Recenzja horroru

Horror Splatter Farm

Splatter Farm

Tytuł oryginalny:

Splatter Farm

Reżyseria:

John Polonia, Mark Polonia

Scenariusz:

John Polonia, Mark Polonia, Todd Smith

Obsada:

Todd Smith, John Polonia, Mark Polonia, Marion Costly

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1987

Czas trwania:

70 minut

Horror Splatter Farm - zdjęcie 1Horror Splatter Farm - zdjęcie 2Horror Splatter Farm - zdjęcie 3Horror Splatter Farm - zdjęcie 4Horror Splatter Farm - zdjęcie 5Horror Splatter Farm - zdjęcie 6

Od drugiej połowy lat 80-tych amerykańscy reżyserzy, bracia John i Mark Polonia, z zamiłowaniem godnym prawdziwch pasjonatów raczą nas swoimi tanimi filmami, których sensu wydawania całkowicie nie pojmuję. Przez te wszystkie lata, nie bacząc na brak pieniędzy, stworzyli szereg produkcji gatunkowych, z których najbardziej znany to "Splatter Farm". Choć jest to film, który miał niewątpliwie wpływ na rozwój kina amatorskiego (poprzez wzrost popularności takich produkcji), to jest to przede wszystkim triumfem chęci nad możliwościami i umiejętnościami.

Dwóch braci bliźniaków (bracia Polonia) udaje się na wakacje do swojej ciotki. Po przybyciu na miejsce dociera do nich, że pomagier krewnej to niezrównoważony zboczeniec i morderca, a farma na której przyszło im wypoczywać jest miejscem brutalnych zbrodni. Na ucieczkę będzie już jednak za późno.

Trudno ten film analizować od strony technicznej. Jak bowiem oceniać amatorski materiał nakręcony przy zerowym budżecie czy wykorzystaniu środków dostępnych pod ręką? Czy w ogóle warto zatrzymywać się przy tym dłużej niż na sekundę? Mimo wszystko tak, bo to, co mi się rzuciło w oko, to pełne entuzjazmu podejście nastoletnich twórców. Pomimo wielu ograniczeń widać, że starali się, aby ich film sprawiał wrażenie kręconego z rozmysłem i nie ograniczającego się do, nazwijmy to, normalnych ujęć. Dlatego też są tutaj i momenty, w których wykorzystują subiektywną kamerę, są ujęcia kręcone w ruchu, spowolnienia itd. Widać, że twórcy chcieli pochwalić się zaobserwowanymi w innych filmach rozwiązaniami i włączyć je do swojej pseudo-profesjonalnej produkcji. To się zresztą tyczy nie tylko technicznych spraw, ale niektórych momentów fabularnych (retrospekcje, twist). Na nic się to jednak zdaje przy całkowitej sztuczności filmu, o której nie nijak nie można zapomnieć. A to oprócz samego wyglądu filmu, widać szczególnie w momentach, kiedy na ekranie pojawia się Marion Costly jako ciocia Lacey, zawsze wygłaszająca swoje kwestie w identyczny, beznamiętny sposób niezależnie od tego, czy przyrządza kolację czy właśnie była świadkiem morderstwa członka rodziny. Bracia (oraz trzeci z głównych aktorów), których gra jest równie fatalna co wygląd, na jej tle jawą się jako prawdziwe gwiazdy ekranu.

Ale szczegóły na bok, przejdźmy do gore, którego młodzi twórcy nie szczędzą już od pierwszych minut. Poćwiartowane zwłoki, dekapitacje, samookaleczenie i inne przyjemności w pełni uzasadniają słowo "splatter" w tytule. Oczywiście z uwagi na ograniczone możliwości w rolach głównych występują wszelkiego rodzaju soki o czerwonej barwie, które obficie leją się na ściany i twarz psychopatycznego Jeremy’ego oraz przysłowiowy ketchup, tutaj jak widać potraktowany całkiem serio. Do tego oczywiście dochodzi mięso zakupione u lokalnego rzeźnika, czy kawałki ciała zrobione z plasteliny i podobnych materiałów. Trudno się jednak do tego doczepić, pamiętając że to film zrobiony domowymi sposobami przez trzech nastoletnich zapaleńców. A że wiek młodzieńczy rządzi się swoimi prawami to dodatkowo mamy do czynienia z nagromadzeniem dewiacji i odchyłów, którymi można by obdzielić kilkanaście innych produkcji. Panowie najwyraźniej chcieli pokazać środkowy palec wszystkim grzecznym filmom i postanowili zrobić sobie ćwiczenie z łamania wszelkich tabu. Najwyraźniej wyszli z założenia, że im więcej tego typu obrzydliwości tym lepiej ich dziełko będzie postrzegane przez fanów gatunku. A trochę sobie pofolgowali, trzeba przyznać: kopulacja ze zwłokami, fellatio z odciętą głową, smarowanie kałem przykutego kajdankami do ogrodzenia w oborze chłopaka to najbardziej obrazowe przykłady. Panowie nie stronili również od kazirodztwa, nekrofilii, kanibalizmu, tortur, bezczeszczenia trupów, homoseksualnego gwałtu itd. Zabrakło chyba tylko pedofilii, zoofilii i koprofagii. W każdym razie wszelkich fanów horroru lubujących się w ekstremalnych doznaniach odsyłam do poprzedniego akapitu z zapewnieniem, że jedynym wyzwaniem, jakie mogą znaleźć w "Splatter Farm" jest obejrzenie tego 65-cio minutowego filmu do końca bez spoglądania na zegarek.

A kto tego dokona, będzie mógł sobie pogratulować, bo to film nudny i rozwlekły, gdzie fabuła jest jedynie pretekstowa i stanowi zbędny dodatek do zabawy w kino. To również kolejny horror uznawany w pewnych kręgach za kultowy, a którego kultowości najzwyczajniej w świecie nie czuję. Może gdybym pochodził z USA i był świadkiem, kiedy bracia wpuszczali go do obiegu, inaczej bym na to teraz patrzył. A tak odeszła mi zupełnie ochota na sprawdzanie kolejnych ich produkcji. Bo choć zacięcia i miłości do gatunku odmówić im z pewnością nie można, to jednak trudno pozytywnie oceniać dokonania na tym polu. Mimo ponad 20 lat kręcenia podobnych filmów, bracia nic się nie nauczyli i ich późniejsze produkcje niewiele się różnią od pierwszych (vide "Holla! If I Kill You).

Ocena: 1+/6

Autor: Mort