Recenzja horroru

Black Pit of Dr. M, The
Tytuł oryginalny:
Misterios de Ultratumba
Reżyseria:
Fernando Mendez
Scenariusz:
Ramon Obon
Obsada:
Beatriz Aguirre, Lupe Carriles, Antonio Raxel, Rafael Bertrand
Kraj:
Meksyk
Rok produkcji:
1958
Czas trwania:
82 minuty
Od pewnego czasu nastały dobre dni dla miłośników filmowego horroru. Nie mam tu oczywiście na myśli wołającego o pomstę niebios trendu do przerabiania starych i nowych klasyków gatunku na papkę strawną dla przeciętnego popkornożernego amerykańskiego nastolatka. Dla prawdziwych fanów celuloidowej grozy firmy takie jak NoShame, Mondo Macabro czy Casa Negra przygotowują luksusowe wydania zapomnianych pereł horroru spod ręki mistrzów gatunku. Ostatnia z wymienionych firm ma jasno określony profil wydawniczy. Przywraca światu zaginione, długo zapomniane, lub niedostępne wcześniej klasyczne pozycje z Meksyku. Z odrestaurowanym obrazem i dźwiękiem, solidne wydanie, pozwalają każdemu, kto ma ochotę wyściubić nos poza wąskie ramki filmideł z USA, poszerzyć swoją wiedzę o tym co, warto znać w dziedzinie straszenia na ekranie. Bo też niewątpliwie dzieła takie jak "La Maldición de La Llorona" czy opisywany poniżej "Misterios de ultratumba" naprawdę warto poznać.
Doktorzy Aldama i Mazali dzielą wspólną pasję - chcą dowiedzieć się, czy możliwe jest życie po śmierci. Zawierają więc umowę, że ten, który pierwszy umrze, znajdzie sposób by powrócić z zaświatów i przekazać koledze sposób na oszukanie śmierci. Aldama umiera w początkowych sekwencjach filmu i niedługo potem, za pomocą medium przekazuje informacje, że powrót zza światów jest możliwy. Można żyć ponownie, lecz cena jaką należy za to zapłacić jest bardzo wysoka. To ostrzeżenie nie robi wielkiego wrażenia na doktorze Mazali - z niecierpliwością wyczekuje terminu wyznaczonego przez ducha, by osobiście przekonać się o tym, jak to jest powrócić między żywych po zgonie. W trakcie oczekiwań na zapowiedzianą datę w klinice dla obłąkanych, którą prowadzi dokonuje eksperymentalnych zabiegów na swoich pacjentach, zwłaszcza na dysponującej nadludzką siłą Cygance. Niestety nie wszystko przebiega pomyślnie i w efekcie jeden z sanitariuszy zostaje straszliwie okaleczony. Zaś duch doktora Aldamy kontaktuje się ze swoją porzuconą niegdyś córką, Patricią i namiawia ją do wizyty u Mazali. Na miejsce wydarzeń przybywa również młody doktor Gonzales, którego dręczą sny o Patricii, choć nie spotkał jej wcześniej. W klinice i domu doktora sytuacja coraz bardziej się komplikuje, a wyznaczony przez Aldamę termin zbliża się nieubłaganie.
