Recenzja horroru

Horror Murders in the Rue Morgue, The

Murders in the Rue Morgue, The (Zabójstwa przy Rue Morgue)

Tytuł oryginalny:

Murders in the Rue Morgue, The

Reżyseria:

Robert Florey

Scenariusz:

Tom Reed, Dale Van Every na podst. noweli E. A. Poe

Obsada:

Bela Lugosi, Sidney Fox, Leon Waycoff (Leon Ames)

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1932

Czas trwania:

61 min.

Horror Murders in the Rue Morgue, The - zdjęcie 1Horror Murders in the Rue Morgue, The - zdjęcie 2Horror Murders in the Rue Morgue, The - zdjęcie 3Horror Murders in the Rue Morgue, The - zdjęcie 4Horror Murders in the Rue Morgue, The - zdjęcie 5Horror Murders in the Rue Morgue, The - zdjęcie 6

Geniusz E.A. Poe sprawił, że jego twórczość od zawsze inspirowała filmowców. Nowela pt. "Morderstwo na Rue Morgue", uważana przez wielu za pierwowzór prozy detektywistycznej inspirujący najważniejszych twórców tego gatunku, również doczekała się wielu ekranizacji.

W 1932 r. postanowiono sfilmować ją w wytwórni Universal w konwencji horroru. Oczywiście, w związku z tym scenariusz mocno odbiega od literackiego oryginału.

Wersję Roberta Floreya miała opromienić wschodząca gwiazda dwojga aktorów – ślicznej Sidney Fox, o której Hollywood plotkowało, że jest kochanką Carla Laemmle jr. (potem "dodano" jej również seniora), producenta filmu, oraz Beli Lugosiego, który właśnie odcinał kupony od sukcesu "Draculi".

"Murders in the Rue Morgue" pomyślano jako historię miłosną, w którą wkrada się groza. W Paryżu A.D. 1845, narzeczeni – student medycyny Pierre Dupin i urocza panienka Camille, podczas wizyty w wesołym miasteczku odwiedzają namiot doktora Mirakle, który przedstawia teorię ewolucji gatunków i usiłuje dowieść, iż w swej klatce trzyma bezpośredniego przodka człowieka –Erika, ogromną małpę. Erik otrzymuje od Camille intrygujący go czepeczek z głowy dziewczyny, którym następnie próbuje udusić Pierre’a, wskutek czego niszczy kapelusik. Doktor Mirakle, pod pretekstem rekompensaty tegoż, usiłuje wyłudzić od Camille adres, jednak Pierre zręcznie mu to uniemożliwia. Wtedy doktor każe swemu słudze śledzić parę.

Pierre zaś zaczyna zastanawiać się nad zagadkowymi zgonami młodych prostytutek, które policja wyławia z Sekwany. Pozorne samobójstwa łączą zagadkowe ślady na rękach dziewcząt. Przyszły medyk zaczyna badać krew ofiar, by dojść do strasznego odkrycia. Nie wie jeszcze, że zagrożona jest również jego miłość.

Jak widać, opowiadanie Poe poddano standardowej hollywoodyzacji, zamieniając detektywa w kochanka. Dodano również postać demonicznego doktora Mirakle, czyli owładniętego idée fixe naukowca, usiłującego za wszelką cenę dowieść prawdziwości swych hipotez. Musimy pamiętać, że akcja filmu rozgrywa się w czasach, kiedy Darwin dopiero zbierał doświadczenie naukowe, które zaowocowało obwieszczeniem teorii ewolucji prawie 30 lat później. Opowieści Mirakle’a robią na słuchaczach wrażenie bzdur, a nawet herezji.

Obsadzenie charyzmatycznego Beli Lugosiego w tej roli okazało się strzałem w dziesiątkę. Jego doktor jest dziwaczny, odpychający, a jednak w jakiś hipnotyczny sposób fascynuje. Nawet Dupin pozostaje pod wrażeniem wykładu Mirakle’a, co odsuwa w czasie powiązanie doktora z morderstwami na biednych ulicznicach. Postać Mirakle ma swoich przodków w Fauście i Frankensteinie, uczonych-heretykach, których szaleństwo jest równe geniuszowi. Sprzyja jej mrok ciemnych, pełnych cieni i mgły zdjęć Karla Freunda, geniusza kinematografii, skontrastowanych z nielicznymi dziennymi ujęciami nawiązującymi do francuskiego malarstwa impresjonistycznego, gdy do głosu dochodzą postaci kochanków, korzystających z uciech pikniku.

W tym wszystkim szczególną postacią jest Erik – dla jednych zwykła małpa, dla Mirakle’a ogniwo ewolucji, który jednak w universalowskiej adaptacji zyskuje niepokojąco freudowski rys. Erik lubi kobiety, a upatruje sobie Camille, tak samo, jak doktor. Jego siła, nieokrzesany charakter i żądze stawiają go w roli Id Mirakle’a. Doktor do eksperymentów wybiera kobiety młode i piękne, o niewinnym wyglądzie, czując się potem przez nie oszukanym, gdy doświadczenie się nie powiedzie. "Krew Erika powinna się zmieszać z ludzką" – powiada, co można różnie odebrać, choć na ekranie pokazuje nam się dosłowną tego interpretację.

Swoją drogą, sekwencja małpiszona unoszącego Camille, porównywana przez wielu z porwaniem kobiety przez somnambulika Cesara z "Gabinetu Doktora Caligariego", w jakimś stopniu mogła zainspirować dokonania King Konga, jest spektakularna (w swojej skali) i budzi grozę widzów.

Jest kilka rzeczy w tym filmie, które nie pasują do kina grozy, co spowodowało osłabienie potencjału "Murders in the Rue Morgue". Są to humorystyczne scenki, same w sobie ciekawe i dobrze zagrane, ale rozwiewające gęstniejącą atmosferę filmu (zabieg zapewne celowy, żeby dać widzom ochłonąć, ale dziś kompletnie się on nie sprawdza). To, plus momentami drewniane aktorstwo odtwórcy roli Dupina, Leona Amesa (wtedy znanego jeszcze jako Waycoff, na szczęście zmiana nazwiska "pomogła" też karierze), nie pozwala określić tego filmu mianem rewelacyjnego kawałka horroru, ale mimo to, a może dzięki miażdżącemu wszystkich Lugosiemu, wciąż możemy traktować go jako dobrą rozrywkę. I kolejną ze świetnych ról Beli, bo później, jak wiemy, różnie z tym bywało.

Ocena: 4-/6

Autor: Kamikadze