Recenzja horroru

Horror Seven Blood Stained Orchids

Seven Blood Stained Orchids

Tytuł oryginalny:

Sette Orchidee Macchiate di Rosso

Reżyseria:

Umberto Lenzi

Scenariusz:

Umberto Lenzi, Roberto Gianviti

Obsada:

Antonio Sabato, Uschi Glass, Marisa Mell, Pier Paolo Capponi

Kraj:

Włochy

Rok produkcji:

1972

Czas trwania:

92 minuty

Stylowe giallo, znanego ze swoich kanibalistycznych horrorków ("Cannibal Ferox", "Eaten Alive"), Umberto Lenzi'ego.

W Rzymie ktoś brutalnie szlachtuje miejscową prostytutkę. Zabójca zostawia tylko jeden ślad - tajemniczy medalion w kształcie półksiężyca. Wkrótce potem kolejna młoda dziewczyna, Guilia (Uschi Glas), zostaje zaatakowana przez tego samego mordercę, jednak udaje jej się wyjść cało. Finguje swoją śmierć i wraz ze swoim mężem (Antonio Sabato), na własną rękę zaczyna szukać śladów mordercy. Niedoszła ofiara wkrótce zdaje sobie sprawę, że już kiedyś spotkała się ze swoim zabójcą i jest jedną z siedmiu kobiet, które w jakiś sposób są powiązane z brutalnymi morderstwami...

Tym razem Umberto Lenzi mnie zaskoczył i to jak najbardziej pozytywnie. Muszę się przyznać, że jest to, jak dla mnie, najlepszy film tego reżysera. Jego późniejsze śmieciowate, według mnie, kanibalistyczne wypociny (na czele ze słynnym "Cannibal Ferox") nijak się mają do tego, co pokazał w "Seven Blood Stained Orchids". Nawet nie podejrzewałem, że spod jego ręki może wyjść tak interesujący, elegancko skonstruowany i całkiem porządnie wyreżyserowany film. "Seven Blood Stained Orchids" to giallo, które z pewnością przypadnie do gustu i tym, którzy już wcześniej zetknęli się z tym nurtem filmowym, jak i tym, którzy nie mają zielonego pojęcia o tych specyficznych thrillerach włoskich. Historia, którą zgrabnie przedstawia na ekranie Lenzi, jest dość wciągająca i zawiera wiele zwodniczych tropów, które bardzo ładnie zostały wplątane w intrygującą od pierwszych minut zagadkę. Film nie jest aż tak krwawy i brutalny (za wyjątkiem może sceny z wiertarką) jak większość filmów tego nurtu, czy późniejsze horrory tego reżysera, za to oferuje odpowiednio wyważoną dawkę suspensu oraz całkiem spore natężenie klimatu, poprzez, chociażby, bardzo dobre ujęcia subiektywnej kamery. Swój wkład w odpowiedni nastrój filmu miał też Riz Ortolani, znany jako kompozytor muzyki m.in. do "Don't Torture a Duckling" Lucio Fulci'ego czy przejmującej i niezapomnianej ścieżki dźwiękowej do "Cannibal Holocaust". Do tego dochodzi jeszcze pełna wdzięku, niezwykle seksownie się prezentująca Uschi Glas (choć moim zdaniem mogła być trochę bardziej eksponowana) oraz całkiem oryginalne, jak na giallo, rozwiązanie - motywacja może nie, ale same okoliczności, jak najbardziej. Jedynym rażącym minusem jest dość cienki poziom aktorstwa (za wyjątkiem Uschi Glas, jakżeby inaczej). Oczywiście Umberto Lenzi to nie Dario Argento czy Mario Bava, tak więc, mimo że "Seven Blood Stained Orchids" to szczyt możliwości tego włoskiego reżysera, to i tak nie dorównuje on tym dwóm arcymistrzom. Niemniej dla fanów giallo jest to lektura obowiązkowa, której przeoczyć nie można.

Ocena: 4/6

Autor: Mort