Recenzja horroru

Devils Nightmare, The
Tytuł oryginalny:
La plus longue nuit du diable
Reżyseria:
Jean Brismée
Scenariusz:
Jean Brismée, Pierre-Claude Garnier
Obsada:
Erica Blanc, Daniel Emilfork, Jean Servais, Shirley Corrigan, Ivana Novak
Kraj:
Belgia / Włochy
Rok produkcji:
1971
Czas trwania:
95 minut






Europejskie horrory z lat 60. i 70., jak powszechnie wiadomo, prezentują różny poziom. Cała masa filmów to typowe erotyczne śmieci, usiłujące zasłużyć na miano "filmu grozy". Na szczęście, nieco zapomniany "La plus longue nuit du diable", taki nie jest.
Historia opowiedziana w filmie przedstawia się następująco: szóstka turystów – małżeństwo około czterdziestki, dwie samotne dziewczyny, student seminarium duchownego oraz starszy mężczyzna – podróżuje busem po środkowo-wschodniej Europie. Ponieważ droga jest zablokowana, a zbliżająca się burza uniemożliwia im dalszą podróż, pytają osobliwie wyglądającego człowieka o jakiś dogodny dojazd. Ów proponuje im, żeby poprosili o nocleg na znajdującym się w okolicy zamku barona von Rhonenberga, z czego cała wycieczka skwapliwie korzysta. Podczas kolacji do gości dołącza jeszcze jedna osoba – atrakcyjna rudowłosa kobieta. Baron opowiada o ciążącej na rodzinie klątwie, która jest spadkiem po podpisaniu paktu z diabłem przez jednego z przodków. Otóż każda kobieta z rodu von Rhonenberg jest sukkubem, w związku z czym dziewczynki zazwyczaj zabijano tuż po narodzeniu. Baron nie mówi jednak, że sam zabił własną córkę, narodzoną ponad dwadzieścia lat wcześniej podczas bombardowania Berlina. Po kolacji i krótkim odpoczynku, goście rozchodzą się do swoich pokojów. Wszystkich ogarnia jednak trudny do wytłumaczenia lęk potęgowany przez dziwne i niepokojące wydarzenia. Mają się czego bać, bowiem już wkrótce zaczynają ginąć z ręki sukkuba...
"La plus longue nuit du diable" to z pewnością film niezwykły. Choć punkt wyjścia nie jest zbyt oryginalny, sama historia zaskakuje świeżym spojrzeniem. Nie jest to bowiem banalny slasher, gdzie zabójca wybija ciekawskich gości, ale coś w rodzaju baśni dla dorosłych, z czytelnym morałem. Każdy z gości ma jakąś słabość, którą wykorzystuje sukkub przy odbieraniu im życia. Reżyser filmu piętnuje ludzkie przywary, znane też jako grzechy śmiertelne, prowadząc prosto do samego twórcy grzechu – Szatana. Jego rolę odgrywa niesamowity Daniel Emilfork, którego twarz z pewnością mogłaby się śnić dzieciom po nocach. Dlatego też, jak również ze względu na lesbijskie sceny erotyczne oraz parę efektownych scen śmierci, film, choć posiada walory baśni, kierowany jest do widzów dorosłych. Miłośnicy gotyckich klimatów nie powinni czuć się zawiedzeni – twórcy dołożyli wszelkich starań, by zamek, choć zadbany, był pełen tajemnic. Za to zwolennicy gore mogą być nieco rozczarowani – same sceny zabójstw, choć pomysłowe i wyraziste, nie rażą okrucieństwem. W filmie nie uświadczy się też taniego efekciarstwa.
Również aktorzy, poza wspomnianym Emilforkiem (aktorem z dużym dorobkiem, który m.in. zagrał w "Niezwykłej podróży Baltazara Kobera" Wojciecha Hasa i w "Piratach" Romana Polańskiego), stanęli na wysokości zadania, a szczególnie Erica Blanc, raz piękna i kusząca, innym zaś razem odrażająca i zła. To z pewnością jedna z lepszych jej ról.
Gorąco polecam ów stosunkowo mało znany tytuł. Film jest naprawdę intrygujący. Jego reżyser niewiele nakręcił, tym bardziej trzeba docenić "La plus longue nuit du diable". To kolejna z europejskich perełek, może nie aż tak efektowna, jak filmy Mario Bavy, czy Dario Argento, ale z powodzeniem wytrzymująca porównanie np. z dokonaniami wytwórni Hammer. I uważajcie, moi drodzy - licho nie śpi ;)