Recenzja horroru

Stendhal Syndrome, The (Syndrom Stendhala)
Tytuł oryginalny:
La Sindrome di Stendhal
Reżyseria:
Scenariusz:
Obsada:
Asia Argento, Thomas Kretschmann, Marco Leonardi, Luigi Diberti, Julien Lambroschini
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1996
Czas trwania:
120 min.






Syndrom Stendhala to głębokie przeżycie na widok obrazu, który potrafi wręcz "wchłonąć" osobę, która go podziwia. Asia Argento doświadcza owego niesamowitego uczucia w filmie swego ojca, Dario Argento, wielokrotnie. Daje się całkowicie porwać artystycznej wizji i zatracić w jej kolorach, w stanie mogącym być zdefiniowanym jedynie słowami samego Stendhala. "Moje przeżycie jest tak głębokie, że aż graniczy z bólem, przenika do głębi mej duszy, obym tylko mógł o tym zapomnieć".
Anna Manni jest członkiem sekcji do zwalczania przemocy, która od dłuższego czasu ściga sprawcę trzech brutalnych mordów dokonanych na terenie Rzymu. Gdy psychopata ostatnią zbrodnię popełnia we Florencji, Anna zostaje wysłana tam by wybadać szczegóły i zebrać informacje przydatne w śledztwie. Niewinnie wyglądające zadanie szybko przeradza się w koszmar trwale odmieniający psychikę bohaterki.
Motyw malarstwa pojawiał się już u włoskiego mistrza wcześniej i to w niebywałych formach. Wtajemniczeni pamiętają zapewne szalonego artystę zjadającego własne koty w "Bird with a Crystal Plumage" czy też niepokojący obrazek namalowany dziecięcą rączką w "Głębokiej czerwieni". W tym samym filmie, apartament zaszlachtowanego tasakiem medium, przystrajają nad wyraz złowieszcze płótna, które w odpowiedniej chwili bezbłędnie odegrają swą rolę, a w "Suspirii" ściany jednego z pomieszczeń szkoły baletowej zdobią nietypowe malunki, zatracające wszystko ze swej niewinności, gdy przerażająca prawda o uczelni wyjdzie na jaw. W "Syndromie Stendhala" malarstwo nabiera zupełnie odmiennego wyrazu, przestaje być wyłącznie pośrednim lub bezpośrednim kluczem do rozwiązania zagadki. Staje się tłem dla całej opowieści, totalnie ją przesiąka, aż w końcu dotrze do nas, iż wszystkie kadry jakie ukazały się naszym oczom to niezwykle koszmarne malowidło, perfekcyjnie zmieniające swą tonację w zależności od stanu psychicznego bohaterki.
Na początku Anna Manni przeżywa absolutny terror graniczący z obłędem, zatraca swą tożsamość oraz zdolność jasnego rozumowania. Aby pogłębić uczucie bezradności i wstrząsnąć nami do głębi, Argento serwuje wyjątkowo mroczny, wręcz oniryczny wstęp do dalszych wydarzeń. Wszystko jest wyblakłe, posępne, nieciekawe, jedynie krótki rzut oka przez okna galerii na panoramę Florencji pozwala wierzyć, iż nadal jesteśmy na Ziemi, a nie na dnie wyschniętego ze wszelkich niespodzianek piekła, gdzie pozostała tylko czysta niegodziwość w osobie ściganego mordercy. W ponurym pokoju Anny pojawia się on nagle, z żyletką obracaną na języku (ta sekwencja wciska w fotel) i żarzącym się w oczach szaleństwem. Gwałt, krew na ustach, po czym morderstwo dokonane na innej kobiecie i nagle wszystko wraca do normy, Argento budzi nas z koszmaru, tak jakby słyszał, że krzyczymy przez sen. Jednakże nie śpieszy się z wyjaśnieniami, nie podaje ich na tacy jak czyni to większość reżyserów, maluje swój "obraz" dalej, a my mamy myśleć i sprawnie go interpretować.
To traumatyczne przeżycie sprawia, iż Anna się zmienia i to w sposób niebywały. Nie załamuje się, wręcz przeciwnie, widzimy w jej oczach podobny błysk co u bohaterek "Kalibru 45" czy " I Spit On Your Grave", z tą tylko różnicą, że przypadek Anny jest o wiele bardziej skomplikowany. Mężnieje, zbroi się w wytrwałość lecz po tym pancerzem nadal istnieje dziewczyna, która pragnie przytulić się do ojca i pożartować z braćmi. W tym celu opuszcza Rzym i udaje się do rodzinnego Viterbo, gdzie chłodno przyjęta przez najbliższych, postanawia oddać się malarstwu. Wizje jakie przelewa na płótna (zamarłe w krzyku groteskowe twarze) interpretować można dwojako. Wołanie o pomoc delikatnej istoty pozostawionej samej sobie lub też cicha prośba do mordercy by nie dręczył jej dłużej i zakończył koszmar. Życzenie się spełnia, terror trwa nadal, przez co fabuła wciąga bez reszty owijając widza kokonem niepokoju. Argento potęguje duszny klimat, sprawiając, że "Syndrom Stendhala" awansuje do miana jednego z jego najmroczniejszych filmów. Sceny wieńczące pobyt Anny w Viterbo perfekcyjnie to potwierdzają. Brudna nora narkomanów przyozdobiona wulgarnymi graffiti i pojedynek pomiędzy główną bohaterką a mordercą, jaki rozegra się w jej wnętrzu, absolutnie miażdżą. Asia Argento podobnie jak Camille Keaton w "I Spit On Your Grave" udowadnia, iż kobieta silną jest, ukazując przy tym bogaty wachlarz aktorskich możliwości.
Niestety kolejne traumatyczne doświadczenie i kolejna zmiana w postrzeganiu świata przez Annę oddala ją od rzeczywistości, co po raz trzeci zmienia tonację utworu. Napięcie pozostaje choć pulsuje o wiele wolniej niż na początku, fabuła wierci w głowie i kona z tęsknoty za wyjaśnieniem, jednakże wraz z opuszczeniem Viterbo, opuszcza nas również niepokój towarzyszący podczas pierwszych dziewięćdziesięciu minut seansu. Złowieszcza atmosfera przygasa, a Asia w blond peruce nie wygląda już tak wspaniale jak w tych krótko ściętych, kruczoczarnych włosach.
Ci którzy stracili wiarę w Dario Argento po obejrzeniu wcześniejszej o trzy lata "Traumy", z pewnością znów ją odzyskają. "Syndrom Stendhala", cudownie zilustrowany muzyką Ennio Morricone, z powodzeniem można nazwać dziełem udanym, które przypomni się zawsze gdy staniemy naprzeciw jakiegoś obrazu i spróbujemy dojrzeć w nim to co widział tworzący go artysta.