Recenzja horroru

Horror Maid, The

Maid, The

Tytuł oryginalny:

Nu yong

Reżyseria:

Kelvin Tong

Scenariusz:

Kelvin Tong

Obsada:

Alessandra de Rossi, Huifang Hong, Benny Soh, Shucheng Chen

Kraj:

Singapur

Rok produkcji:

2005

Czas trwania:

93 minut

Horror Nu yong - zdjęcie 1Horror Nu yong - zdjęcie 2Horror Nu yong - zdjęcie 3Horror Nu yong - zdjęcie 4Horror Nu yong - zdjęcie 5Horror Nu yong - zdjęcie 6

Czy w azjatyckim horrorze da się jeszcze powiedzieć coś oryginalnego? Na pewno tak, filmowa groza wciąż ewoluuje i mimo ograniczeń konwencji co chwila można się natknąć na dzieło, które będzie powiewem świeżości, zaproponuje nowe spojrzenie na zastane schematy. A jeśli nie, to przynajmniej poukłada znane wszystkim elementy w sprawne, trzymające w napięciu widowisko. Szkoda, że największą popularnością u dystrybutorów cieszą się małooryginalne ghost stories, które wyglądają toczka w toczkę tak samo, zmienia się jedynie sceneria i przedmiot przenoszący klątwę. Ale skoro nawet w Tajlandii udało się zrealizować przyzwoity "Shutter" (który mnie mimo wszystko zirytował, bo kiedy zasiadłem do jego projekcji miałem całkiem świeżo w pamięci podobne obrazy o czarnowłosych zjawach), to dlaczego nie w Singapurze. Z kinem azjatyckim dałem sobie spokój dosyć dawno temu, bo zwyczajnie mnie nudzi, a nie jestem jakimś fanatykiem tamtejszej grozy, żeby przekopywać się przez sterty śmiecia w poszukiwaniach wartościowych tytułów. Jednak ten okres odpoczynku okazał się bardzo przydatny, bo na "The Maid" bawiłem się całkiem nieźle, choć w dziele Kelvina Tonga nie ma za grosz oryginalności. Reżyser wykorzystuje te same chwyty i patenty fabularne co legion innych wyrobników filmowych spod znaku "czarnowłosego babska o morderczych żądzach".

Rosa, młoda dziewczyna z filipińskiej wioski przyjeżdża do Singapuru, by pracować jako pokojówka u chińskiej rodziny. Państwo-miasto to dla niej wielki świat, jakiego wcześniej nie zaznała i dlatego stara się jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki. Państwo Teo ostrzegają ją, że właśnie trwa chiński miesiąc duchów i granica między światem żywych a umarłych jest naruszona, powinna więc uważać. Rosa nieopatrznie próbuje posprzątać popioły z ofiarnego ogniska dla przebłagania duchów i od tego momentu zaczyna mieć niepokojące wizje. A oprócz sprzątania domu, Filipinka musi opiekować się opóźnionym umysłowo Ah Soon. Dodatkowo dowiaduje się, że rok temu zniknęła Esther, poprzednia pokojówka państwa Teo. Ah Soon tym właśnie imieniem zwraca się do Rosy. Czy dom, w którym mieszka dziewczyna, kryje jakąś mroczną tajemnicę?

Jasne, że dom kryje mroczną tajemnicę, a odgadnięcie jej ogólnych zarysów nie stanowi najmniejszej trudności. Widać, że Tong wzorował się na co najmniej kilku tytułach, pisząc scenariusz do swojego pierwszego horroru. "Szósty Zmysł" i "The Eye", "Ju On" i "A Tale Of Two Sisters", źródła inspiracji można by długo wymieniać. Zresztą sam reżyser przyznaje w wywiadach, że do filmu przygotowywał się oglądając zarówno azjatyckie produkcje, które królowały w kinach od czasu sukcesu "Ringu", jak i klasykę filmowej grozy, np. "The Exorcist". O rozwiązaniach fabularnych nie należy może wspominać, bo ktoś się jeszcze oburzy, że spoilerami tu szafuję (choć, jak już wspomniałem – niektóre są tak oczywiste, że nie można bardziej). Natomiast w sposobie kreowania napięcia singapurski twórca wyraźnie nawiązuje do Takashi Shimizu. W "The Maid" również mamy sceny, gdzie widz zostaje skonfrontowany z demonem/zmarłym, kamera powoli filmuje go w pełnej okazałości (choć bez makabry właściwej serii "Ju On"). Tyle że nie wypadają one zbyt przekonująco. Oczywiście nie mogło też zabraknąć typowych "jump scares" - nagłego pojawienia się ducha, np. chwytającego bohaterkę za nogi. W tych wypadkach można naprawdę podskoczyć. Ale nie to przecież stanowi o dobrym horrorze. Bo atmosfery zagrożenia, napięcia trochę w obrazie Tonga zabrakło. A już do prawdziwej pasji potrafią doprowadzić monotonne dialogi, gdzie opowieści o Miesiącu Duchów pojawiają się z nużącą regularnością, nic nie wnosząc do rozwoju akcji. Finałowi natomiast brakuje logiki.

Mimo to film ogląda się całkiem przyjemnie. Jest tak przede wszystkim za sprawą bardzo dobrych zdjęć. Urodzony w Belgii Lucas Jogodne potrafi świetnie operować kamerą – wydobywa ciekawe kontrasty i kolory kiedy trzeba, a Singapur pokazuje dla odmiany w barwach chłodnych, sterylnych, odpychających. Wizualnie "The Maid" jest bardzo przyjemne dla oka i całkiem udanie tuszuje niedostatki scenariuszowe. Dlatego najbliższym skojarzeniem filmowym jest wg mnie "A Tale Of Two Sisters" - dość banalny film, opakowany w urzekającą formę.

Osobiście za jeden z ciekawszych aspektów filmu uważam pokazanie lokalnego kolorytu. Tradycyjne domy i sposób bycia, funkcjonują niemal w sercu wielkiej metropolii. Ciekawie wygląda, kiedy Rosa pokazywana jest na tle wielkich drapaczy chmur na początku filmu, a potem pranie robi na tarze. I jeszcze jedno – Rosa, jako katoliczka, początkowo ze zdziwieniem patrzy na chińskie rytuały związane z duchami. Zresztą ten zabieg ma pogłębiać poczucie obcości w nieznanym jej mieście, gdzie gospodyni zabrania jej wychodzić, bo wielkie miasto pełne jest czyhających niebezpieczeństw. Ale są to tylko oboczne wątki, które nikogo poza mną nie musza zainteresować. Niemniej jednak "The Maid" opowiedziane jest bez większych dłużyzn, wizualnie atrakcyjne, jest przyjemne w odbiorze, choć mocno wtórne.

Więc jeśli ktoś nie ma jeszcze dość azjatyckich opowieści o duchach, nie przeszkadza mu brak oryginalności lub tak jak ja, miał długą przerwę w oglądaniu tego typu produkcji "The Maid" jest jak najbardziej warte uwagi. Tylko nie należy spodziewać się zbyt wiele. Jeśli ktoś hołduje maksymie inżyniera Mamonia - "mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem" to w filmie Tonga dostanie to co zna i lubi.

Ocena: 3+/6

Autor: grzEGOrz