Recenzja horroru

Evil Dead, The (Martwe Zło)
Tytuł oryginalny:
Evil Dead, The
Reżyseria:
Sam Raimi
Scenariusz:
Sam Raimi
Obsada:
Bruce Campbell, Ellen Sandweiss, Richard DeManincor, Betsy Baker, Theresa Tilly
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1982
Czas trwania:
85 minut






"Przyłącz się do nas..."
"Dlaczego zakłóciliście nasz sen; obudziliście nas z odwiecznej drzemki? Umrzecie! Tak jak inni przed wami, jeden za drugim..."
Istnieją w moim ukochanym gatunku horrory, które mimo szczerych chęci nie potrafię, a może nawet nie chcę oceniać obiektywnie. Filmy dla mnie arcyważne i traktowane z nabożną czcią z racji tego, że uczyniły ze skromnego chłopaka z Mazowsza zatwardziałego fana horroru. Filmy, które mnie ukształtowały, rozbudziły w sercu miłość do kina grozy, spowodowały, iż stałem się obiektem drwin czy ciekawskich spojrzeń ze strony otoczenia. Gdy przyznawałem się do tego, iż moją pasją jest horror, niektórzy z rozmówców byli zaintrygowani bądź uznawali mnie za ekscentryka. Jednym z takowych filmów było, jest i będzie kultowe "The Evil Dead" po raz pierwszy obejrzane przez niżej podpisanego jakoś w roku 1989 albo 1990 – nie pamiętam dokładnie. Na takim dzieciaku jak ja bezkompromisowa jatka Raimiego wywarła kolosalne wrażenie i głęboko wryła się w pamięć. Późniejsze oglądanie "Martwego zła" stanowiło dla mnie swego rodzaju rytuał – dość powiedzieć, iż do tej pory widziałem ów horror ponad dwadzieścia razy. Szybko nadszedł czas poszukiwań – każdy dreszczowiec, który trafiał w me lepkie ręce musiałem zobaczyć i to najlepiej od razu. I choć obecnie nie wracam do "The Evil Dead" zbyt często debiutancki pełnometrażowy shocker Sama Raimiego wciąż może liczyć na ogromny szacunek z mej strony. Szacunek szczery i gorący!
Opuszczona kabina położona głęboko w leśnych ostępach Tennessee. Wokół jedynie ponure drzewa, bagna, z których emanują gnijące opary oraz czające się w mroku nocy zło gotowe opętać każdego nierozważnego przybysza. Do chatki prowadzi zmurszały, grożący w każdej chwili zawaleniem most, po którym przetacza się Oldsmobile Delta 88 z kwintetem przyjaciół w środku. Ash. Jego siostra Sheryl uwielbiająca rysować. Scotty. Linda. Shelly. Piątka postaci z krwi i kości pragnąca wspólnie spędzić czas w drewnianej kabinie. Zabawa nie trwa jednak długo. Scotty odnajduje w piwnicy wykonaną z ludzkiej skóry i napisaną ludzką krwią straszliwą księgę Necronomicon Ex Mortis oraz magnetofon z zapisem inwokacji demona. Na taśmie słychać głos archeologa, który oznajmia, iż zło zawładnęło jego małżonką, po czym wymawia przeklęte zaklęcie przyzywające krążącą pośród drzew ohydę. Sheryl szaleje ze strachu. Słyszy niepokojący szept dochodzący z lasu – wypowiadający dwa słowa "Join us!". Chcąc sprawdzić, co się dzieje udaje się w głąb leśnej dziczy i pada ofiarą gwałtu zaatakowana przez gałęzie drzewa. Zaczyna ją gonić niewyobrażalna potworność, lecz w porę trafia do chatki. Zaniepokojony jej stanem Ash próbuje wywieźć siostrę do najbliższego miasta, ale zastaje na swej drodze doszczętnie zniszczony most. Po powrocie do kabiny okazuje się, że dziewczynę opętał demon. Od tego momentu rozpoczyna się skąpana w potokach krwi rzeźnia, a odrąbane części ciała zaścielą podłogę. Tej upiornej nocy wszyscy towarzysze Asha przemienią się w spragnione krwi demony, których pozbyć się można jedynie poprzez rozczłonkowanie. W ruch idzie niezawodna siekiera, łopata, a także odkryta w piwnicy strzelba, a biedny Ash Williams chcąc nie chcąc musi walczyć o ocalenie...
"The Evil Dead" (znany w Polsce pod tytułami "Martwe zło", "Diabelski nieboszczyk" i "Urok śmierci") w pełni zasługuje na zaszczytne miano horroru kultowego, choć stał się filmem już na tyle dobrze znanym i lubianym, iż jego otoczka kultowości powoli przygasa. Osobiście nie wyobrażam sobie miłośnika kina grozy, który go nie widział, a jeśli nawet tak się zdarzyło, to musiałby jak najszybciej nadrobić zaległości. Początek lat 80-tych w USA był okresem, gdy masowo kręcono niezależne produkcje typu slasher. Nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, na scenie horroru pojawia się skromny film pełnometrażowy Sama Raimi. I następuje wstrząs! Co istotne, głównym źródłem inspiracji dla reżysera wcale nie byli George A. Romero czy chociażby James Whale, lecz komediowe trio Three Stooges, słynące z zabawnych wodewilowych krótkometraży. Gdzieś pod powierzchnią szokujących scen gore i jeżącej włosy na głowie grozy pulsuje nieskrępowany w swoim amoku komizm. I choć "Martwe zło" to nie komedia, w filmie odnajdziemy całkiem sporo groteskowego humoru. Humoru, który znieczula, gdy z ekranu tryska strumieniami jucha, a odrąbane części ciała fruwają w powietrzu – trudno się bowiem nie uśmiechnąć, gdy Ash wali po raz któryś z kolei żeńskiego demona ogromnym kawałem drewna, a tenże wymiotuje w obiektyw kamery.
