Recenzja horroru

Ghost, The
Tytuł oryginalny:
Lo spettro
Reżyseria:
Riccardo Freda
Scenariusz:
Oreste Biancoli, Riccardo Freda
Obsada:
Barbara Steele, Peter Baldwin, Elio Jotta, Harriet Medin
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1963
Czas trwania:
95 minut






Jest coś niezwykle urokliwego we włoskich filmach grozy z lat 60. utrzymanych w gotyckim klimacie. Z pewnością horrory autentycznie mrożące krew w żyłach to jednak domena produkcji z późniejszego okresu, ale to właśnie aura niesamowitości towarzysząca takim tytułom jak "Castle of Blood" czy "Nightmare Castle" przemawia za ich nieprzemijającą popularnością. Osobiście uwielbiam filmy z tamtego czasu, daleko bardziej przemawiają do mnie ponure zamczyska owiane mgłą niż bezsensowne szlachtowanie imprezującej młodzieży czy kolejne odsłony niekończącej się sagi o zombie. To estetyka daleko bardziej, moim zdaniem, oddająca istotę grozy w filmie i bliższa pierwotnym lękom człowieka. Nakręcony ponoć w zaledwie 12 dni "The Ghost" Riccardo Fredy z 1963 r. nie jest może szczytowym osiągnięciem włoskiego kina grozy, ale to pozycja, którą można śmiało obejrzeć, jeżeli ma się ochotę powrócić do bardziej klimatycznego spojrzenia na horror.
W "The Ghost" akcja rozgrywa się na zamku w Szkocji, w którym zamieszkuje przykuty do krzesła inwalidzkiego dr Hichcock (Elio Jotta), podejrzewany o dziwaczne praktyki z pogranicza okultyzmu. Opiekuje się nim jego urokliwa żona, Margaret (Barbara Steele), która jednocześnie ma romans z lekarzem swojego męża. Kochankowie postanawiają otruć kłopotliwego kalekę i przejąć jego majątek. Jednak wkrótce po morderstwie w domu zaczyna pojawiać się duch ofiary doprowadzając parę do stopniowego szaleństwa.
Nie bez powodu w pierwszym akapicie wspomniałem dwa wspaniałe włoskie horrory tamtego okresu. To oczywiście doskonałe przykłady gotyckiego kina, ale mają one jeszcze jeden ważny punkt, która wymaga przywołania przy opisywaniu "The Ghost". To oczywiście obecność Barbary Steele, urodziwej brytyjskiej aktorki, bez której wiele filmów nie pozostawałoby na tak długo w pamięci. I podobnie jest tutaj: Steele koncentruje na sobie uwagę przez cały ekranowy czas, całkowicie dominując na ekranie i nigdy nie pozwalając pozostałej trójce aktorów w pełni zaistnieć. Z jednej strony to oczywiście zasługa odtwarzanej przez nią postaci, która jest kluczowa dla opowiadanej historii, ale z drugiej to ona sama przykuwa największą uwagę widza (chociażby jej charakterystyczne, duże oczy!). Steele wciela się w młodą i ładną kobietę żyjąca spętana sytuacją osobistą przez związek ze starszym od siebie, sparaliżowanym mężczyzną, którego postrzega jedynie jako przeszkodę na drodze do przejęcia jego majątku. Aktorka idealnie pasuje do roli kobiety pięknej i zmysłowej z zewnątrz, a jednocześnie cynicznej i plugawej od środka, chciwej i pełnej pogardy dla własnego męża Idealne połączenie pięknej i bestii w jednym ciele, co niespecjalnie dziwi w przypadku Steele, która niejednokrotnie była obsadzana w rolach kobiet o podwójnych osobowościach. O jej sile oddziaływania łatwo się przekonać chociażby w scenie, w której tnie brzytwa bez opamiętania jednego z mężczyzn czy w końcowych minutach gdy jej obłędny śmiech zdradza stan emocjonalny bohaterki, tworząc jedną z najlepszych scen filmu. Do pozostałych aktorów trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia, jednak stanowią oni de facto postacie drugorzędne. To Steel gra tutaj pierwsze skrzypce i trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że gdyby nie ona, to z pewnością film straciłby dużo ze swojej siły. Podobnie zresztą jak kręcony równolegle z nim, inny horror z dr Hichcockiem, "The Terrible Dr Hichcock", z którym "The Ghost" dzieli kilka elementów wspólnych, jak chociażby postać służącej czy samej pani Hichcock granej przez Barbarę Steele (choć tutaj nazywa się ona Margaret a nie Cynthia).
Jednak nie tylko jej obecność zadecydowała, że warto sięgnąć po dzieło Fredy. Jak na dobry gotycki horror przystało nie brakuje tu gęstej atmosfery, aury zagadkowości i tajemnicy czy charakterystycznych dla tego typu kina scenografii (wszechobecne świeczniki, mroczne krypty). Warto przy tym zwrócić uwagę, że "The Ghost" wyróżnia się na tle innych pozostałych filmów z tego okresu tym, że był kręcony w kolorze. Jest to nie bez znaczenia, bo w "The Ghost" oglądamy scenę, w której podczas brutalnego morderstwa krew dosłownie zalewa ekran! Oczywiście dzisiaj nie budzi to żadnych większych emocji, jednak mając na uwadze czas powstania filmu, musiało to robić duże wrażenie. Ponadto, mamy również serię niepokojących wydarzeń, które stopniowo doprowadzają umysł zdezorientowanej Margaret do obłędu. Trudno się dziwić, że kobieta coraz bardziej odchodzi od zmysłów skoro sama przestaje być pewna czy mąż jedynie upozorował swoją śmierć czy też ma do czynienia z zemstą zza grobu. Riccardo Freda dobrze podsyca tę niepewność, dorzucając co jakiś czas ziarno niepokoju i konfrontuje bohaterkę a to ze spadającym ze schodów wózkiem inwalidzkim (skojarzenie z "The Changelling" jak najbardziej na miejscu), a to z pojawiającym się duchem zmarłego w jej sypialni. Jednak pierwsza część filmu jest dość powolna, momentami niezbyt ciekawa, żeby nie powiedzieć nudna (zbyt rozbudowana scena związana z otwarciem spadku) i podszyta nieco za bardzo melodramatyzmem. Sama końcówka być może będzie przewidywalna, ale jest dobrym zwieńczeniem całości. Tu również mam pewne podejrzenia co do inspiracji dla znanego amerykańskiego twórcy gatunku, jednak nie będę zdradzał jego nazwiska by nie psuć zabawy.
Włochy to kraj, który niewątpliwie może się poszczycić wieloma uznanymi nazwiskami jeśli chodzi o gotycki horror, że wystarczy wspomnieć Mario Bavę czy Antonio Margheriti’ego, jednak Riccardo Freda (swoją drogą ukryty w czołówce pod pseudonimem Robert Hampton) często wydaje mi się pomijany w tych wyliczankach. Szkoda, bo jego zasługi dla włoskiego kina grozy (całego) są bardzo duże, dlatego tym bardziej zachęcam do zapoznania się w "The Ghost" – nieśpiesznym, ale dobrym gotyckim horrorem spod jego ręki, który choć niepozorny może dostarczyć więcej emocji niż niejedna współczesna produkcja.