Recenzja horroru

Horror Horseman, The

Horseman, The

Tytuł oryginalny:

Horseman, The

Reżyseria:

Steven Kastrissios

Scenariusz:

Steven Kastrissios

Obsada:

Peter Marshall, Caroline Marohasy, Brad McMurray, Jack Henry

Kraj:

Australia

Rok produkcji:

2008

Czas trwania:

96 minut

Po "Wolf Creek" stwierdziłem, że wizja wyjazdu do Australii nie jest już tak kusząca jak przed projekcją dzieła Mcleana. Jeśli miałbym dokonywać wyborów miejsc docelowych podróży nie na podstawie cen biletów, a zwracając uwagę na to jaki obraz danego miejsca prezentują oglądane przeze mnie filmy, to po "Coffin Rock" i zwłaszcza "The Horseman" nigdy w życiu nie wybrałbym się śladami Cooka nad Zatokę Botany (niezależnie więc czym miałbym się kierować w swoich wyborach, Australię muszę wykreślić z podróżniczych planów;-). Debiutanckie dzieło Stevena Kastrissiosa to film drogi z piekła rodem, który pozostawia nieprzyjemny smak na języku i nie pozwala się łatwo otrząsnąć.

Christian, mężczyzna, który na co dzień zajmuje się tępieniem szkodników, wyrusza w podróż. W pierwszych scenach oczom widza ukazuje się rzeź jakiej dokonuje za pomocą łomu na starszym mężczyźnie. Po uzyskaniu potrzebnych informacji podpala zdemolowane pomieszczenie, skazując ofiarę na śmierć w płomieniach. Na stacji benzynowej zaczepia go Alice, która na stopa jedzie do swojego chłopaka. Czy dziewczyna powinna wsiąść do auta kogoś, kto z zimną krwią zamordował kilka godzin wcześniej człowieka?

Bardzo szybko okaże się, że jak najbardziej. Bo Christian po kolei eliminuje ludzi, którzy zamieszani są w odpychający biznes niskobudżetowego porno, a którzy są mniej lub bardziej odpowiedzialni za śmierć Jesse, jego córki. Młodą kobietę znaleziono w kałuży własnych wymiocin, w organizmie wykryto heroinę i kokainę, a na ciele znaleziono ślady spermy. Zrozpaczony ojciec ustala, że Jesse na krótko przed zgonem "wystąpiła" w pornosie i postanawia dopaść wszystkich tych, którzy maczali palce w tym przedsięwzięciu, obwiniając ich o śmierć jedynaczki.

To co podobało mi się w "The Horseman" to niejednoznaczność. Ten revenge thriller nie rysuje swoich bohaterów grubą kreską, skręcając w rejony czystej fantazji z jednowymiarowymi postaciami czy groteski (jak podobny tematycznie niedawny "Taken" Pierre Morela). Christian jest zdolny do niewyobrażalnych aktów przemocy wobec ludzi, którzy mogli skrzywdzić jego córkę. Ale jednocześnie nawiązuje porozumienie z Alice, pokazując swoje drugie oblicze. Z jednej strony jest bezlitosnym mścicielem, z drugiej zatroskanym zastępczym ojcem. Zgodnie z regułami kina drogi jego podróż przez odrażające nory, w których gnieżdżą się jego ofiary, pozwala mu poznać prawdę. Tyle tylko, że w tym wypadku ukazuje pokazuje prawdę o Jesse, której Christian wolałby nie znać. Nic nie jest tu oczywiste jak niektórych celuloidowych fantazmatach o prawicowych odchyłach mówiących o braniu sprawiedliwości we własne ręce. Bo choć ofiary Christiana to osobnicy, którym pewnie większość z widzów nie podałaby ręki i nie chciała mieć z nimi nic do czynienia, to jednak ich bezpośrednia wina w kontekście śmierci dziewczyny jest co najmniej dyskusyjna. Równie dobrze pogrążony w rozpaczliwej żałobie ojciec może obwiniać siebie, że nie dopilnował córki. Pozwolił jej oddalić się na tyle, że wpadła w szpony nałogu, nie pomógł, kiedy tego potrzebowała. Agresja, którą Christian kieruje w stronę kolejnych ofiar, ale i wobec siebie jest również próbą uporania się z poczuciem winy.

Ilość przemocy nagromadzona w tym filmie otwiera szerzej oczy. Kastrissios nie cofa się przed ukazywaniem bardzo wymyślnych i brutalnych sposobów zadawania bólu bliźnim. Ale recenzje, które skupiają się na podekscytowanym wyliczaniu kolejnych aktów okrucieństwa, całkowicie chybiają celu. Siłą "The Horseman" jest bowiem to, że przemoc nie jest celem samym w sobie, obliczonym na zszokowanie widza tanim widowiskiem spod znaku torture porn. Owa przemoc jest solidnie osadzona w fabule i uwiarygodniona niezwykle wyrazistą kreacją Petera Marshalla w roli Christiana. To historia człowieka, który w obliczu osobistej tragedii jest zdolny do niewyobrażalnego – do przemiany w tytułowego Jeźdźca Apokalipsy. Bo plakietka z imieniem na kombinezonie bohatera wygląda ironicznie w zestawieniu z czynami, których Christian się dopuszcza. Jego filozofia działania jest jak najbardziej odległa od litery chrześcijańskiego miłosierdzia i przebaczenia. Umocowaniem przemocy w fabule "The Horseman" zbliża się do takich dzieł jak Trylogia Zemsty Park Chan-wook’a (zwłaszcza "Oldboya", ale również do mojej ulubionej części, czyli "Sympathy for Mr. Vengeance") czy "Dead Man’s Shoes" Shane’a Meadowsa. Można wręcz stwierdzić, że niskobudżetowe podejście przesuwa akcent z samej przemocy na jej konsekwencje. U Kastrissiosa nie znajdziemy wymyślnej choreografii scen przemocy ("Oldboy") czy onelinerów, które można by cytować ("Dead Man’s Shoes"). Główny bohater jest wiarygodny jako ojciec doprowadzony przez tragedię na skraj szaleństwa, gdzie zaciera się granica między dobrem a złem. Jedynie pod koniec filmu reżyser zdecydowanie przekracza granicę prawdopodobieństwa. Raz, że ostatni przystanek na drodze Christiana to spotkanie z postaciami nieco przerysowanymi, osadzonymi bardziej w poetyce komiksowych złoczyńców. Dwa, o ile jeszcze można zaakceptować i jakoś uwierzyć, że główny bohater jest stanie eliminować swoje ofiary jedna po drugiej, to poradzenie sobie z czterema napastnikami na raz trochę odstaje od konwecji wcześniej przyjętej. Do tego jest jeszcze kilka chwytów fabularnych o typowo hollywoodzkiej proweniencji (kluczyk), ale nie psuje to ogólnego obrazu.

"The Horseman" to bezkompromisowe kino – ponure i brutalne, ale nie bezmyślne. Reżyser nie chce bawić się przemocą, puszczając wodze fantazji by jak najwymyślniej torturować podobnych manekinom aktorów. Dzięki przejmującej i intensywnej kreacji Petera Marshalla, który dźwiga na swoich barkach fabułę, film Australijczyka zyskuje głębię. Nie tyle może skłania do refleksji, co nie pozwala łatwo o sobie zapomnieć. To nie jest kino spod znaku mętnego moralizatorstwa czy makabrycznych ekscesów dla nich samych. To torture porn bez porn, za to dla bardziej wymagających.

Ocena: 5/6

Autor: grzEGOrz