Recenzja horroru

Shuttered Room, The
Tytuł oryginalny:
Shuttered Room, The
Reżyseria:
David Greene
Scenariusz:
D.B. Ledrov, Nat Tanchuck
Obsada:
Gig Young, Carol Lynley, Oliver Reed, Flora Robson
Kraj:
UK
Rok produkcji:
1967
Czas trwania:
99 minut
Młoda kobieta wraca w rodzinne strony, aby przejąć należny jej spadek, w którego skład wchodzi m.in. stary młyn wodny. Miejscowi przestrzegają ją jednak, żeby lepiej się do niego nie zbliżać, bo czyha tam straszliwe niebezpieczeństwo. Coś niewiarygodnie demonicznego czai się za zamkniętym dzrzwiami jednego z pomieszczeń.
O tym, że twórczość Howarda Phillipsa Lovecrafta jest bardzo ciężka, a w większości przypadków wręcz niemożliwa do sfilmowania wie każdy, kto choć trochę interesuje się kinem gatunku. To jednak nie przeszkadza kolejnym twórcom mierzyć się z dziełami Samotnika z Providence oraz specyficznym językiem ich narracji. "The Shuttered Room" Davida Greene’a uznaje się za jedną z pierwszych prób zekranizowania świata opartego na twórczości Lovecrafta, pomimo że podstawą scenariusza nie było żadne z jego dzieł, a opowiadanie Augusta Derletha. Pisarza, który zebrał, uporządkował, a w niektórych wypadkach również sfinalizował niedokończone utwory Lovecrafta, i wydał je w ramach założonego przez siebie, osławionego wydawnictwa Arkham House.
Doszukanie się odniesień do twórczości HPL jest jednak, wbrew oczekiwaniom, dość trudne, nie wspominając nawet o samej mitologii Cthulhu. Bohaterowie docierają co prawda na wyspę o nazwie Dunwich, lecz nie przypomina ona miasteczka znanego z opowiadania. Poza tym jednym przypadkiem ciężko odnaleźć jakiekolwiek inne nawiązania. Odwołania do mitologii i posępnego nastroju przenikającego świat stworzony przez pisarza widać najbardziej w murach starego młyna wodnego. Ta wspaniała budowla z powodzeniem, zarówno z zewnątrz, jak i od środka, może odzwierciedlać klimat niektórych utworów HPL. To również idealne miejsce, aby ukryć tajemniczego, żadnęgo krwi mieszkańca, który stanowi dla wszystkich śmiertelne zagrożenie. Szkoda, że rzeczywisty historyczny budynek został w finale w pełni poświęcony na użytek samego filmu, co wzbudziło, całkiem słusznie zresztą, spore kontrowersje wśród lokalnej ludności.
Pierwotnie film miał być wyreżyserowany przez Kena Russella, jednak ostatecznie całość trafiła w ręce debiutującego na stołku reżyserskim, aktora Davida Greena. Ponoć zgodził się on przyjąć propozycję po namowach żony, która przekonała go, aby zaakceptował scenariusz bez jego przeczytania. Jak takie przypadki się kończą mógłby opowiedzieć Jan DeBont, który zaliczył podobną wtopę przy okazji "Nawiedzonego". Oczywiście Green stwierdził, że scenariusz jest po prostu okropny, co w efekcie końcowym doprowadziło do wprowadzenia do niego pewnych istotnych zmian. To prawdopodobnie wtedy zdecydowano się odejść od pierwotnej wizji, która bliższa była klimatowi opowiadań Lovecrafta i Derletha i m.in. osłabić siłę tajemnicy tytułowego zamkniętego pokoju. Dość przyziemne rozwiązanie, jakie zaproponowano zdusiło otoczkę nadnaturalności i odebrało filmowi jeden istotny walor: odpowiednie zwieńczenie zagadki. Oczekiwanie na wyjawienie tajemnicy, zwłaszca po obiecującej pierwszej scenie, jest daleko bardziej intrygujące niż to, co faktycznie znajduje się za drzwiami. Niby dramatu nie ma, ale aż się prosi, aby inaczej rozegrać fabułę. Uważam to zresztą za jeden z największych mankamentów "The Shuttered Room", bo w końcu jest to rdzeń całej opowieści. Rozczarowanie może być tym większe, że pozostała treść, poza pewnymi szczegółami (np. intrygującą postacią ciotki głównej bohaterki) nie daje widzowi wiele więcej. Umiejscowienie akcji nie wydaje się być do końca dobrze przemyślane, niektóre sceny są zbyt długie, a inne zwyczajnie zbyteczne. Niezbyt trafnie odwzorowano według mnie również klasyczny dla kina grozy motyw "nieprzychylnie nastawionych członków lokalnej społeczności". Wyrazem tego jest chciażby pościg grupki miejscowych za główną bohaterką, który kończy się nokautem przywódcy bandy za pomocą ciosów karate przez przychodzącego w sukurs męża. Lokalni opryszkowie (czy jak ich tam zwać), którym przewodzi Olivier Reed, nie stanowią żadnego zagrożenia, a ich próby nakłonienia pary bohaterów do wyjazdu są mało przekonujące. Inna sprawa, że przyjezdni przyjmują ich napastliwe zachowanie z niespotykanie dużym spokojem, co budzi u mnie co najmniej zdziwienie. Nie można natomiast odmówić "Blood Island" (pod takim tytułem film wydano w USA) bardzo ładnej oprawy wizualnej - zdjęcia wydobywają sporo uroku z filmowych plenerów, doskonale ujmują również oblicze starego młyna. Od razu czuje się powiew tajemnicy wyzierający z jego leciwych murów. Stąd też właśnie zdjęcia stanowią jeden z największych atutów filmu Greena.
"The Shuttered Room" w wersji filmowej odbiega od wyobrażeń, jakie miałem po lekturze opowiadania. Klimat dzieł Lovecrafta czy Derletha umknął twórcom, prawdopodobnie podczas zmian w scenariuszu. Przez to fani twórczości obu panów nie będą zadowoleni. Ucierpiała przede wszystkim tajemnica zamkniętego pokoju, która zamiast być autentycznym szokiem, rozczarowuje. Bynajmniej nie tego się spodziewałem po filmie osadzonym w realiach zaludnianych przez Przedwiecznych. Tym samym, ten elegancki wizualnie, choć niedostatecznie atmosferyczny film grozy (z naciskiem na "lovecraftowość") nie spełnił pokładanych w nim nadziei.