Recenzja horroru

Horror Spontaneous Combustion

Spontaneous Combustion (Samozapłon)

Tytuł oryginalny:

Spontaneous Combustion

Reżyseria:

Tobe Hooper

Scenariusz:

Tobe Hooper, Howard Goldberg

Obsada:

Brad Dourif, Cynthia Bain, Jon Cypher, William Prince, Dey Young

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1990

Czas trwania:

97 min.

Horror Spontaneous Combustion - zdjęcie 1Horror Spontaneous Combustion - zdjęcie 2Horror Spontaneous Combustion - zdjęcie 3Horror Spontaneous Combustion - zdjęcie 4Horror Spontaneous Combustion - zdjęcie 5Horror Spontaneous Combustion - zdjęcie 6

"Niebiosa spuszczą na ziemię ogień, który cię pochłonie. Ogień ten jednak będzie szczególny. Nie taki jaki znasz z ogniska, nie będzie to też ogień gwiezdny - powstanie on w tobie i strawi twe ciało pozostawiając tylko popioły..."

- Wu-Czeng-en "Małpi bunt".

W Newadzie trwają próby z bombą atomową. Brian i Peggy Bell w ramach projektu "Samson" testują na sobie szczepionkę przeciwko promieniowaniu radioaktywnemu. W specjalnie skonstruowanym schronie, "pierwsza nuklearna rodzina", bohaterowie Stanów Zjednoczonych, przetrzymują bez szwanku wybuch 10-megatonowej bomby. Jednak w czasie eksplozji Peggy była w ciąży. Wojskowi biorący udział w testach, pomimo obaw przed zniekształceniem płodu, zezwalają na poród. Dziecko przychodzi na świat 6 sierpnia, czyli w rocznicę zrzucenia "atomówki" na Hiroszimę. Na wierzchu prawej dłoni ma koliste znamię i cały czas podwyższoną temperaturę. Z chwilą narodzin Davida Bella tajemniczy ogień zaczyna pożerać ciała bliskich mu osób. Natomiast w momencie gdy dojrzewa "samoistne spalenie" staje się najistotniejszym koszmarem jego niezwykle gorącej egzystencji.

Niezgłębiony fenomen - "samoistne spalenie", żadna teoria próbująca wyjaśnić to zjawisko nie została ostatecznie potwierdzona. Faktem jest, iż nawet w krematorium ciało nie ulega całkowitemu spopieleniu, jak ma to miejsce w przypadku "samozapłonu". Pozostałe po spaleniu kości muszą być bowiem mielone przez specjalną maszynę zwaną kremulatorem. Dopiero po tym zabiegu pozostaje jedynie pył, nie jest on jednak biały, a szary. Jak więc wyjaśnić, że po większości ofiar "samoistnego spalenia" zostaje tylko kupka, najczęściej, śnieżnobiałego popiołu, co wskazywałoby na to, że temperatura spalania była znacznie wyższa, niż panujące w piecu krematoryjnym 900 stopni? W horrorze Tobe'a Hoopera na pewno nie znajdziecie na to pytanie odpowiedzi. Co więcej, w jego połowie zaczniecie się zastanawiać, czy aby faktycznie macie do czynienia z zagadką "samozapłonu", czy tylko fantastyczną wizją autora "Eaten Alive". Większość faktów dotyczących owego fenomenu, jakie każdy widz może zgłębić i to bez zbędnego przekopywania najciemniejszych zakamarków miejscowych bibliotek, nie zgadza się z tymi w filmie. Dodatkowo całość poparta została mało ambitnymi efektami wizualnymi, krótko mówiąc "nakładany" ogień nie wygląda zbyt przekonująco. Jedynie widz z mało wyrobionym okiem na subtelne wpadki speców od FX może uznać, iż przeciętna scena w rozgłośni radiowej, kiedy to dzikie płomienie zalewają pracującego tam mężczyznę, robi piorunujące wrażenie. "Samozapłon" to generalnie zlepek wlokących się żółwim tempem obrazów ukazujących proste postaci wymieniające ze sobą bezustannie koszmarnie nudne dialogi. Jakby tego było mało, Graeme Revell, autor muzyki, wyraźnie przekombinował i stworzył ścieżkę dźwiękową pasującą raczej do kolejnej części "Egzorcysty", aniżeli do horroru odwołującego się do zagadki "samoistnego spalenia". Jedyną deską ratunku był Brad Dourif, pamiętny "exterminator" z "Cmentarnej szychty", jednakże rolą Davida Bella dobił do dna swych aktorskich możliwości.

Każdemu kto obejrzy ten film nasunie się proste pytanie. Jak człowiek, który wyreżyserował "Teksańską masakrę piłą łańcuchową", jeden z najważniejszych horrorów w dziejach kina, mógł popełnić tak niewybaczalny błąd jak "Samozapłon"? Odpowiedzi nie znam, ale ja na miejscu Hoopera "samoistnie" spaliłbym przysłowiowego "buraka".

Ocena: 1/6

Autor: Lobo