Recenzja horroru

Horror Slaughter Hotel

Slaughter Hotel

Tytuł oryginalny:

La Bestia Uccide a Sangue Freddo

Reżyseria:

Fernando Di Leo

Scenariusz:

Fernando Di Leo, Nino Latino

Obsada:

Klaus Kinski, Margaret Lee, Rosalba Neri, Jane Garret, John Karlsen

Kraj:

Włochy

Rok produkcji:

1971

Czas trwania:

96 minut

Horror La Bestia Uccide a Sangue Freddo - zdjęcie 1Horror La Bestia Uccide a Sangue Freddo - zdjęcie 2Horror La Bestia Uccide a Sangue Freddo - zdjęcie 3Horror La Bestia Uccide a Sangue Freddo - zdjęcie 4Horror La Bestia Uccide a Sangue Freddo - zdjęcie 5Horror La Bestia Uccide a Sangue Freddo - zdjęcie 6

Zmarły 1 grudnia 2003 roku w Rzymie Fernando Di Leo fanom włoskiego kina jawił się przede wszystkim jako twórca bezkompromisowych filmów policyjnych ("Hit Men", "Mister Scarface"). "Slaughter Hotel", występujący także pod wieloma alternatywnymi tytułami takimi jak "The Cold-Blooded Beast" oraz "Asylum Erotica", to jedyne giallo w jego bogatym dorobku będące śmiałą próbą zdyskontowania sukcesu trzech pierwszych produkcji Dario Argento. Od razu należy dodać, iż giallo wyjątkowo perwersyjne, po brzegi wyładowane erotyzmem i nagością. Nie dziwi mnie to specjalnie, bowiem pod koniec lat 60-tych i na początku 70-tych cenzura znalazła się w odwrocie dając filmowcom wolną rękę w kwestii tworzenia. Rozmaici reżyserzy zaczęli w coraz większym stopniu eksponować seks i przemoc w kręconych przez siebie filmach. Kino eksploatacji powoli podnosiło swój szkaradny łeb ku uciesze spragnionych mocniejszych wrażeń widzów. W mieszaniu erotyki z krwawą przemocą przodowali Włosi: "Slaughter Hotel" stanowi tutaj przykład czystego kina eksploatacji (Eurosleaze) w którym fabuła schodzi na drugi plan, a celem jest pokazanie jak największej ilości seksu i perwersji.

Akcja filmu rozgrywa się w położonym z dala od ludzkich siedzib szpitalu psychiatrycznym dla bogatych i pięknych pensjonariuszek z wszelkiej maści problemami psychicznymi. Przebywa w nim między innymi powabna nimfomanka Anne Palmieri (królowa spaghetti horroru Rosalba Neri) oraz agorafobiczna Claire (Jane Garret), do której zaleca się pielęgniarka o imieniu Hilde (Monica Strebel). Kliniką zarządza psychiatra Dr. Keller (długowłosy Klaus Kinski), który pojawia się na ekranie przez jakieś 15 minut, zapala ze dwa papierosy, wygłasza kilka bzdurnych teorii i czule obejmuje zakochaną w nim pacjentkę Cheryl Hume (w tej roli urocza Margaret Lee). Problem jednak w tym, iż wraz z nastaniem nocy po klinice zaczyna krążyć seksualny maniak, ktoś ogarnięty szałem zabijania. Tajemniczy morderca w długim płaszczu i czarnych rękawiczkach zaczyna mordować seksowne pacjentki i pielęgniarki jedna za drugą. Kim jest ów zwyrodnialec?

W trakcie projekcji "Slaughter Hotel" uśmiech ani na chwilę nie schodził z mego łagodnego oblicza. Sama klinika, gdzie została osadzona fabuła filmu, to całkiem fajne i mało rygorystyczne miejsce. Jej pensjonariuszki mogą wychodzić na dwór, kiedy im się żywnie podoba, przy czym ich główną rozrywką na świeżym powietrzu jest gra w krykieta, a wewnątrz budynku popijanie koktajli, durne rozmówki, masaże pośladków wprawnymi dłońmi Hildy, palenie ogromnej ilości papierosów, uwodzenie obsługi szpitala oraz masturbacja. Nie ma co, po prostu żyć, nie umierać.

Warto zauważyć, że zamaskowany maniak wyrzyna kobiety przy użyciu narzędzi wiszących na ścianie w głównym pomieszczeniu budynku: średniowiecznych toporów, noży, kolców ukrytych w posągu, mieczy, a nawet kuszy. Ma więc znacznie ułatwione zadanie, bo broni w szpitalu jest pod dostatkiem. Szkoda tylko, że sceny morderstw są zrealizowane raczej nieudolnie, choć końcowa sekwencja masakry pacjentek potrafi zaskoczyć widza, podobnie jak szokujący mord na blondwłosej Ruth, którą morderca najpierw dźga sztyletem, a potem rozcina jej ciało od szyi aż po krocze. Finałowe rozwiązanie zagadki i zarazem ujawnienie tożsamości razi banałem, ale zamiarem Di Leo wcale nie było nadmierne komplikowanie fabuły. Cel przyświecał mu jeden: pokazanie jak największej ilości sleazu i nagości na ekranie. A wywiązał się z niego znakomicie, o czym będzie szerzej w następnym akapicie.

Już na samym początku filmu Margaret Lee przewraca się w okowach snu na łóżku, kompletnie naga, a tuż obok czai się morderca. Potem poznajemy Rosalbę Neri, jedną z dam Eurohorroru ("L'Amante del Demonio", "Amuck", "La Casa della Paura") w roli nieposkromionej nimfomanki. Całkowicie zniewolona przez trawiące ją od wewnątrz seksualne pragnienia Anne nie potrafi już zapanować nad swym lubieżnym zachowaniem. Uwidacznia to znakomicie gorąca sekwencja, gdy Neri uprawia seks z uwiedzionym ogrodnikiem w szklarni. W filmie znajdziemy również obligatoryjną scenę lesbijską pomiędzy Hilde a jedną z jej pacjentek oraz dwa bardzo krótkie momenty kobiecej masturbacji, zahaczające jednak o ostre porno. Na 100 procent jestem pewien, że Neri w trakcie samozaspokajania zastąpiła dublerka.

Jeśli macie ochotę na giallo o silnie zaakcentowanym posmaku erotycznym, to zapraszam do oglądania. Jako ciekawostkę dodam, że willa w której zrealizowano "The Cold-Blooded Beast" została ponownie użyta jako lokacja przez Antonio Margheriti'ego w gotyckim dreszcowcu "Web of the Spider". Di Leo powrócił do horroru dopiero w 1980 roku kręcąc zainspirowany nurtem rape and revenge "Vacanze per un Massacro".

Ocena: 4/6

Autor: Embalmer