Recenzja horroru

Horror Suster Ngesot

Suster Ngesot

Tytuł oryginalny:

Suster Ngesot

Reżyseria:

Arie Aziz

Scenariusz:

Aviv Elham

Obsada:

Nia Ramadhani, Mike Lewis, Donita

Kraj:

Indonezja

Rok produkcji:

2007

Czas trwania:

93 minuty

Horror Suster Ngesot - zdjęcie 1Horror Suster Ngesot - zdjęcie 2Horror Suster Ngesot - zdjęcie 3Horror Suster Ngesot - zdjęcie 4Horror Suster Ngesot - zdjęcie 5Horror Suster Ngesot - zdjęcie 6

To przez takie filmy mówi się obecnie o wypaleniu się azjatyckiego horroru. Charakterystyczny styl tamtejszego kina grozy, który jeszcze do niedawna przerażał niemalże cały świat, obecnie zjada własny ogon. Twórcy "Suster Ngesot" jakby nie zauważali, że fala zapoczątkowana blisko dekadę wcześniej wraz z takimi filmami jak "Ringu" straciła już swoją siłę. W 2007 roku kolejna opowieść o zemście zza grobu specyficznie wyglądającego ducha nie oddziałuje już tak mocno na wyobraźnię widzów. A jeżeli ktoś mimo wszystko podejmuje się takiego wyzwania musi mieć dobry materiał oraz spore umiejętności aby sprostać wysokim oczekiwaniom i skutecznie przedstawić znane motywy. Niestety "SusterNgesot" kontynuuje drogę wyznaczoną jakiś czas temu, a która w chwili obecnej – z uwagi na mnogość obrazów i ich coraz gorszą jakość - prowadzi jedynie w ślepy zaułek.

Dwie atrakcyjne dziewczyny wynajmują pokój w starym hotelu i podejmują pracę jako pielęgniarki. Wkrótce dowiadują się o przerażającej historii, związanej z tym miejscem: 20 lat wcześniej inna pielęgniarka, która dopuściła się zdrady z najlepszym przyjacielem swego chłopaka została brutalnie zamordowana. Wraz z wprowadzeniem się nowych gości, duch kobiety zostaje uwolniony.

Gdyby nie fakt, że byłem niezmiernie ciekaw, jak wygląda kolejny indonezyjski horror, zapewne nie sięgnąłbym po "Suster Ngesot" jeszcze przez długi czas. Jak się po raz kolejny okazało, również i w kinie grozy spotykamy się z sytuacją, w której niektórzy wyznaczają nowe kierunki oraz trendy, a niektórzy po prostu z nich korzystają. Trudno nie odnieść wrażenia, że twórcy tego filmu należą do tej drugiej kategorii osób, a na dodatek nie mają na tyle kwalifikacji i talentu by zrobić dobry użytek ze sprawdzonych patentów. Bo tak naprawdę największym problemem filmu okazał się sposób prezentacji powszechnie znanych motywów. To obraz, w którym prawdziwą historię zamieniono w banalną opowiastkę o zemście, a sposób jej przedstawienia nie wniósł do gatunku zupełnie niczego. Nie mam nic przeciwko filmom, które powstały na bazie pomysłów już zaprezentowanych – udoskonalanie i uatrakcyjnianie znanej formuły może przynieść zaskakujące i dobre efekty. Ale niefrasobliwa imitacja wcześniejszych dokonań nigdy nie znajdzie mojego uznania i nawet dla mnie oglądanie po raz kolejny tego samego zaczyna już być męczące. Film bardziej przypomina takie dzieła jak "Ringu" czy "Ju-On" niż w jakikolwiek sposób próbuje oddać charakter legendy na podstawie której powstał. Z pewnością znajdzie się w "Suster Ngesot" kilka scen, które mogą się podobać, ale jest to zdecydowanie za mało, aby móc powiedzieć że film reprezentuje sobą cos więcej niż tylko kiepsko odrobioną lekcje z azjatyckiego kina nastrojowej grozy. Trudno oczekiwać by widz truchlał ze strachu przy kolejnej manifestacji zjawy, która pojawia się na ekranie średnio co kilka minut. A żeby wiadomo było, że to właśnie wtedy trzeba dostać gęsiej skórki, pojawieniu się ducha towarzyszy natarczywa eksplozja dźwięków, które z czasem stają się po prostu niezwykle irytujące. Raz, dwa razy, może to wywołać pożądany efekt, ale to wszystko. Szkoda, że na tym się kończy zapas pomysł twórców na porządne straszenie, ale najwyraźniej była to jedyna metoda mająca zatuszować brak zdolności do kreowania atmosfery prawdziwego koszmaru. Podejrzewam, że w rękach sprawnego i bardziej kreatywnego reżysera wszystko mogło wyglądać dużo lepiej: scenariusz, zawierający w sobie jednak pewien potencjał (zwrot akcji), mógł nabrać życia, historia mogła by przykuć uwagę, postacie nabrałyby dramatyzmu, a kilka sugestywnych obrazów bardziej przyczyniłoby się do wywołania strachu niż ten nieustanny atak wszelakich odgłosów. A tak całość wypada bez wyrazu i trochę szkoda zatrudnionych aktorów, którzy starają się jak mogą, aby cokolwiek wycisnąć ze swoich ról, choć często ich interpretacja sprowadza się to jedynie do jakże charakterystycznego dla tamtejszego kina nadekspresyjnego wyrażania emocji.

Jako fan azjatyckiego kina grozy, nie odwróciłem się od niego plecami - wręcz przeciwnie, usilnie staram się jeszcze znaleźć tytuły, które przywracałyby mu należną świetność. Tym razem jednak było pudło. I tylko trochę smutno się robi, że wcześniejsze filmy z tamtego regionu zawierające mieszaninę oddziałującej na widza atmosfery grozy, oryginalnego podejścia do tematu, a nierzadko również ciekawego komentarza odnośnie rzeczywistości oddają pola przeciętnym produkcjom, których nadrzędnym celem jest jedynie odpowiednia ilość głośnych dźwięków serwowanych bez celu i w nadmiarze. I właśnie dlatego "Suster Ngesot" pozostawiam jedynie bardziej wytrwałym wielbicielom azjatyckiego horroru bądź też osobom wyjątkowo zaangażowanym w eksplorowanie indonezyjskiego kina grozy (choć uważam, że są zdecydowanie ciekawsze tytuły do odnalezienia, zwłaszcza starsze, vide chociażby "Queen of Black Magic").

Ocena: 2+/6

Autor: Mort