Recenzja horroru

Dark Power, The
Tytuł oryginalny:
Dark Power, The
Reżyseria:
Phil Smoot
Scenariusz:
Phil Smoot
Obsada:
Lash LaRue, Anna Lane Tatum, Cynthia Bailey, Mary Dalton
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1985
Czas trwania:
82 minuty
Na lata 1970-1985 przypada gwałtowny rozwój kina eksploatacji w Stanach Zjednoczonych. Na skutek rozluźnienia cenzury niezależni filmowcy prześcigali się w przenoszeniu na ekran swych pełnych przemocy i seksu delirycznych wizji. W kinach dla zmotoryzowanych triumfy święciły m.in "The Headless Eyes" (1971), "I Drink Your Blood" (1971) czy "Scream Bloody Murder" (1973). Wiele niskobudżetowych produkcji z tamtego okresu zostało zapomnianych np. "Curse of the Moon Child" (1972), "Curse of the Alpha Stone" (1972), "Enter the Devil" (1973), "Dimension" (1984), "Force of Darkness" (1985), "Hanging Heart" (1983), "Nutriaman: The Copasaw Creature" (1985), "Satan War" (1979), "Sasqua" (1975), "Insanity" (1973), "Wapper" (1975), "Wendigo" (1978), "Till Death" (1974), by wymienić zaledwie kilka tytułów. Czas najwyższy odkopać je z przepastnych otchłani b-klasowego cmenatrzyska. Ale dość już tych moich osobistych dywagacji – skupmy się na "The Dark Power"...
Za gwiazdę slapstickowego slashera Phila Smoota (western science-fiction "Alien Outlaw" z 1985 roku) należy uznać Lasha LaRue, weterana licznych westernów z lat 40-tych i 50-tych oraz, rzecz jasna, jego świszczący bicz. Wykreowana przez Stevena Spielberga postać bohaterskiego archeologa Indiany Jonesa wzoruje się podobno na Lashu. Za życia dziesięciokrotny rozwodnik łamie serce wyemancypowanej pani reporter i z pomocą magicznego bicza wysyła z powrotem do piachu czwórkę krwiożerczych Tolteków. Wcześniej grupa studentów collegu wprowadza się do domu położonego na wzgórzu Totem Hill. Nad miejscem ciąży klątwa: setki lat temu czterech indiańskich szamanów pogrzebało się tam żywcem. Wraz z nadejściem ´złych dni´ złaknione ludzkiej posoki demony ożywają wygrzebując się z ziemi. Leje się piwo, poleje się krew...
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że twórcy "The Dark Power" nie do końca wiedzieli czy potraktować swój materiał serio, czy obrócić go w czysty camp. Dostrzegam bowiem w historii o czterech azteckich ożywieńcach zadatki na naprawdę niezły horror zaprzepaszczone przez irytujący slapstickowy komizm. No bo jak tu nie popukać się wymownie w czoło przy scenie, w której nieumarły Toltek demoluje kuchnię, chwyta puszkę z piwem i zasiada w fotelu. Stworzenie zabawnego horroru komediowego wymaga inteligencji i subtelnego wyczucia materiału w "The Dark Power" wykluczonego przez kiepski scenariusz i fatalne aktorstwo. Swoista kombinacja "Children Shouldn´t Play with Dead Things" i "Sorority House Massacre" przyprawiona szczyptą "The Evil Dead" nie wyszła filmowi na dobre. W dodatku pod powierzchnią horroru Smoota wrze nieskrępowany rasizm: jedna z dziewcząt (Lynn) obraża się na swoje współlokatorki, bo zaprosiły do wprowadzenia się czarnoskórą koleżankę, słowo "czarnuch" przewija się dość regularnie w dialogach, a w pokoju pewnego młodzieńca wisi sobie zgrabnie konfederacka flaga. Parę amatorskich scen gore cieszy oko: obieranie twarzy ze skóry, odrywanie ręki i... uwaga, uwaga... dekapitacja biczem!
W prologu chłopca jadącego na rowerze przez las ściga czwórka rozwścieczonych psów. I wtedy pojawia się on. Leśny strażnik Girard. Lash LaRue. Mistrz skórzanego bicza. Na ratunek nigdy nie jest za późno. Psy srogo obrywają po grzbietach. Indiańscy zmartwychwstańcy nie mają z nim szans, zwłaszcza gdy chwacko krzyczy: "Poczuj mój bicz, sukinsynu!". Okrzyk bojowy godny superbohatera! Nadchodzi zagłada dla straszydeł w halloweenowych maskach! A ocena idzie o oczko w górę ze względu na Lasha...
"Dobra, demoniczne dranie, wyjdźmy na zewnątrz!" – Lash LaRue.