Budżet "Uroku śmierci" wyniósł zaledwie 350 tysięcy dolarów, a nakręciła go w ciągu 3 lat grupka przyjaciół, zapaleńców horroru. Do wypromowania filmu znacznie przyczynił się słynny cytat Stephena Kinga "The Ultimate Experience in Grueling Terror" oraz jego entuzjastyczna recenzja zamieszczona w Twilight Zone. W samych Stanach Zjednoczonych film zarobił 2 miliony 400 tysięcy dolarów, natomiast na świecie blisko 10 milionów, tak więc sukces finansowy odniósł ogromny. Opuszczona chatka, gdzie nakręcono "Martwe zło" znajdowała się w lasach niedaleko Morristown w stanie Tennessee, niestety na krótko po ukończeniu filmu spłonęła, pozostał po niej jedynie komin i palenisko, do którego trafił Necronomicon Ex Mortis pod koniec pierwszej części trylogii. Nad efektami specjalnymi czuwał Tom Sullivan – twórca Księgi Umarłych i kandaharskiego sztyletu, odpowiedzialny także za make-up obsady. Sam Raimi oraz Robert Tapert wystąpili w epizodycznych rólkach dwójki autostopowiczów machających do grupki podążającej autem w głąb lasu.
Wielkim atutem "The Evil Dead" są niezwykle innowacyjne zdjęcia. Niewidzialne zło widz obserwuje z pierwszej perspektywy, kiedy z rykiem nadciąga z lasu, twarze (ludzkie i demonów) są widoczne z rozmaitych ujęć, a film nakręcono w formacie 16mm, przede wszystkim ze względów budżetowych. Cóż jednak z tego, jeśli nad całością unosi się wręcz niewiarygodny entuzjazm Sama Raimi i jego ekipy filmowej. Reżyserska pewność siebie spowodowała, iż widziany po raz pierwszy "Urok śmierci" wwierca się w pamięć widowni na długie lata i nikogo nie pozostawia obojętnym.
Grany przez Bruce’a Campbella Ashley J.Williams szybko stał się jedną z ikon amerykańskiego horroru obok Freddy Kruegera, Jasona Voorheesa, Leatherface’a czy Michaela Myersa. W pierwszej części trylogii Ash jest facetem wrażliwym, romantycznym, krótko mówiąc mięczakiem. Dopiero, gdy jego dotychczasowi przyjaciele zaczynają się przeobrażać w spragnione krwi demony i wymagają poćwiartowania, z konieczności zaczyna działać. Z początku trzęsie się ze strachu niepewnie dzierżąc w dłoni siekierę. Z czasem zaczyna walczyć o życie, ekran zalewa rzeka czerwieni, a kinetyczne tempo akcji nie pozwala na wytchnienie.
Być może trudno uwierzyć, ale "The Evil Dead" wywołał burzę kontrowersji w wielu krajach. W Niemczech został zbanowany, w Wielkiej Brytanii znalazł się na liście video nasties i stał się przedmiotem wielu procesów o szerzenie obsceny, przedtem padł jednak ofiarą ingerencji cenzorskiej ze strony BBFC (wycięto z niego m.in. scenę gwałtu). Dopiero w 2001 roku w UK ukazała się na DVD wersja fully uncut. Jeśli chodzi o gore, to "Martwe zło" wciąż pozostaje jednym z najkrwawszych horrorów z początku lat 80-tych. Wbijanie ołówka w stopę, ćwiartowanie demona na kawałki siekierą, dekapitacja przy użyciu łopaty to tylko niektóre z makabrycznych atrakcji umieszczonych w filmie.
Konkludując, "The Evil Dead" to fenomen lat osiemdziesiątych, horror, który do tej pory potrafi porządnie zmrozić krew w żyłach nawet pomimo dużej ilości tryskającej krwi. Źródłem inspiracji dla krwawej jatki Sama Raimi był niewątpliwie podszyty Lovecraftem skromny film grozy Jacka Woodsa "Equinox" (1970), z którym łączy "Martwe zło" kilka zauważalnych podobieństw (chociażby złowieszcza księga Necronomicon), ale nie jest to akurat istotne. "The Evil Dead" straszy, przeraża i szokuje pierwszorzędnie – co do tego nie mam absolutnie żadnych wątpliwości. Wątpię, że szykowany na rok 2010 przez Ghost House Pictures remake zdobędzie aż tak wielki rozgłos.
"Niedługo wszyscy będziecie tacy jak ja... I kto kogo zamknie wtedy w piwnicy?"