Recenzja horroru

House with the Windows that Laugh, The
Tytuł oryginalny:
La Casa dalle Finestre che Ridono
Reżyseria:
Pupi Avati
Scenariusz:
Pupi Avati, Antonio Avati
Obsada:
Lino Capolicchio, Francesca Marciano, Gianni Cavina Giulio Pizzirani
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1976
Czas trwania:
106 minut






Jako wielki fan włoskiego kina grozy śmiało mogę stwierdzić, że "House with the Windows That Laugh" jest absolutnym majstersztykiem nastrojowego horroru. Naprawdę niebywale rzadko się zdarza, ażeby film potrafił tak mocno chwycić widza w swój żelazny uścisk i wciągnąć w głąb przerażającego koszmaru.
Do małej, położonej gdzieś na południu Włoch wioski dociera Stefano (Lino Capolicchio), ekspert od renowacji sztuki. Cel jego wizyty jest od samego początku znany, ma on bowiem za zadanie odrestaurować znajdujący się w starym kościele makabryczny fresk przedstawiający śmierć Świętego Sebastiana. Autorem tego niepokojącego malowidła był uchodzący wśród miejscowych za szaleńca Bruno Legnani, który uwielbiał malować nieżywych oraz umierających ludzi. Zafascynowany osobą zmarłego artysty Stefano próbuje odkryć jego mroczną tajemnice i szybko zdaje sobie sprawę, że w wiosce panuje wyjątkowo złowieszcza atmosfera.
"House with the Windows That Laugh" jest bez dwóch zdań jednym z najlepszych horrorów jakie kiedykolwiek nakręcono we Włoszech. Przez wiele lat zapomniany przez fanów horroru dorobił się jednak statusu filmu kultowego w swoim macierzystym kraju. Najbardziej zadziwiające jest jednak to jak po mistrzowsku wykreowana atmosfera grozy i osamotnienia powoli narasta aż do momentu kulminacyjnego, gdzie staje się niemalże namacalna i osacza widza ze wszystkich stron. Oglądający zdaje sobie w pełni sprawę, że w wiosce dzieją się dziwne rzeczy, a jej mieszkańcy wyraźnie ukrywają jakiś ohydny sekret, ale nie jest w stanie kompletnie nic przewidzieć. Podskórnie jednak odczuwa, iż za fasadą prowincjonalnej normalności kryje się coś bardzo niepokojącego i perwersyjnego, straszliwe sekrety, które nigdy nie powinny wyjść na światło dzienne. Sama wioska wydaje się tutaj być żyjącą, w pełni organiczną istotą, z której domów, uliczek i zakamarków emanuje czyste, aczkolwiek wciąż nieodgadnione zło. Im bardziej Stefano zbliża się do odkrycia prawdy, tym coraz większy ogarnia nas strach, by w kulminacji osiągnąć swój punkt szczytowy.
Ten wyśmienity horror należy oglądać w wielkim skupieniu zwracając uwagę na wszelkie, nawet najdrobniejsze detale. I choć tempo akcji jest raczej powolne, to film trzyma w napięciu począwszy od mrożącego krew w żyłach prologu do niesamowitego zakończenia. Rozwiązanie zagadki jest całkowicie nieprzewidywalne i tak szokujące, że aż ciarki przechodzą po plecach. Co jednak najciekawsze, pozwala ono na dalszą grę domysłów, a w głowie widza huczy od pytań. Aktorstwo stoi tutaj na naprawdę wysokim poziomie, przy czym znany włoski aktor Lino Capolicchio wypada niezwykle przekonywująco jako Stefano. I tak ten niestrudzony renowator dzieł sztuki jest człowiekiem inteligentnym i posiadającym własną godność, nie należy również do tych osób, które dają się łatwo nastraszyć. Francesca Marciano wcielająca się w postać nauczycielki, z którą Stefano nawiązuje przyjaźń jest równie znakomita.
"House with the Windows That Laugh" nader słusznie uchodzi za arcydzieło atmosferycznego włoskiego horroru. Jako całość jest to horror niewątpliwie zjawiskowy - Avati kładzie największy nacisk na stworzenie atmosfery grozy i niesamowitości, świadomie rezygnując z wykorzystania większej dawki makabry. Pozostałe dwa horrory jego autorstwa, a mianowicie "Zeder" (1983) oraz "L'Arcano Incantatore" (1996) są także godne obejrzenia. Szkoda tylko, że tak trudno je zdobyć, ale każdy miłośnik włoskiego kina grozy powinien się nimi zainteresować.