Naprawdę należy przyklasnąć takim inicjatywom i takim liniom wydawniczym jak ta Casa Negra. Po stokroć bardziej warto odkrywać takie nieznane filmy z najróżniejszych zakątków świata, niż przekopywać się przez kolejne mainstreamowe lub niskobudżetowe gnioty z Ameryki. Choć Mort by się pewnie ze mną nie zgodził, kino meksykańskie sprzed 40 lat bardziej warte jest uwagi niż koreańskie wypociny rodzaju 'Spider Forest';-) 'Misterios de ultratumba' to bardzo dobre kino w starym stylu. Od strony fabularnej przypomina produkcje Universalu z lat '30. Owładnięty chorobliwą pasją odkrycia tego, co wymyka się poznaniu naukowiec i straszliwe konsekwencje jakie ta obsesja ściąga na ludzi to przecież jeden ze sztandarowych motywów obecnych w obrazach ze złotego okresu studia Universal. W filmie Mendeza ta przestroga i namysł nad ludzkimi skłonnościami są ujętę w klamrę - w historię wprowadza nas głos z offu, również na zakończenie ten sam głos dzieli się refleksjami o tym, co jest udziałem wielu ludzi - próbą przeniknięcia tajemnicy śmierci. Takie charakterystyczne podejście do tematu szalonego naukowca zyskuje tu swój niewątpliwy urok przez specyfikę języka i miejsce, w którym powstał film. Osobiście jestem wielkim fanem śpiewności języka hiszpańskiego i jego urok niweluje wszelkie niedostatki gry aktorskiej (sztuczność obecna również i u Browninga na przykład) i wpadki realizatorskie, których tu nie mało. Zresztą scenariusz również pozostawia nieco do życzenia. Reżyser skroił fabułę z wielu wątków, które nie znajdują wyjaśnienia pod koniec projekcji. Czego tu nie mamy? Prorocze sny, duchy, życie po życiu, deformacje fizyczne, szalony naukowiec, eksperymenty medyczne, obowiązkowy wątek miłosny (z komplikacjami) - część tych elementów pojawia się właściwie znikąd i nic do opowiadanej historii nie wnosi. Wątek przeznaczenia doktora Mazali reżyser porzuca na dość długi czas i koncentruje opowieść na sprawach pobocznych, które częściowo znajdują swoje uzasadnienie w dalszym toku fabuły. Oglądając 'Misterios de ultratumba' ma się jednak wrażenie zachwianych proporcji. Zbyt dużo dodatków sprawia, że główna oś fabularna jest słabo widoczna.
Tyle tylko, że te zastrzeżenia odnośnie wprowadzania zbyt wielu wątków, mnogości motywów i tropów, są nie do końca trafione. Siłą 'Misterios de ultratumba' jest przede wszystkim umiejętne kreowanie nastroju. Mendez ma dobre wyczucie planu, kadry są ciekawie aranżowane, a kilka scen to prawdziwe mistrzostwo świata. Gotyckie wnętrza (na meksykańskiej prowincji!) dzięki talentowi reżysera wyglądają naprawdę nastrojowo, pomimo że widać, np. w scenie walki między dr. Gonzalesem a Elmerem, że ściany pomieszczenia są wykonane z tektury i uginają się pod ciężarem ciał. Jednak sposób filmowania sprawia, że nawiązania do niemieckiego ekspresjonizmu są nadto widoczne i sprawiają, że zapomina się o niedostatkach fabularnych. Dodatkowo mamy wprowadzoną scenę jakby z innej opowieści - oto nagle jesteśmy świadkami baletu w wielkim pustym pomieszczeniu, które udaje teatr czy też knajpę. Wspomniana umowność dekoracji aż iskrzy, ale surrealistyczny posmak takiego zabiegu dodaje pikanterii filmowi. Kto spodziewałby się festiwalu kampu, znanego z innych produkcji meksykańskich, jak choćby z serii o Santo, tez się zawiedzie. Ale kto chce dobrego horroru w starym stylu nie zawiedzie się.
Na zakończenie chciałbym przytoczyć słowa Guilermo Del Toro, który powiedział: "...Fernando Mendez jest jednym prawdziwych mistrzów kreowania atmosfery. Jego filmy są pełne odkrywczych, czysto filmowych chwil, które pozwalają zapomnieć o mikroskopijnym budżecie. Naprawdę to jeden z meksykańskich mistrzów kina fantastycznego..." (cyt. za stroną www Casa Negra) Myślę, że dalsza rekomendacja jest zbędna. A ja przy kolejnej wizycie w sklepie na pewno kupię "El Vampiro / Ataúd del Vampiro" Mendeza.