Recenzja horroru

Horror Seventh Grave, The

Seventh Grave, The

Tytuł oryginalny:

La Settima Tomba

Reżyseria:

Garibaldi Serra Caracciolo

Scenariusz:

Garibaldi Serra Caracciolo

Obsada:

John Anderson, Nando Angelini, Edward Barret, Gianni Dei, Germaine Gesny

Kraj:

Włochy

Rok produkcji:

1965

Czas trwania:

73 minuty

Horror La Settima Tomba - zdjęcie 1Horror La Settima Tomba - zdjęcie 2Horror La Settima Tomba - zdjęcie 3Horror La Settima Tomba - zdjęcie 4

Wybudowany w 1470 roku i otoczony malowniczym parkiem zamek Balsorano znajdujący się we włoskiej Abruzji stał się jednym z najczęściej używanych filmowych plenerów w dobie narodzin i rozkwitu gotyckiego Italo-horroru. To w jego komnatach Massimo Pupillo nakręcił "The Bloody Pit of Horror" (1965); zamek stał się także areną diabelsko-erotycznych igraszek w "The Reincarnation of Isabel" (1973) Renato Polselli’ego. W budowli urzędował także Christopher Lee w "Crypt of the Vampire" (1964) Camillo Mastrocinque, a ponętna Rosalba Neri zażywała w nim kąpieli w krwi utoczonej z dziewic w "The Devil’s Wedding Night" (1973) Luigi Batzelli. Włoscy reżyserzy mający romans z twardym porno również upodobali sobie zamek Balsorano. Chodzi mi tutaj o takich filmowców jak Roberto Bianchi Montero ("Erotic Flash" z 1981 roku), Joe D’Amato i Franco Lo Cascio. Na tym wszak nie koniec... Balsorano udawał "Starą Szkocję" w kompletnie zapomnianym kawałku telewizyjnej gotyckiej grozy "La Settima Tomba" (1965) Garibaldi Serra Caracciolo.

Trójka amerykańskich obieżyświatów (bracia Robert i Fred oraz kochanica Roberta, Mary) zabiera ze szkockiej gospody barmankę i udaje się do zamku krewnych Norlis w celu usłyszenia testamentu Mości Reginalda. Prowadzący tajemne eksperymenty laboratoryjne Sir Reginald wyzionął ducha trzy lata temu. Podobno przed zejściem z tego świata zdołał ukryć gdzieś skarb. Przed otwarciem testamentu i po zapoznaniu się z obecnymi na zamku krewnymi amerykańskie trio postanawia urządzić seans spirytystyczny, aby z zaświatów przywołać ducha Sir Reginalda. Zła decyzja, gdyż tajemniczy osobnik w pelerynie i kapeluszu zaczyna zabijać. Czy jest nim przywołany zza grobu szalony naukowiec, którego ciało zniknęło z rodzinnej krypty czy może zbiegły ze szpitala psychiatrycznego zdeformowany asystent Sir Reginalda Dr. Quick? Zgadnijcie!

Nie wiem kim był Garibaldi Serra Caracciolo, a szukałem o nim informacji w przepastnych odmętach internetowego śmietnika. "La Settima Tomba" okazał się być jego jedynym zrealizowanym filmem. Może to i dobrze, bo powodu do dumy na pewno mu nie przyniósł. Z siódmego grobu zieje po prostu nudą i amatorszczyzną, a nie trupią stęchlizną. Jedyną twarzą spośród obsady o śmiesznych brytyjskich aliasach, którą wnet rozpoznałem był młodziutki Gianni Dei – tak, tak, to właśnie ten zażywający kokainy dekadent seksualny z perwersyjnego "Giallo a Venezia" (1979) oraz przykuty do łóżka rozpustnik ze zdolnościami telekinetycznymi z niemniej perwersyjnego "Patrick Still Lives" (1980). Mario Landi i Gabriele Crisanti bardzo go hołubili!

"The Seventh Grave" da się obejrzeć, ale chyba jedynie najbardziej gorliwi wyznawcy włoskiego horroru po niego sięgną. Być może z czystej ciekawości, z chęci powiedzenia sobie ‘widziałem film zapomniany, egzystujący pod zwałami gleby filmowego cmentarzyska, pomijany bądź traktowany po macoszemu w rozmaitych kompendiach Italohorroru’. Szczypty atmosfery i uroku dodaje "The Seventh Grave" usytuowanie akcji filmu na zamku Balsorano, tudzież niezła ścieżka dźwiękowa. Kopia, którą miałem okazję obejrzeć pochodziła z późno nocnego seansu włoskiej telewizji Tele Antenna i w rzeczy samej była jakościowo tragiczna – obraz bywał albo zbyt ciemny albo za jasny. Sfilmowany w ekspresjonistycznej czarno-bieli "La Settima Tomba" co prawda prezentuje elementy gotyckiej grozy: mamy zamczysko, tajemne przejścia, seans spirytystyczny, kandelabry, rodzinne grobowce, śmierć przez powieszenie, szalonego lekarza pracującego nad regeneracją ludzkich komórek, lecz cóż z tego, jeśli owa gotycka otoczka nie wywołuje żadnych emocji, a usypia, nudzi, rozczarowuje. Przyczynia się do tego amatorska reżyseria, przewidywalny scenariusz oraz apatia wykonania. Obok "Katarsis" (1963) Giuseppe Veggezzi’ego chyba najgorszy włoski gotycki horror lat 60-tych. Nie doczekał się nigdy wydania VHS, nie doczeka się zapewne debiutu na DVD, bo któż o takich filmach pamięta?

Ocena: 2+/6

Autor: Embalmer