Recenzja horroru

Shakma (Shakma)
Tytuł oryginalny:
Shakma
Reżyseria:
Tom Logan, Hugh Parks
Scenariusz:
Roger Engle
Obsada:
Christopher Atkins, Amanda Wyss, Roddy McDowall, Ari Meyers, Tre Laughlin
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1990
Czas trwania:
101 minut
"Shakma" to jeden z nielicznych horrorów o opętanych szałem mordowania pawianach. Osobiście znam jeszcze jeden, a mianowicie "In the Shadow of Kilimanjaro" Raju Patela z 1986 roku. O ile jednak w "In the Shadow..." terror szerzą stada głodujących kenijskich pawianów, o tyle w "Shakma" pojawia się tylko jeden rozwścieczony małpiszon nurzający swe kły w świeżej krwi. A wszystko przez nieświadomego zagrożenia profesora Sorensona (Roddy McDowall), który zamiast wstrzyknąć agresywnemu pawianowi serum na uspokojenie, podaje mu specyfik zamieniający zwierzę w rozwścieczoną bestię. Reszta filmu to małpi Jason atakujący i mordujący każdą osobę, jaką napotka na swojej drodze. A ma w kim wybierać, bo po godzinach w murach laboratorium rozgrywa się gra role playing na kształt Dungeons and Dragons, w której uczestniczą Sorenson i grupka jego studentów. Od czasu do czasu w użyciu jest specjalna kamera widząca oczyma Shakmy, gdy rozbrykany pawian dostrzega ofiarę na sekundy przed rozerwaniem jej gardła.
W odróżnieniu od gównianego slashera Toma Logana "The Night Brings Charlie" (1990) "Shakma" wciąga. I nie chodzi mi bynajmniej o raczej rutynową fabułę, lecz o jeżące włosy na głowie sceny ataku wściekłej małpy na przerażone ofiary. Shakma porusza się niczym pieprzony rollercoaster i gdy tylko natyka się na ludzki pokarm natychmiast atakuje. Istny pawiani holokaust, nie ma co! Horror Toma Logana i Hugha Parksa potrafi zapewnić masę godziwej rozrywki dla zwolenników nurtu animal attack. Shakma lata po budynku z uporem maniaka, ściga studentów po rozmaitych pomieszczeniach i rzuca się wściekle na drzwi, aż do czasu gdy się znudzi. Wszelkie wrota, które napotyka na swej drodze wyzwalają w niej nowe pokłady zwierzęcej furii. Dość powiedzieć, iż ofiarami niewyobrażalnej agresji pawiana padają oprócz studentów i profesora stół, klatka z ptaszynami, ściana, komputer i bogu ducha winne laboratorium.
Oryginalnym aspektem filmu jest niewątpliwie użycie pawiana, który jako gatunek naczelnych słynie z nieposkromionej agresji. Typhoon w roli Shakmy "zagrał" perfekcyjnie. Poza tym grupka studentów nie zostaje w budynku laboratorium po godzinach po to, aby imprezować i uprawiać seks, lecz w bardziej szczytnym celu: zagrania w fantastyczny rpg, któremu przewodzi znany z "Postrachu nocy" Roddy McDowall. Wreszcie w filmie nie brakuje zwartej dawki krwi i przemocy: Shakma, jeśli tylko ktoś zatrzaśnie jej drzwi przed nosem, dostaje piekielnego amoku atakując zaciekle przeszkodę oraz wydając przy tym dzikie odgłosy. Mankamentami horroru Logana i Parksa są natomiast dosyć przeciętna gra aktorska i nazbyt długi czas projekcji, który powoduje, że widza ogarnia w kilku momentach znużenie.
Lubię horrory o morderczych małpiszonach. "Link" z udziałem szympansa kamerdynera ćmiącego szlugi, wyreżyserowany przez zmarłego niedawno Richarda Franklina, potrafi zapewnić kilka chwil autentycznej grozy, podobnie jak wkurzona kapucynka Ella ze strzykawką w łapce widziana w "Monkey Shines" George’a A. Romero. Brzytwa dzierżona przez szympansa ratuje także z opresji młodziutką Jennifer Connelly w "Phenomena" Dario Argento. W kultowym porno z lat siedemdziesiątych "Thundercrack!" mamy opętanego seksem goryla. Sama "Shakma" była ongiś dość popularnym tytułem na polskim rynku kaset video. W starych wypożyczalniach i antykwariatach, gdzie nadal stoją setki zakurzonych VHS-ów, można wciąż na ówże horror przy odrobinie szczęścia natrafić (dystrybucja AVA). Zachęcam więc do wyruszenia na łowy.