz solidny film grozy, który, zrobiwszy klapę, wyraźnie zainspirował twórców uznanego arcydzieła gatunku. Utorował też drogę podobnym dokonaniom wytwórni, jak np. "The Devil’s Ride Out". I mimo, że swego czasu pogrzebał karierę hollywoodzkiej gwiazdy, wart jest rehabilitacji. Po prostu, są filmy, które muszą zaczekać na lepsze czasy. Myślę, że te właśnie nadeszły dla "The Witches".