Recenzja horroru

Horror Deadly Spawn, The

Deadly Spawn, The (Diabelskie nasienie)

Tytuł oryginalny:

The Deadly Spawn

Reżyseria:

Douglas McKeown

Scenariusz:

Douglas McKeown

Obsada:

Charles Hildebrandt, Tom De France, Richard Lee Porter, Elissa Neil, James Brewster

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1983

Czas trwania:

78 min.

Setka ociekających śliną zębów, gotowych rozszarpać ciało człowieka jak szmacianą lalkę, a jego bujnym wnętrzem przyozdobić obszar w promieniu czterech metrów, szczerzy się do widza z ekranu, który w trakcie seansu zdaje się go usilnie ugryźć. Pomiot kosmosu, dalszy krewny Tryfidów z powieści Johna Wyndhama. Mordercze, ohydne, rozjuszone, szkodliwe, niebezpieczne, duże, głodne, marzące o tym by wydrążyć ludzkie ciało niczym dynie na Halloween - "diabelskie nasienie".

W sercu gęstego lasu dwaj obozowicze są świadkami upadku meteorytu. Niestety przy próbie oględzin tajemniczego obiektu, zostają skonsumowani przez gnieżdżące się w nim nasienie. Bestię, która z każdą następną ofiarą urasta do przerażających rozmiarów i wydaje na świat niezliczone ilości podobnych sobie maszkar. Na swe tymczasowe gniazdo wybiera wilgotną piwnicę przycupniętego na wzgórzu, potężnego domostwa, otoczonego zewsząd murem ciemnego lasu. W dzień gdy sprowadziła się do owej budowli, na okolicę spłynął obfity deszcz, w rytm którego domownicy systematycznie poczęli tracić różne kończyny. Osaczeni przez wiecznie nienasycone larwy, kolejno padają łupem ich złaknionych mięsa zębisk.

Lata pięćdziesiąte obfitowały w najróżniejszej maści monstra przybyłe z odległych, nieodgadnionych krańców wszechświata, które postrzegały z reguły Ziemian jako obiekty przeznaczone do konsumpcji. "The Blob", "It Came from Outer Space" czy choćby "Invasion of the Body Snatchers" w reżyserii Dona Siegela. ,,Diabelskim nasieniem" Douglas McKeown powraca do tradycji tamtych lat, z tą tylko różnicą, iż faszeruje swój obraz niesamowitą dawką gore. Nie czyni jednak z obrazu jednej wielkiej, pozbawionej sensu jatki, w której po czwartym rozszarpanym ciele widzom sen ciśnie się na oczy. Tu wszystko odbywa się w zupełnie inny sposób, każda sekwencja pełna posoki różni się od pozostałych. Prawdziwy koszmar startuje ze spowitej oparami wrzącej wody piwnicy, gdzie reżyser zaskakuje nas genialną, jak na tak niski budżet, sceną mordu. Kłęby pary, wnętrze skryte w półmroku, samotna żarówka dyndająca bezwolnie na kablu niczym skazaniec na szubienicy, po czym szybki montaż. Nie widzimy kłów zatapiających się w ciało, lecz desperacko orające podłogę dłonie, wystarczające by zmrozić krew w żyłach. Ściany przyjmują głęboki odcień czerwieni, a naszym oczom ukazuje się złowieszczy cień, to przybysz z odległych zakątków galaktyki przeżuwa kęs za kęsem. Wszystko odbywa się niezwykle szybko, a niepokojącego klimatu dodaje scenie rozhuśtana żarówka, której potencjał autor zdjęć, Harvey Birnbaum, wykorzystał znakomicie. Nie myślcie, że scena ta jest przypadkiem, inne sekwencje rozgrywające się w owym smętnym podpiwniczeniu, są równie nieziemskie. Ujęcie krwi napływającej do kratki ściekowej, następnie gwałtowny atak potwora, który przysysa się do twarzy małżonki wcześniej wchłoniętego mężczyzny i zrywa jej twarz, to motyw na długo zapadający w pamięć.

Nim monstrum wraz ze swym pomiotem przeniesie się na wyższe kondygnacje potężnego domu, piwniczne czeluści odwiedzi mały chłopiec, którego niespokojną wędrówkę po ich wnętrzu, można przyrównać do tej jaką Bruce Campbell odbył w słynnym "Evil Dead". Nie twierdzę, że "Diabelskie nasienie" jest równie przerażające co dzieło Raimiego, wręcz przeciwnie. Obraz McKeowna to widowisko nastawione bardziej na tworzenie klimatu, cudownej atmosfery, która ocierając się troszkę o kicz, potrafi rozradować duszę każdego rozkochanego w niskobudżetowym kinie maniaka. Nie ma w nim powalającego z nóg suspensu, momentami tępo zaczyna nawet zwalniać, lecz proponuję się tym nie przejmować, gdyż ta wspaniała, klasyczna otoczka (typowy, amerykański dom na wzgórzu, ulewa za oknami i cała masa wyjątkowych ujęć), rekompensuje wszystkie braki i niedociągnięcia. Rozgrywający się na ponurym strychu finał z przezabawną sceną szczucia potwora sztuczną głową jest godnym zwieńczeniem całego obrazu.

Niestety z dwóch powodów żal serce ściska. Po pierwsze jest to jedyny film jaki wyreżyserował Douglas McKeown. Po drugie, trwa zaledwie osiemdziesiąt minut. Będą to jednak minuty pełne mlaskania, kłapania i chłapania, przy których miłośnicy międzygalaktycznych najeźdźców zaspokoją swój głód posoki równie skutecznie co "diabelskie nasienie".

Ocena: 4+/6

Autor: Lobo