Recenzja horroru

Oily Maniac, The
Tytuł oryginalny:
Yo Gui Zi
Reżyseria:
Meng Hua Ho
Scenariusz:
Chua Lam
Obsada:
Ping Chen, Alan Chui Chung San, Hsia Hsu, Pei Chi Huang, Danny Lee
Kraj:
Hong Kong
Rok produkcji:
1976
Czas trwania:
90 minut
Musicie wiedzieć, że zwykła plama oleju kryje w sobie wiele niespodzianek. Wielu z naszych czytelników na pewno czytało świetne opowiadanie Stephena Kinga pod tytułem "The Rift" ("Tratwa"). To właśnie w nim grupka beztroskiej młodzieży zmagała się z krwiożerczą plamą oleju, która zaczęła pożerać uczestników niefortunnej wycieczki. Oparty na podstawie tej historii drugi segment antologii "Creepshow 2" Michaela Gornicka oferuje sporo grozy oraz mocnych wrażeń. Plama oleju pojawia się także w horrorze wyprodukowanym przez wytwórnię braci Shaw "The Oily Maniac" i zwiastuje nadejście straszliwego monstrum nazwanego złowrogo olejowym maniakiem.
Usiłując uratować swoją córkę Yue przed gwałtem Lin Yang-ba przypadkiem zabija jednego z agresorów i zostaje skazany na śmierć. Na 30 minut przed wykonaniem wyroku prosi swego asystenta Shenga Yunga (Danny Lee) o opiekę nad dziewczyną. Kaleki Yung jest przekonany, iż nie będzie z niego większego pożytku, ale Lin nalega przekazując mu stare malajskie zaklęcie. Yung niezwłocznie odprawia rytuał w następstwie którego przeistacza się w oślizgłego stwora o wielkiej sile i świecących na żółto ślepiach. Krewni zabitego mężczyzny włamują się do domu Yue, aby ją uciszyć raz na zawsze i zastają tam olejowego potwora, który zabija jednego z nich. Przed przybyciem policji na miejsce zdarzenia Yung powraca do mieszkania, gdzie odzyskuje ludzką postać. Od tego momentu niedołężny chłopak w swej potworzastej postaci zaczyna polować na każdego, kto krzywdzi innych, lecz jego mroczny sekret niebawem odkrywa sympatyczna współpracownica (Lily Li).
Pamiętacie japońskiego herosa nazwanego Rapeman, który karał niepokorne kobiety poprzez gwałt (cykl "Rapeman" Takao Nagaishi). Wbrew pozorom Oily Maniac ma z nim wiele wspólnego, bo także i on karze za niecne uczynki. No dobra, jest jeszcze Batman, Spiderman oraz masa innych komiksowych obrońców uciśnionych, ale chciałem zabłysnąć. Olejowy maniak to szczwana bestia – przemieszcza się w formie oleistej plamy, z której co jakiś czas wyłania się ze straszliwym rykiem, po czym atakuje ludzi. Już początek filmu sprawił, iż moja gęba się ucieszyła, widzimy bowiem olejowego stwora wychodzącego z głębin przy radosnym wtórze słynnego tematu przewodniego Johna Williamsa ze "Szczęk"!!! Co jeszcze bardziej zabawne, Yung nie jest w stanie się przeistoczyć bez wytarzania się w oleju, co prowadzi z jego strony do desperackich poszukiwań beczek z ową kleistą mazią. Zwłaszcza scena, gdy oleista kałuża ściga rozpędzone auto, by wkrótce całkowicie je pokryć niczym Blob, potrafi rozweselić do łez. Prymitywne efekty specjalne, niechlujny montaż oraz kiepska choreografia walk dopełniają całości tej schizofrenicznej błazenady
I choć zatrważająca głupota scenariusza sugeruje wręcz film przeznaczony dla dzieci, "The Oily Maniac" należy niechybnie zaliczyć do kina eksploatacji, a to z uwagi na sporą ilość nagości i seksualnej przemocy. Kilka momentów spowodowało u mnie opad szczeny np. jedną z ofiar potwora staje się japońska pani doktor od operacji plastycznych, która poprzez niefachowo przeprowadzony zabieg zrujnowała karierę pewnej piosenkarce. Dowiadujemy się, że pobocznym jej zajęciem jest transformacja prostytutek w "dziewice", aby te przyjmowały bogatych klientów. Takich zaiste psychotycznych momentów znajdzie się tutaj więcej.
Jeśli więc macie ochotę na zrealizowany w Malezji serowaty monster trash pełen nagich biustów azjatyckich piękności to trafiliście pod właściwy adres.