Recenzja horroru

Untold Story, The
Tytuł oryginalny:
Ba Xian Fan Dian Zhi Ren Rou Cha Shao Bao
Reżyseria:
Danny Lee, Herman Yau
Scenariusz:
Law Kam Fai
Obsada:
Anthony Wong, Julie Lee, Parkman Wong, Danny Lee
Kraj:
Hong Kong
Rok produkcji:
1992
Czas trwania:
96 minut






W 1978 roku w Hong Kongu doszło do makabrycznej zbrodni. Osiem lat później, na plaży w Macao dwójka bawiących się dzieci odnajduje odcięte ręce zawinięte w reklamówkę. Śledztwo prowadzi grupa wyznaczonych do tego zadania gliniarzy, a głównym podejrzanym w tej sprawie staje się niejaki Wong Chi Hang (Anthony Wong), nowy właściciel popularnej wśród mieszkańców Macao restauracji, której specjalnością są pyszne bułeczki nadziewane wieprzowiną. Tymczasem śledztwo wykazuje, że ucięte ręce należą do zaginionej matki poprzedniego właściciela owej restauracji, a on sam także zniknął wraz ze swoją żoną i sześciorgiem dzieci. Również członkowie obsługi restauracji zaczynają ginąć w tajemniczy sposób, a sam Wong usiłuje zbiec do Chin. Zostaje jednak aresztowany przez policję, która torturami próbuje zmusić go do przyznania się do winy.
W zasadzie już od pierwszych minut filmu wiemy, że to Wong jest odpowiedzialny za liczne oszustwa i zbrodnie. Nie mamy jednak bladego pojęcia o tym, co się stało z poprzednim właścicielem restauracji i jego najbliższymi. Potworna tajemnica Wonga zostaje ujawniona w finale i jest autentycznie szokująca.
Uważam siebie za osobę dość wytrzymałą, jeżeli chodzi o naprawdę ekstremalny horror. Widziałem dziesiątki tego typu obrazów, ale nie byłem tak do końca przygotowany na zmierzenie się z niniejszym filmem. Owszem, "Bunman: The Untold Story" jest horrorem wyjątkowo brutalnym i okrutnym, ale jego psychologiczny wydźwięk wydaje się być gorszy niż liczne sceny krwawej rzezi. W dużej mierze ma na to wpływ niesamowita kreacja Anthony'ego Wonga jako bezlitosnego, wręcz odrażającego mordercy. Postać przez niego odtwarzana jest przerażająco realistyczna - Wong Chi Hang jest człowiekiem złym do szpiku kości, potworem pozbawionym wszelkich norm moralnych. Anthony Wong wydaje się być perfekcyjnym odtwórcą ról wszelkiej maści zwyrodnialców - wcielił się zresztą w podobne charaktery w takich horrorach jak "Love to Kill" (1993) czy "Ebola Syndrome" (1996).
"Bunman: The Untold Story" jest horrorem wyjątkowo ponurym i złowieszczym w swojej wymowie. Co prawda, znalazło się w nim miejsce na pewne elementy czarnego humoru, ale są one, w moim mniemaniu, zupełnie niepotrzebne, bowiem psują i tak już dołujący klimat filmu. "Bunman" obfituje również w wyjątkowo okrutne sceny przemocy, które po prostu miażdżą. Szczególnie zapada w pamięć długa sekwencja końcowa, w której widzimy, jak Wong bestialsko morduje tasakiem po kolei ojca, matkę i ich sześcioro skrajnie przerażonych dzieci. Zdaje sobie sprawę, że horrory z Hong Kongu nie należą do najbardziej subtelnych (np.: "Man Behind the Sun"), ale zabijanie dzieci na filmowym ekranie stanowi przykład złamania pewnego obyczajowego tabu i naprawdę niewielu filmowców jest zdolnych do przekroczenia tej granicy. Również koszmarna scena gwałtu i morderstwa dokonanego na młodej dziewczynie przy użyciu pałeczek do ryżu spowoduje u wielu co wrażliwszych widzów odruch wymiotny.
Mimo wszystko, nie uważam ażeby "Bunman:The Untold Story" powstał tylko i wyłącznie w celu szokowania. Film jest bowiem niezwykle wciągającym i mrożącym krew w żyłach portretem amoralnego mordercy, który żywo przypomina mi głośny "Henry: Portrait of a Serial Killer" (1986) Johna McNaughtona. Stanowi również bezlitosny atak na zmysły widza i swoisty test jego wytrzymałości na ukazywanie przemocy na ekranie.
Bezwzględnie polecam ten szokujący horror wszystkim zwolennikom kina eksploatacji, natomiast fani bardziej atmosferycznej odmiany horroru powinni go oglądać tylko na własną odpowiedzialność.