Recenzja horroru

Horror Wickeds, The

Wickeds, The

Tytuł oryginalny:

The Wickeds

Reżyseria:

John Poague

Scenariusz:

David Zagorski

Obsada:

Ron Jeremy, Justin Alvarez, Anna Bridgforth, Rachel Copen, Kelly Roth

Kraj:

USA

Rok produkcji:

2005

Czas trwania:

86 minut

Horror The Wickeds - zdjęcie 1Horror The Wickeds - zdjęcie 2Horror The Wickeds - zdjęcie 3Horror The Wickeds - zdjęcie 4Horror The Wickeds - zdjęcie 5Horror The Wickeds - zdjęcie 6

Wbrew twierdzeniom wielu malkontentów niezależny horror amerykański wciąż ma się dobrze. Niestety nie przedkłada się to na jakość coraz większej ilości nowych produkcji z poletka filmowej grozy. Horrory takie jak "The Wickeds" świadczą jedynie o tym, że dziś niemalże każdy może nakręcić swój własny film grozy. Wystarczy jedynie scenariusz napisany zapewne w ciągu zaledwie 2-3 godzin, grupa znajomych reżysera, czyli inaczej mówiąc "aktorzy" oraz odpowiednio niski budżet i przepis na koszmarny gniot gotowy. Oczywiście w tym oceanie niezależnych produkcji można niekiedy wyłowić perełki, ale znakomita większość tzw. indie horror films nie zasługuje na obejrzenie. Tak się dzieje w przypadku "The Wickeds", bo mamy tutaj do czynienia z amatorską kopią nieśmiertelnego "Night of the Living Dead" George’a A. Romero, zrealizowaną bez jakiejkolwiek inwencji i polotu. Przyznam się, iż średnio podobał mi się oszałamiająco krwawy "Bone Sickness", przetrwałem nawet diabelnie nudny "Meat Market", ale w trakcie projekcji "The Wickeds" nie mogłem się oprzeć pokusie wyłączenia tego syfu.

O fabule będzie krótko, bo w zasadzie kpi ona z intelektu potencjalnego widza. Siedmioro nastolatków udaje się do opuszczonego domu położonego nieopodal cmentarza, aby spędzić tam czas na imprezowaniu i seksie. W domostwie pełno jest rekwizytów, które służyły ekipie filmowej do nakręcenia niskobudżetowego horroru (trumny, sztuczne szkielety, powieszone laleczki itd.) W międzyczasie dwie hieny cmentarne, a mianowicie Gus (legenda porno Ron Jeremy) oraz Billy rozkopują na pobliskiej nekropolii jeden z grobów. W odkopanej trumnie znajduje się dobrze zachowane ciało wampira z mistycznym amuletem na piersi. Kiedy Billy na polecenie Gusa chwyta amulet i usiłuje go zerwać, nieboszczyk otwiera oczy i gryzie go w rękę. W tym samym czasie budzi się do życia armia krwiożerczych zombies. Spanikowani rabusie uciekają w kierunku położonego na uboczu domostwa, gdzie bawi się nieświadoma zagrożenia młodzież. Ich tropem podążają ożywione i spragnione ludzkiego mięsa trupy...

Wygląda mi na to, iż legendarny gwiazdor kina hard core Ron Jeremy zdecydował się wreszcie zapiąć rozporek i zainteresował się amatorskim kinem grozy. Cóż jednak z tego, jeśli jego gra aktorska jest równie słaba niż reszty obsady. Generalnie rzecz biorąc scenariusz "The Wickeds" to bezczelny, ocierający się niemalże o parodię klon "Nocy żywych trupów". Mamy więc grupkę niefortunnych osób zabarykadowanych wewnątrz domu otoczonego przez hordy krwiożerczych zombich. W filmie pojawiają się również wampiry oraz duch, niestety reżyser John Poague i scenarzysta David Zagorski nie mają tak naprawdę pojęcia o tym, jak uczynić horror przerażającym. Ich wiedza kończy się na tym, że zombies poruszają się wolno, a wampiry wysysają ludzką krew. Inaczej mówiąc, "The Wickeds" to pozbawiony napięcia, wymęczony gniot, który ogląda się ze znudzeniem, co chwila zerkając na zegarek.

Niekompetencję ekipy filmowej widać na każdym kroku. Czasami mignie nam cień kamerzysty, a nielogiczności nie brakuje. Przykładowo od kiedy obudzone trupy paradują w strojach do baseballa? Dlaczego dwójka rabusiów ucieka przez cmentarz, jeśli niedaleko stoi ich samochód? Po jaką cholerę w filmie pojawia się zjawa? OK, być może się czepiam, w końcu to amatorska produkcja, ale to wcale nie oznacza, iż scenariusz musi być aż tak głupi. Muzyka metalowa niezwykle rzadko sprawdza się w horrorach jako soundtrack, nie inaczej jest w przypadku "The Wickeds". Jedynie liczne i raczej przyzwoicie zrobione sceny gore zasługują na uwagę: mamy tutaj pożeranie wnętrzności, urywanie rączek i nóżek, kilka dekapitacji, wbijanie łopaty w brzuch i ogólnie sporo bryzgającej juchy.

Zawsze lubiłem horrory o żywych trupach, ale nowe produkcje takie jak chociażby recenzowany tutaj "The Wickeds", "The Revolting Dead" oraz seria "Meat Market" nijak się mają do takich klasyków jak "The Beyond" czy "Dawn of the Dead". Nie mogę ukryć zdziwienia, iż ktoś jest w stanie nakręcić takie dno i jeszcze wlepić to ludziom do oglądania. Nie pozostaje mi już nic więcej, niż tylko wystawić "The Wickeds" ocenę adekwatną do jego zawartości.

Ocena: 1+/6

Autor: Embalmer