Recenzja horroru

Horror Horde, The

Horde, The

Tytuł oryginalny:

Horde, La

Reżyseria:

Yannick Dahan Benjamin Rocher

Scenariusz:

Arnaud Bordas, Yannick Dahan, Stephane Moïssakis, Benjamin Rocher

Obsada:

Claude Perron, Jean-Pierre Martins, Eriq Ebouaney, Doudou Masta

Kraj:

Francja

Rok produkcji:

2009

Czas trwania:

90 min.

Horror Horde, La - zdjęcie 1Horror Horde, La - zdjęcie 2Horror Horde, La - zdjęcie 3Horror Horde, La - zdjęcie 4Horror Horde, La - zdjęcie 5Horror Horde, La - zdjęcie 6

Europejskie kino grozy, które straciło nieco na znaczeniu w latach 80. i 90., z nową siłą dało o sobie znać po roku 2000. Na ekranach pojawia się coraz więcej filmów z Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Francji, są one zaskakująco sprawnie realizowane, a niektóre z nich doczekują się wersji dla "nieczytatych" idiotów zza oceanu.

Sukces, który odniósł Danny Boyle swoim "28 Days Later" był na tyle duży, iż zaowocował równie udanym sequelem "28 Weeks Later" w reżyserii Juana Carlosa Fresnadillo, lecz najważniejsza była zmiana, jakiej reżyser dokonał w ikonografii zombies, które z ociężałych i powolnych truposzczaków,, poruszających się z wyraźnym trudem, stały się wściekłymi i szybkimi biegaczami, co znacznie zwiększyło ich skuteczność oraz utrudniło możliwość obrony. Te filmy o zombie zyskały również sensacyjny posmak, który przypadł do gustu miłośnikom kina akcji. Najwyraźniej Francuzi pozazdrościli Wyspiarzom udanego przewrotu w zatęchłej niszy pożeraczy mięsa i mózgów, i postanowili olśnić Europę swoją wizją ataku zombies, przy okazji usiłując rozprawić się z postkolonialnymi demonami dręczącymi kraj.

Czy im się to udało – o tym za moment.

Grupa paryskich policjantów planuje krwawy odwet za zabitego stróża prawa. W tym celu gliniarze, wśród których jest kobieta nosząca dziecko zamordowanego, napadają na kryjówkę bandziorów, mieszczącą się w jednym z wieżowców obskurnego podparyskiego blokowiska. Niestety, nie wszystko idzie zgodnie z planem i wkrótce to gangsterzy trzymają na muszce niedoszłych mścicieli. Wskutek walki, jaka się wywiązuje między stróżami prawa a bandytami, ginie jeden z atakujących policjantów (miłosiernie dobity przez gangstera) oraz inny, pojmany wcześniej zakładnik, a kolejny zostaje ranny. Podczas tego zajścia nagle dzieje się coś, co wpędza w skrajne przerażenie obie strony konfliktu – jedna ze śmiertelnych ofiar gangsterów nagle atakuje jednego z nich, wygryzając dziurę w ciele, i dopiero strzał

w głowę napastnika przynosi jego śmierć. Wkrótce okazuje się, że podobnych potworów jest w bloku znacznie więcej i jest im bez różnicy, czy pożrą mięso policjanta, czy gangstera. Wrogowie muszą zjednoczyć siły, by wydostać się z pułapki, gdzie krążą błyskawicznie poruszające się zombies.

Już od "entrée" pierwszego zombie widać, że będzie szybko i krwawo. Tak też się dzieje. Akcja płynie wartko, trup ściele się gęsto, by wstać i żreć następnych nieszczęśników, zamieniając ich w podobne sobie kreatury, lub zalegnąć z roztrzaskaną czaszką w kącie, zaś nad Paryżem unosi się dym. Bohaterowie mają do dyspozycji spory arsenał gangsterów, których w akcji reprezentują dwaj bracia pochodzący z Nigerii i jeden zdemoralizowany Francuz. Z nieoczekiwaną pomocą przychodzi wszystkim mieszkaniec obskurnego wieżowca – zwariowany weteran wojny indochińskiej. Ta sytuacja jest dla niego wyraźnym powrotem do dawnych czasów, które wciąż rozpamiętuje. Nie może zmarnować takiej okazji.

Muszę przyznać, że efekty specjalne zastosowane w tym filmie stoją na naprawdę wysokim poziomie. Obraz jest też niesamowicie brutalny i krwawy, widać, że od czasów "Irreversible" Francuzi opanowali sztukę drobiazgowego oddawania roztrzaskiwanych głów i łamanych karków. Ciężarna policjantka (ale nie z brzuchem takim, jak ta z "Fargo") nie dość, że nie mdleje w obawie o zdrowie dziecięcia, to sprawia niesamowity łomot żeńskiemu zombie, by na koniec przywalić ją solidną lodówką. Przyznać trzeba, że niekiedy twórców poniosło, co przynosi nieoczekiwaną śmieszność, choć dzieje się tak w niewielu scenach.

Jednak fabularnie – nihil novi, jak mawiali starożytni Sarmaci ;) W zasadzie można przewidzieć treść całego filmu, łącznie z końcówką, do której wiodą jednoznaczne tropy.

Ktoś musi zginąć, ktoś musi ocaleć, ktoś się poświęca dla dobra innych, itd. Dobro może i odnosi zwycięstwo, ale czy aby na pewno jest to jeszcze dobro? To też już było.

Zmienia się tylko "gotycka przestrzeń" akcji, miejsce – wieżowiec w podparyskim blokowisku – jest tu symboliczne, bowiem wiąże się z mieszkańcami takich dzielnic, najczęściej imigrantami z krajów historycznie zależnych od Francji, tworzącymi gangi. Niezła jest scena, w której zombiaki znajdujące się na zewnątrz dobijają się do zaryglowanych drzwi wieżowca, co obserwują bohaterowie. Jeden zauważa, że wyglądają, jakby prosili o pomoc, lecz w odpowiedzi słyszy, że są oni po prostu głodni. Francuzi zdają sobie sprawę z liczebności i nastrojów imigrantów z krajów ich byłych kolonii i pewnie obawiają się, że gdyby ci nagle się zbuntowali i tłumnie wyszli na ulice domagać się swoich, w znacznym stopniu pogwałconych praw, to państwo ogarnęłyby chaos i anarchia. Może zombies nie są szczególnie wyrafinowaną metaforą, ale jednak oddają ten podszyty poczuciem winy lęk.

Moim zdaniem, cała reszta jest już tylko powielaniem pomysłów poprzedników, głównie Romero i Boyle’a, którym nikt nie odbierze zasług na tym polu. Z drugiej strony – niezwykle ciężko jest teraz wymyślić coś nowego, ale, jak widać, czasem się udaje. Może niekoniecznie tym razem. Mimo wszystko film wart jest obejrzenia, choćby dla czystej rozrywki, ale przełomu nie należy się spodziewać. Choć i tak spodziewam się sequela.

A wracając do omawianych we wstępie przeróbek na rynek amerykański – akcję filmu z powodzeniem można by zaaranżować w USA w murzyńskim getcie, zaś weterana Indochin zgrabnie można by zmienić w uczestnika wojny w Wietnamie. Kto wie, czy twórcy filmu nie żywią takiej nadziei ;)

Ocena: 3+/6

Autor: Kamikadze