Recenzja horroru

Mutilator, The (Oprawca)
Tytuł oryginalny:
The Mutilator
Reżyseria:
Buddy Cooper
Scenariusz:
Buddy Cooper
Obsada:
Matt Mitler, Frances Raines, Bill Hitchcock, Connie Rogers
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1985
Czas trwania:
86 minut






Po ogromnym sukcesie komercyjnym "Piątku trzynastego" (1980) nastąpił wielki boom na filmy z gatunku slasher. Powstawały dziesiątki tego typu obrazów, a ich twórcy prześcigali się w wymyślaniu coraz bardziej idiotycznych fabuł i w mnożeniu krwawych efektów. "The Mutilator" został nakręcony dość późno, bo w 1985, a wyreżyserował go, wyprodukował i napisał scenariusz niejaki Buddy Cooper- jak widać prawdziwy człowiek-orkiestra i tak jak się spodziewałem jest to jedyny horror w jego dorobku.
Fabuła "Oprawcy" jest prosta jak drut: jako dziecko Ed zastrzelił swoja matkę bawiąc się bronią swojego ojca, co mamy okazję zobaczyć w prologu. Po latach będący już młodzieńcem Eddie otrzymuje telefon od swojego ojczulka, który proponuje mu przyjazd do siebie. Nie zastanawiając się wiele, dzielny Ed zabiera piątkę swoich przyjaciół i przyjeżdża do znajdującego się nad morzem domku ojca. Ale gdzie się podział gospodarz? Czyżby nie czekał na przyjazd rozhulanej gromadki? Nigdzie go bowiem nie widać, ale nie zrażona jego nieobecnością młodzież nie wydaje się tym specjalnie przejmować. Problem w tym, że tatuś nie zapomniał o swoich obowiązkach, czai się bowiem na zewnątrz gotów by mordować i szlachtować nowo przybyłych. Ach, nie ma to jak miłość rodzicielska!
Poważnie mówiąc, scenariusz "Oprawcy" bije szczyty głupoty i na dodatek stanowi zlepek wszelkich możliwych klisz. Film jest kompletnie wtórny, by nie rzec dosadnie głupi. Gra aktorów jest po prostu skandaliczna - szczególnie irytował mnie taki duży blondas, który (łagodnie mówiąc) jest cholernie kiepskim aktorem. Aż przyklasnąłem z radości, gdy nasz tytułowy oprawca unicestwił go przy użyciu piły mechanicznej. Jeżeli chodzi o sceny gore, to stoją one na całkiem przyzwoitym poziomie. Oglądamy tutaj całkiem niezłą scenę dekapitacji, wbijanie wideł w gardło i wielkiego haka rybackiego w krocze. Krew leje się więc całkiem obficie, a w paru momentach reżyserowi udaje się nawet wytworzyć pewną namiastkę atmosfery grozy.
Reasumując, "The Mutilator"- choć wydaje się być horrorem raczej nieprzemyślanym i przypadkowym- to jednak da się strawić. Pod wieloma względami przypomina mi "Pieces" w reżyserii Juana Piquera Simona- film, który również szokuje idiotyzmami fabuły, ale jednocześnie potrafi zapewnić półtorej godziny wspanialej rozrywki. Dlatego też moja ocena jest dość wysoka.