Recenzja horroru

Shaman, The (Czarownik)
Tytuł oryginalny:
Shaman, The
Reżyseria:
Michael Yakub
Scenariusz:
Michael Yakub, Richard Yakub
Obsada:
Eivind Harum, Michael Confronti, James Farkas, Michelle Kronin, Mike Hodge
Kraj:
USA, Kanada
Rok produkcji:
1987
Czas trwania:
85 minut
"A teraz wszystkie moje plany wydadzą owoce" powiada posępnym tonem wysoki szaman szukający sukcesora. Od razu widać, że z niego niezły przyjemniaczek, bo nosi czarny płaszcz, dzierży gałąź drzewa i łazi po jesienno-zimowym lesie. Natyka się na niego para więźniów zbiegła nie wiadomo skąd. Grubas ma na łysej łepetynie czapkę, potem widzimy jego przyjaciela w identycznym nakryciu głowy. Czarownik podrzyna łysolowi gardło i zatapia nóż w piersi jego kompana. Wow! Pierwsze 5 minut zapowiada slasher, ale nie dajmy się oszukać. W trakcie poszukiwań szaman używa swych mocy na Jacku czyniąc z niego posłusznego automatona. Czy przyjaciel Jacka, Paul, w porę pomoże nieszczęśnikowi? Z Jacka stuprocentowy kretyn: zamiast pofiglować niewinnie z żonką woli zapamiętale pracować na komputerze ("Ja chcę do czegoś dojść!"). Potem ma miejsce ‘apokalipsa’: bijatyka na pięści, podcinanie gardła listonoszowi, pchanie kobiet, okrwawione ręczniki oraz latanie od budynku do budynku z dzikim wrzaskiem. Istna orgia zniszczenia i tłuczenia Bogu ducha winnych przedmiotów. Aby jednak dotrwać do histerycznego finału trzeba przebrnąć przez lepkie bagno potwornej nudy. Aha, moi drodzy, byłbym zapomniał: mamy jeszcze bzdurny wątek dwójki czarnych dzieci szukających zaginionego psa, których rodzice zostają otumanieni mocami szamana.
Za tak piramidalne bzdury jak "Czarownik" powinno się wieszać za jaja albo jeszcze lepiej: topić we wrzącej smole. "The Shaman" składa się z niewiarygodnie statycznych kwestii dialogowych wypowiadanych z werwą kawałka drewna przez absolutne aktorskie beztalencia, bezsensownie posklejanych w całość i w zasadzie z niczego więcej. Zero gore. Zero nagości. Zero akcji. Monstrualna góra niczego. Dłubanie w nosie jest bardziej zajmującym zajęciem od niecnych zmagań z "Czarownikiem". Michael Yakub lepi śmierdzący monument z ekskrementu obficie zroszony skrajnym idiotyzmem. Żenujący soundrack nagrany zapewne na sprzęcie Casio kaleczy uszy soniczną miernotą, a nonsens goni nonsens i nonsensem bije po tyłku.
Apatia. Wszechogarniające zmęczenie. Nerwowe zgrzytanie zębami. Katatonia. Nocne moczenie się. Wypalenie zwojów mózgowych. Skutki wizualnego obcowania z "Szamanem" są nie do opisania, także masochiści – do boju! Niech was opęta zbawcza moc czarodzieja!