Recenzja horroru

Perfume of the Lady in Black, The
Tytuł oryginalny:
Il Profumo Della Signora in Nero
Reżyseria:
Francesco Barilli
Scenariusz:
Francesco Barilli
Obsada:
Mimsy Farmer, Maurizio Bongula, Mario Scaccia, Donna Jordan, Orazio Orlando
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1974
Czas trwania:
101 minut





Silvia z zawodu jest naukowcem. Od niespełna czterech miesięcy spotyka się z przystojnym Roberto, ale ich związek przeżywa trudne chwile. Mężczyzna nie może pogodzić się z faktem, że Silvia poświęca więcej czasu pracy, a nie jemu. Pewnego dnia, przebywając wspólnie na przyjęciu zorganizowanym przez czarnoskórego profesora oboje przysłuchują się z uwagą jego opowieści na temat rytuałów voodoo oraz złowieszczych ceremonii składania ofiar z ludzi przez afrykańskie plemiona. Dyskusja pobudza kobietę do uwolnienia przykrych wspomnień głęboko zakotwiczonych w jej umyśle. Silvia zaczyna miewać przerażające halucynacje, w których wyraźnie widzi swą zmarłą w niejasnych okolicznościach matkę. Kiedy omamy przybierają na sile, kobieta zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością.
Niezaprzeczalnym źródłem inspiracji dla "The Perfume of the Lady in Black" były dwa słynne filmy grozy: "Dziecko Rosemary" i "Don't Look Now". Fabuła w dużej mierze czerpie z arcydzieła Romana Polańskiego, ale sama struktura opowieści wydaje się być bardziej zbliżona do klimatycznego horroru Nicolasa Roega. Podobnie jak w "Don't Look Now", w "The Perfume..." następuje przemieszanie przeszłości z teraźniejszością w tak skomplikowany sposób, że nieuważny widz łatwo może się pogubić. Po obejrzeniu omawianego filmu odniosłem niebagatelne wrażenie, iż Barilli celowo zapętlił narracje, aby skłonić oglądającego do stworzenia własnych teorii odnośnie całości. Podobnie zresztą postąpił Dario Argento w swoim sztandarowym dziele "Inferno" stanowiącym, jak powszechnie wiadomo, zlepek niepowtarzalnych i wizualnie przepięknych sekwencji pozbawionych jakiejkolwiek spójnej narracji.
"The Perfume of the Lady in Black" na pewno nie można uznać za rasowego reprezentanta nurtu giallo, choć szokujące sceny morderstw w drugiej połowie filmu mogą zadawać kłam temu twierdzeniu. Bardziej wskazane jest tutaj użycie pojęcia horroru psychologicznego opartego na jednym z typowych dla włoskiego kina grozy odnośników, a mianowicie na związku pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Barilli akcentuje głęboką więź istniejącą między matką a córką do tego wręcz stopnia, iż Silvia przybiera tożsamość swojej rodzicielki. Widać to doskonale w końcówce filmu, gdy kobieta ubiera się w czarną sukienkę matki.
Mimsy Farmer (znana chociażby z "The Black Cat" Lucio Fulci'ego i "Autopsy" Armando Crispino) z profesjonalnym zacięciem odtwarza postać Silvii. Pozostała obsada jest także przekonywująca, aczkolwiek blednie nieco przy wysiłkach Farmer. W trakcie oglądania filmu tak naprawdę nie wiemy czy to otoczenie wokół Silvii kompletnie powariowało, czy może to ona popada w obłęd widząc świat ze skrzywionej psychicznie perspektywy. A może mamy do czynienia z czyimś spiskiem mającym na celu zniszczenie psychiki kobiety? W "The Perfume..." absolutnie nic nie jest oczywiste, nie ma prostych odpowiedzi na stawiane pytania. Ba, sceny finałowe to już czyste psychologiczne delirium pozwalające na grę domysłów i skojarzeń. Odrealnioną atmosferę szaleństwa znakomicie podkreśla budząca grozę ścieżka dźwiękowa Nicoli Piovani, momentami wpadająca w rytm dziecięcej kołysanki. Dodać jeszcze należy, że film jest przepięknie sfotografowany, aczkolwiek nie czaruje tak mocno pod względem wizualnym jak choćby niektóre produkcje Dario Argento czy Mario Bavy. Miłośnicy makabry bardzo długo poczekają na krwawe sceny, ale cierpliwi zostaną wynagrodzeni dwiema brutalnymi scenami morderstw przy użyciu tasaka oraz szokującą sekwencją rozpruwania brzucha i kanibalizmu, która naprawdę robi piorunujące wrażenie.
Aby dodatkowo zachęcić fanów horroru do obejrzenia "The Perfume of the Lady in Black" powiem tylko, że dzieło Barilliego zainspirowało trzy klasyczne pozycje spod ręki mistrza gatunku Dario Argento, a mianowicie "Deep Red", "Inferno" oraz "Suspirię". Nie będę wymieniał pewnych nawiązań widocznych w twórczości Argento, ale jest ich całkiem sporo. Na zakończenie pragnę jedynie dodać, że Barilli powrócił do horroru w 1977 realizując niewiarygodnie rzadki film grozy "Pensione Paura", który postaram się zdobyć w niedalekiej przyszłości.