Recenzja horroru

Shock
Tytuł oryginalny:
Shock
Reżyseria:
Scenariusz:
Dardano Sacchetti, Lamberto Bava, Francisco Barbieri, Paolo Brigenti
Obsada:
Daria Nicolodi, John Steiner, David Colin Jr., Ivan Rassimov
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1977
Czas trwania:
95 minut






"Shock" jest ostatnim horrorem wyreżyserowanym przez legendę włoskiego kina grozy, Mario Bavę. Podupadającego wówczas na zdrowiu twórcę wspomógł dzielnie syn, Lamberto, który asystował ojcu przy kilku wcześniejszych filmach ("Rabid Dogs", "A Bay Of Blood", "House of Exorcism"). I jest to bardzo widoczne – "Shock" bardziej przypomina późniejszy o 3 lata debiut Bavy juniora "Macabro", aniżeli takie dzieła jak "Black Sunday", "Operazione Paura", czy "Blood And Black Lace". Nie znaczy to, że nie jest to film wart uwagi - rzekłbym, wręcz przeciwnie!
Dora Baldini wraz z mężem Brunonem i synkiem Marco, wprowadza się na nowo do domu, w którym przed laty zamieszkiwała z pierwszym mężem (mąż ów – wedle oficjalnej wersji – popełnił samobójstwo 7 lat wcześniej). Pozorna sielanka wkrótce przeistacza się w prawdziwy koszmar: mały Marco zaczyna zachowywać się co najmniej podejrzanie, Dorę nawiedzają niespokojne wizje, atmosfera w domu się zagęszcza... Przeszłość daje o sobie znać w prawdziwie przerażający sposób. Pomny tragicznych, choć wciąż niejasnych zdarzeń sprzed 7 lat, duch pierwszego męża Dory, a zarazem ojca Marco pragnie okrutnej zemsty. Za co?
Pamiętam jak kilka ładnych lat temu postanowiłem zmierzyć się po raz pierwszy z filmem Mario Bavy. Zachęcony krótką recenzją w kultowej publikacji "Video Comfort", postawiłem właśnie na "Shock". Film przyjąłem bardzo pozytywnie, podobał mi się typowy dla drugiej połowy lat 70-tych klimat filmu (muzyka, charakterystyczne ujęcia, niewygórowany budżet, etc.). Zobligowało mnie to do dalszego – że tak powiem – penetrowania twórczości Mario Bavy. Nie wiedziałem wtedy, że większość klasycznych dzieł pana B. cechuje iście gotycka atmosfera, gra kolorów, światła – tego, co dotychczas serwował mi Dario Argento, a czego w "Shocku" nie rzucało mi się w oczy. Nie wiedziałem też, że sporą część "Shocku" wyreżyserował Lamberto Bava, znany mi dotychczas z kilku nienajlepszych, choć w istocie przyjemnych horrorów ("Graveyard Disturbance", A Blade In the Dark", "Demoni", "You Will Die At Midnight"). Dziś już to wszystko wiem, od tamtej pory udało mi się obejrzeć troszeczkę włoskich filmów grozy i znaleźć podobieństwa i różnice pomiędzy "Shockiem" a innymi filmami Bavy seniora. Ale nie będę tu nudził o jakichś różnicach. Opowiedziana w filmie historia, co prawda trochę się przeciąga (podobnie niczym we wspomnianym "Macabro"), lecz broni się fenomenalnym finałem i doprawdy gęstą atmosferą podczas kulminacyjnych scen. Chyba jednak aż czterech scenarzystów to odrobinę za dużo, czyż nie? Prócz interesujących zdjęć (których współautorem był sam Mario Bava) olbrzymią rolę w filmie spełnia niespokojna muzyka w wykonaniu nieznanej formacji "I Libra", w której na perkusji grał jeden z "Goblinów", Walter Martino. Doświadczone grono aktorskie (Daria Nicolodi "Profondo Rosso", Steiner "Tenebrae", Rassimov "Eaten Alive") poprawnie sprostało postawionym przed nimi zadaniom, z jednym tylko wyjątkiem; jest nim niejaki David Colin jr. Ten dzieciak jest po prostu denerwujący do bólu i moim zdaniem mógłby śmiało konkurować z Giovannim Frezzą "The House By The Cemetery" i Kasimirem Bergerem "Rosso Sangue" o miano Najbardziej-Wkurwiającego-Bachora-Jaki-Kiedykolwiek-Pojawił-Się-We-Włoskim-Horrorze. Choć przyznam, w pewnych scenach ten szczeniak naprawdę budzi grozę.
Warto wiedzieć: alternatywny tytuł filmu: "Beyond The Door 2", ma oznaczać, że jest to niby-sequel "Chi Sei?" aka "Beyond the Door", horroru powstałego 4 lata wcześniej, w którym również zagrał rudowłosy szczerbaty gnojek David Colin jr.
A tak bez rozwodzenia się – po prostu warto obejrzeć ten film i delektować się jego osobistym urokiem a także trochę się pobać i pozaskakiwać, bo przecież o to w tym wszystkim chodzi, nieprawdaż?