Recenzja horroru

Horror Strangers, The

Strangers, The (Nieznajomi)

Tytuł oryginalny:

Strangers, The

Reżyseria:

Bryan Bertino

Scenariusz:

Bryan Bertino

Obsada:

Liv Tyler, Scott Speedman, Gemma Ward, Kip Weeks, Laura Margolis

Kraj:

USA

Rok produkcji:

2008

Czas trwania:

85 minut

"Dlaczego nam to robicie"?

"Ponieważ byliście w domu."

Strach przed domową inwazją stanowi jeden z najsilniej zakorzenionych, namacalnych ludzkich lęków. Dlaczego zakładamy coraz to droższe zamki w drzwiach, coraz bardziej nowoczesne alarmy? Dlaczego tak starannie ryglujemy drzwi do naszej ostoi prywatności, kiedy nadchodzi ciemność? Media jeszcze bardziej potęgują ów strach nieustannie zalewając nas nieskończonym potokiem informacji o gwałtach i brutalnych morderstwach dokonywanych w zaciszu domowego ogniska. Jak zareagujemy, kiedy ktoś obcy obudzi nas pukaniem? Nieznajomy o morderczych zamiarach... Bryan Bertino wyjaśnia ideę scenariusza "The Strangers" w następujący sposób: "W wieku 11 lat czytałem ‘Helter Skelter’. Wtedy po raz pierwszy zafascynował mnie pomysł dotyczący obcych, przechodzących przez dom. Mieszkałem w wyludnionym rejonie Teksasu, gdzie mogłeś krzyczeć w środku nocy i nikt by cię nie usłyszał". Odniesienia do serii morderstw dokonanej przez członków sekty Charlesa Mansona nasuwają się same. Trudno również nie doszukać się podobieństw "The Strangers" do austriackiego "Funny Games" (1997), w którym dwóch młodych zwyrodnialców w białych rękawiczkach pastwi się dla zabawy nad zamożną rodziną. Natomiast Haneke mógł się poniekąd inspirować genialnym horrorem Geralda Kargla "Fear" (1983) traktującym o okrutnej masowej zbrodni dokonanej w opustoszałej willi. Ale na tym podobieństwa się nie kończą: "The Strangers" przypomina jeszcze "Vacancy" (2006) Nimroda Antala i świetny francuski "Them" (2006) – w tym drugim przypadku pojawiły się wręcz zarzuty o kopiowanie, ale szybko zostały rozwiane, gdyż scenariusz Bertino powstał dwa lata wcześniej.

Związek Kristen (Liv Tyler) i Jamesa (Scott Speedman) zmierza powoli ku końcowi. Zanika gdzieś czułość i oddanie. Wygląda na to, iż wspólny czas w położonym na uboczu domu rodziców mężczyzny upłynie w atmosferze wzajemnego niepokoju... Przyprawiona łzami próba aktu seksualnego zostaje przerwana donośnym pukaniem do drzwi. Twarz dziewczyny ukryta w cieniu. Pytanie: ‘Czy Tamara jest w domu?’. Przecież nikt o takim imieniu tutaj nie mieszka. Blondynka powoli odchodzi w mrok zapewniając, że wróci później. James pozostawia Kristen samą jadąc do sklepu po papierosy. Co rusz słychać niepokojące skrobania, stukoty, kroki... Ktoś na zewnątrz zaczyna upiorną zabawę... Kristen stopniowo dławi strach... Nie uspokaja jej nawet przyjazd chłopaka, który wątpi w opowiadaną przez nią historię. James szybko przekona się, iż grozi im obojgu śmiertelne niebezpieczeństwo...

Uff, znowu horror spod znaku home invasion. Ostatnio utopił mnie w fontannach arteryjnej krwi francuski "Inside", który wysoko podniósł poprzeczkę, jeśli chodzi o intensywność przekazu. "The Strangers" nie dorównuje pod tym względem oszałamiająco krwawemu dziełu dwójki wielbicieli giallo, ale też debiutujący Bryan Bertino podchodzi do materii horroru w odmienny sposób. Przede wszystkim nie eksponuje scen krwawych i okrutnych koncentrując się na stopniowym budowaniu suspensu poprzez narastanie nastroju osaczenia, operowanie cieniami, w których kryją się twarze schowane za maskami. A maski są iście przerażające – podszewka poduszki z rozrysowanymi na niej elementami twarzy tj. usta, nos i oczy oraz dwa zimne, plastikowe oblicza lalek. Trio nieznajomych nie przebiera w środkach, by przerazić Kristen i Jamesa nie na żarty: w grę wchodzi przecinanie linii telefonicznej, zdemolowanie samochodu, rozwalanie drzwi siekierą czy zabawa w chowanego w pogrążonym w mroku lesie. W tym miejscu pragnę moich czytelników uprzedzić: "The Strangers" żeruje na ogranych schematach kina grozy, trawi je i wypluwa, aczkolwiek czyni to w nad wyraz efektowny i umiejętny sposób. Szkoda tylko, iż logika zachowań głównych bohaterów w paru sytuacjach daje się łatwo zakwestionować, a niektóre z trzymających w napięciu scen kończą się kiepskim payoffem. Atutami filmu są na pewno wiarygodna gra aktorska pozwalająca widzowi na kibicowanie terroryzowanej parze, niezła ścieżka dźwiękowa (Tomandandy) i wspaniałe zdjęcia Petera Sovy. Naturalnie nie mogło się obyć bez nawiązania do "Halloween" Johna Carpentera – biała maska w gęstniejącej ciemności pomieszczenia natychmiast budzi wspomnienia... Zreszta Bertino bierze przykład z Cieśli w fotografowaniu pojawiających się / znikających kształtów (twarzy) i jednocześnie stara się być bardziej metodyczny w operowaniu efektami dźwiękowymi (największą grozę wzbudzają sekwencje pozbawione dialogów i muzyki).

Najbardziej jeży włosy na głowie brak motywacji w postępowaniu trójki zamaskowanych obcych. Ofiary po prostu nie miały szczęścia – znalazły się w złym miejscu o złym czasie. Nie zdziwiło mnie więc brzydkie, nihilistyczne zakończenie, do którego nieuchronnie rwała akcja filmu. Wydaje mi się, iż "The Strangers" najlepiej wypadnie w zaciszu domowym – z dala od sali kinowej po brzegi wypełnionej hałaśliwymi nastolatkami ustawicznie sprawdzającymi telefony. Zatem jeśli kiedykolwiek w późnych nocnych wasz sen pryśnie jak bańka mydlana na skutek doniosłego pukania do drzwi nie ważcie się ich otwierać... pod żadnym pozorem...

Ocena: 4/6

Autor: Embalmer