Recenzja horroru

Beauties and the Beast, The
Tytuł oryginalny:
Beauties and the Beast, The
Reżyseria:
Ray Nadeau
Scenariusz:
Gaynor MacLaren
Obsada:
Jean Gibson, Uschi Digard, Marius Mazmanian, Bob Makay
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1974
Czas trwania:
66 minut







Yeti, Sasquatch, Mi-Go, Bigfoot – niezależnie do nadawanego mu imienia legendarny hominid zamieszkujący mroczne zakątki świata pobudzał i pobudzać będzie chyba zawsze wyobraźnię filmowców. Czy istnieje? Czym w swej istocie jest? Dlaczego tak starannie urywa się przed ludzką cywilizacją? Odpowiedzi na te i inne pytania, związane nieodmiennie z odrażającym człowiekiem śniegu i jego krewnymi, nie udzieli wam z całą pewnością film Ray’a Nadeau "The Beauties and the Beast" (1974), znany również pod tytułami "Desperately Seeking Yeti" i "The Beast and the Vixens". Jeżeli jednak lubicie oglądać nieudolne, niskobudżetowe filmy przepełnione erotyką i garażowymi "efektami specjalnym" zapewni wam 66 minut doskonałej zabawy. Trudno jest w zwięzły sposób przekazać fabułę tej zapomnianej perełki klasy Z, gdyż oglądając ten film nie sposób jest pozbyć się wrażenia, że żadnego scenariusza nie było. Jest za to plątanina porzucanych bez powodu wątków, bezcelowych ujęć i absurdalnych pomysłów. Wyliczenie wszystkich niekonsekwencji i dziwactw tego filmu z pewnością przekroczyłoby granice tej krótkiej recenzji. "The Beauties and the Beast" zapowiada się początkowo jako klasyczny monster movie, na co jednoznacznie wskazuje krótki wstęp narratora opowiadającego o Dzikim Człowieku z Lasów (lekceważąc wszystkie zdobycze kryptozoologii będę dalej określał go, dla uproszczenia, jako "Yeti"). Potem, zgodnie z hitchcockowską zasada trzęsienia ziemi, dostajemy w twarz widokiem budzącej się bestii. Konia z rzędem temu, kto nie wybuchnie śmiechem na widok "odrażającego człowieka śniegów"! Gdyby za najbardziej idiotyczny wygląd filmowego potwora przyznawano Oskara złota statuetka z pewnością zdobiłaby półkę osoby odpowiedzialnej za efekty specjalne w "The Beauties and the Beast" . Istota ta, jak się rychło okazuje, poluje na kobiety, które samotnie przebywają w odludnych miejscach po czym znosi je do swojej jaskini. W jakich celach? Tego nigdy się nie dowiemy ponieważ wątek ten nie zostaje w żaden sposób wyjaśniony. Akcja filmu skupia się na dwóch młodych kobietach, które udają się do położonej w leśnych ostępach, opuszczonej chaty na weekend. Mają się tam spotkać z jakimiś bliżej nieokreślonymi znajomymi mężczyznami i spędzić wesoły weekend. Cóż, mężczyźni ci nigdy się nie pojawiają, co nikogo nie dziwi i nie budzi niczyjego niepokoju. Bohaterki zapominają o nich równie szybko, jak zrobił to scenarzysta. Jest za to Yeti, który podgląda rozbierające się kobiety przez okno i podskakuje przy tym dziko z radości. Trudno mu się dziwić, jedną z tych kobiet jest sama Uschi Gigard, występująca pod dziesiątkami pseudonimów modelka i aktorka, najczęściej kojarzona z filmami króla nudies – Russa Meyera. Niestety w "The Beauties and the Beast" prezentuje więcej swojego szwedzkiego akcentu niż legendarnego biustu. Ale nagości w tym filmie nie brakuje! Oto bowiem z chwilą, gdy bohaterki poznają grupkę hippisów zamieszkujących opuszczony obóz skautów, wkraczamy w krainę softcorowej erotyki. Jest to o tyle dziwne, że do tego momentu nagość w filmie była starannie cenzurowana. Nie jest to jednak koniec zabawy twórców "Desperately Seeking Yeti" konwencjami i gatunkami filmowymi. Z chwilą gdy na arenę wkroczy dwóch zbirów z bronią akcja nieuchronnie zmierza w stronę kina eksploatacji a nawet rape and revange. Wspomniani powyżej osobnicy chcą odebrać biednym hippisom złote monety, którymi płacą w pobliskim miasteczku za artykuły pierwszej potrzeby. Nie wiedzą jednak, że źródłem tych numizmatycznych cacek jest nie kto inny jak sam Yeti, który odwdzięcza się nimi za pozostawiane mu przez hippisów resztki jedzenia (sic!). Jak okazuje się w kulminacyjnej fazie filmu Yeti działa wspólnie i w porozumieniu z tajemniczym, leśnym pustelnikiem, którego sztuczna broda i strój są niemal takim samym dziełem charakteryzacji jak kostium Yeti. Niestety charakter więzi łączącej pustelnika z Yeti oraz zagadka złotych monet nie zostają nigdy wyjaśnione (podobnie jak dalszy los kobiet zgromadzonych pieczołowicie w pierwszej części filmu) , gdyż po śmierci ostatniego ze zbirów film bardzo szybko kończy się, a Yeti i pustelnik odchodzą razem nieznanym kierunku.
Aktorstwo, reżyseria oraz cała reszta filmowej "kuchni" dorównują swoim poziomem scenariuszowi. Jest to kino klasy Z w swoim najbardziej klasycznym wydaniu. Polecić mogę ten film jedynie prawdziwym zwolennikom monster movies oraz tzw. "złych filmów". Reszta wielbicieli filmowego horroru niech omija ten film z daleka. Zostaliście ostrzeżeni!