Recenzja horroru

Prey, The
Tytuł oryginalny:
Prey, The
Reżyseria:
Edwin Brown
Scenariusz:
Edwin Brown, Summer Brown
Obsada:
Debbie Thureson, Steve Bond, Lori Lethin, Robert Wald, Gayle Gannes, Carel Struycken
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1984
Czas trwania:
80/96 minut






Rok 1948. Morze płomieni zalewa las Keen Wild w takt ‘Rytuałów Wiosny’ Stravinskiego, gryzący dym przesłania dotąd nieskazitelny błękit nieboskłonu, gdzieniegdzie słychać paniczne krzyki palonych żywcem włóczęgów... Mijają 32 lata od tej straszliwej tragedii. Para w średnim wieku rozbija się w leśnych ostępach. Mary Sylvester (Connie Hunter) oddala się na moment od rąbiącego drwa siekierą męża, Franka (Ted Hayden). Piesza wycieczka nad jezioro zamienia się w koszmar, gdy kobieta słyszy mrożący krew w żyłach wrzask swojego towarzysza. Na miejscu zbrodni odnajduje jego stygnące, pozbawione głowy zwłoki... krew bluzga strumieniem z kikuta szyi... Szóstka napalonych, palących skręty obozowiczów udaje się vanem w głąb puszczy, aby zaczerpnąć nieco wakacyjnego oddechu. W trakcie postoju wita ich strażnik parku Mark O’Brien (Jackson Bostwick), który w wolnym czasie uwielbia opowiadać czerstwe dowcipy młodym jeleniom i pogrywać sobie wesolutko na ukelele (czyżby mrugnięcie reżyserskim okiem w kierunku "Deliverance"?) Jego partnera gra grubiutki Jackie Coogan, pamiętny wujek Fester z serialowej "Rodziny Addamsów", prowadzący z Markiem namiętne dysputy o kanapkach z serem śmietankowym i ogórkiem.
Ogromny sukces komercyjny "Friday the 13th" Seana S. Cunninghama przyczynił się do wysypu niskobudżetowych filmów typu slasher, których akcja toczyła się w leśnej głuszy. Warto wymienić chociażby "The Burning", "Just Before Dawn", "Don’t Go in the Woods", "The Final Terror", tudzież opisywany tutaj "The Prey", który na skutek negatywnej nagonki medialnej na sub-gatunek popadł w zapomnienie przysypany ziemią video cmentarzyska. Po sieci krążą niepotwierdzone plotki o istnieniu nieocenzurowanej wersji na australijskim wydaniu VHS, lecz nie miałem okazji tych informacji stosownie zweryfikować. Reżyserskie resume Edwina Scotta Browna obejmuje wyłącznie filmy porno ("China Girl", "Naughty Girls Need Love Too"), co wyraźnie pokazuje, iż jego jednorazowa wycieczka w kierunku horroru była na wskroś niezdarną próbą zdyskontowania finansowego sukcesu "Piątku trzynastego" (choć podobno film niniejszy nakręcono już w 1978 roku)
Najczęstszym zarzutem podnoszonym w kierunku "The Prey" jest nadmierne przesycenie filmu wieloma ujęciami budzącej się do życia flory i fauny, które bywa męczące i znacznie spowalnia tempo akcji. Widzimy wijące się krocionogi, szybujące jastrzębie, żwawe górskie potoki z krystalicznie czystą wodą, majestatyczne przełęcze, żaby, pająki, niedźwiedzie, węże pożerające myszy itd. Do przepastnego świata Matki Natury wkracza człowiek: banda wrzaskliwych, irytujących nastolatków puszczająca głośno muzykę i co rusz zadzierająca z przyrodą. A góry nie znają litości... Wnet pojawi się żądny krwi drapieżca, który unurza swe dłonie we krwi intruzów. Zdeformowany wysłannik biosfery. Bezwłosa ofiara tragicznego pożaru sprzed lat zamieszkująca w jaskini. Subiektywna kamera i bicie jego serca towarzyszy mu przy polowaniu na ludzi. Carel Struycken, późniejszy Lurch z "Rodziny Addamsów". Jedną z dziewcząt dusi śpiworem, innemu obozowiczowi rozrywa gardło przy użyciu dłoni. Do krwawej galerii morderstw z "The Prey" należy dodać jeszcze ukręcanie głowy, upadek ze skały po obcięciu liny do wspinaczki, zmiażdżenie krtani, dekapitację siekierą i uderzenie delikatną niewieścią twarzą o drzewo. W międzyczasie strażnik parku gra pięciominutowe solo na ukelele (odmiana gitary o niewielkich rozmiarach i czterech strunach, zwykle używana jako instrument akompaniujący) i opowiada dowcip o szerokoustej żabie jeleniowi, którego pieszczotliwie karmi.
Wątpliwy zaszczyt zmierzenia się ze zdeformowanym człowiekiem gór przypada Nancy (Debbie Thureson). Aby oddalić się od mordercy dziewczyna cofa się do tyłu imitując słynny moonwalk Michaela Jacksona. Histeryczny rechot zamarł mi na ustach w trakcie finalnego ujęcia interpretowanego przez dochodzące z otchłani groty dźwięki. Bezmiar wiecznego lasu pochłania żałosny płacz niemowlęcia, który unosi się echem nad skupiskiem mrocznych drzew.
Konkludując, "The Prey" to nudny i anemiczny backwoods slasher, w którym za efekty make-up odpowiada późniejszy reżyser "Friday the 13th 7: The New Blood" John Carl Buechler. Nie ma w nim ani krztyny suspensu zastąpionego przez pałętające się po lesie insekty i zwierzaki.
Niedawno miałem okazję obejrzeć wersję uncut "The Prey" na japońskim VHS-ie, która trwa 96 minut zamiast 80-ciu. Z amerykańskiej wersji kasetowej wycięto przede wszystkim bardzo długi, opowiadany przy ognisku flashback z obozowiska cygańskiej społeczności dotyczący historii tragicznego pożaru. Odnajdziemy w nim aż trzy sceny erotyczne, w których zagrały gwiazdeczki porno lat 80-tych. Zatem wersja nieocenzurowana nie jest mitem.