Recenzja horroru

Horror Strangler of Blackmoor Castle, The

Strangler of Blackmoor Castle, The

Tytuł oryginalny:

Der Würger von Schloss Blackmoor

Reżyseria:

Harald Reinl

Scenariusz:

Ladislas Fodor, Gustav Kampendonk

Obsada:

Karin Dor, Harry Riebauer, Rudolf Fernau, Hans Nielsen, Dieter Eppler

Kraj:

Niemcy

Rok produkcji:

1963

Czas trwania:

87 min.

Pogrążony w deszczu, spowity całunem mgły Londyn i jego okolice. Mroczne zamczyska, ponure, pełne złowrogich cieni zaułki i inspektorzy Scotland Yardu przemierzający je z nadzieją odnalezienia nieuchwytnego mordercy. Cudowny schemat łączący w sobie najwspanialsze atrybuty filmów noir i gotyckich horrorów, objawił się światu w 1959 roku za sprawą wytwórni Rialto Film i obrazu "Der Frosch mit der Maske". Przez następne 13 lat niemieccy filmowcy, świadomi odkrycia żyły złota, uczynili z uliczek Berlina deszczową stolicę Wielkiej Brytanii, gdzie osadzali znaczną liczbę fabuł. Opierając się w większości projektów na twórczości Edgara Wallace i jego syna Bryana, do 1972 roku wypuścili całe tuziny mrocznych kryminałów, ochrzczonych terminem "krimi". Czarnobiałe historie o zamaskowanych zabójcach, niekiedy w czarnych, skórzanych rękawiczkach, wykazują pewne podobieństwo do włoskich giallo, jednak krimi skupiają się bardziej na pracy policji i detektywów. Nie ulega natomiast wątpliwości, że niemiecki nurt odcisnął swe piętno na sugestywnych, atrakcyjnych wizualnie giallo do tego stopnia, że można zaryzykować stwierdzeniem, iż w nie ewoluował. Potwierdza to choćby fakt, iż przy trzech pierwszych filmach Argento pracował Bryan Edgar Wallace.

W przypadku "The Strangler of Blackmoor Castle" również mamy do czynienia z twórczością Bryana i to w najlepszym wydaniu. Cudownie sfotografowana przez Ernesta W. Kalinke (autora zdjęć do "Creature with the Blue Hand") fabuła, opowiada historię Luciusa Clarka, sędziwego staruszka żyjącego w zamku Blackmoor. Położonej koło rozległych bagien, koszmarnej budowli, godnej najlepszych horrorów Cormana, bądź rezydencji ze złowieszczego "Dementia 13", towarzyszy gęsta jak zsiadłe mleko mgła, sprzyjająca zamaskowanej postaci kierującej się do salonu Luciusa. Zaskoczony rezydent zamku zostaje oskarżony przez tajemniczego gościa o kradzież drogocennych diamentów. Clark nie zamierza wyjawić miejsca ukrycia swego nowego skarbu. Sprowadza tym samym terror na okolicę, po której zaczyna grasować zamaskowany zabójca duszący i dekapitujący swe ofiary.

Reżyserii tego uroczo mrocznego krimi podjął się urodzony w obecnej Austrii, zasztyletowany w 1986 roku w Hiszpanii przez swoją drugą żonę, Harald Reinl. Jeden z najbardziej znanych reżyserów niemieckich lat 60-tych i 70-tych. Twórca horrorów, thrillerów i przede wszystkim westernów, które przyniosły mu prawdziwie światowy rozgłos. Dzielnego Winnetou, zalewającego ostatnio sklepowe regały z DVD, nie muszę chyba nikomu przedstawiać. W 1970 Reinl został nominowany do Oscara za dokument "Chariots of the Gods", jednak największy podziw należy mu się za te wszystkie wspaniałe krimi jakie wyszły spod jego ręki. W końcu to on był reżyserem wspomnianego wyżej "Der Frosch mit der Maske" ("Face of the Frog"), powodując lawinę posępnych kryminałów, z których większość ocierała się o horror. "The Strangler of Blackmoor Castle" jest tego najlepszym przykładem. Charakterystyczna dla filmu noir gra światła i cienia, niepokojąca tajemnica i specyficzne postaci, w które wcielili się wypróbowani w tym podgatunku aktorzy. Karin Dor, pierwsza żona Reinla, znana z "The Carpet of Horror" czy też Harry Riebauer, pamiętany z innego genialnego krimi "The Mad Executioners".

To właśnie z wzorcowego noir pochodzi postać niezłomnego inspektora Scotland Yardu odzianego w długi płaszcz, w którego wcielił się Harry Riebauer. Nie przyjdzie mu jednak walczyć z bezwzględnymi gangsterami bądź majętnym dżentelmenem, ale z seryjnym mordercą zdolnym do najokrutniejszych czynów. Zaświadcza o tym niezwykła scena dekapitacji na pogrążonym w mroku moście. Nie uświadczymy też typowej famme fatale. Inspektora Mitchella interesuje przede wszystkim rozwikłanie zagadki, co popycha akcję do przodu nadając jej znakomite tempo potęgujące suspens i mnożące zagadki. W połączeniu ze scenerią zamkowego wnętrza i otaczającego go lasu, sfilmowanego wedle prawideł noir, otrzymujemy unikalny i stylowy obraz, oferujący znacznie więcej niż zwykły kryminał. To "czarny film grozy" przykuwający uwagę intrygą i wizualnym pięknem, z finałem, którego zdjęcia zasługują na oklaski.

Wspaniałej czołówce jawiącej się jako ciemne napisy na tle straszliwej warowni otoczonej gęstwiną wypłowiałej bieli, towarzyszą elektroniczne dźwięki skomponowane przez Oskara Sala, przywodzące na myśl utwory Gino Marinuzzi do "Planet of the Vampires". Fantastyczne kompozycje stworzone przez niemieckiego wirtuoza towarzyszą wszystkim zasługującym na oprawę muzyczną sekwencją, co dodatkowo podsyca atmosferę grozy i niesamowitości. Muzyka łączy się z grą światła i cienia, lecz jest na tyle atrakcyjna, iż może istnieć również poza kadrem. Soundtrack z tego filmu to z pewnością nie lada rarytas, podobnie jak sam film, który polecam miłośnikom nastrojowej grozy, w szczególności giallo. Prawdziwy klasyk, esencja krimi łącząca zawiłość kryminalnej intrygi z upiornym pięknem gotyckiej grozy.

Ocena: 5-/6

Autor: Lobo