Recenzja horroru

Horror Senketsu no Kizuna

Senketsu no Kizuna

Tytuł oryginalny:

Senketsu no Kizuna: Kichiku Reipuhan o Shinkan Saseta Shimai

Reżyseria:

Daisuke Yamanouchi

Scenariusz:

Daisuke Yamanouchi

Obsada:

Kahori Asakura, Tadashi Matsuzawa, Toshimaru Murai, Salmon Sakeyama, Ayumi Tokitô

Kraj:

Japonia

Rok produkcji:

2000

Czas trwania:

67 minut

Horror Senketsu no Kizuna: Kichiku Reipuhan o Shinkan Saseta Shimai - zdjęcie 1Horror Senketsu no Kizuna: Kichiku Reipuhan o Shinkan Saseta Shimai - zdjęcie 2Horror Senketsu no Kizuna: Kichiku Reipuhan o Shinkan Saseta Shimai - zdjęcie 3Horror Senketsu no Kizuna: Kichiku Reipuhan o Shinkan Saseta Shimai - zdjęcie 4Horror Senketsu no Kizuna: Kichiku Reipuhan o Shinkan Saseta Shimai - zdjęcie 5Horror Senketsu no Kizuna: Kichiku Reipuhan o Shinkan Saseta Shimai - zdjęcie 6

Daisuke Yamanouchi'ego bez najmniejszego wahania możemy uznać za specjalistę od niskobudżetowego kina eksploatacji wypełnionego sadyzmem i seksualną przemocą. Jego twórczość wprost kipi od deprawacji, aczkolwiek potrafi czasami wciągnąć i zafascynować (mam tu na myśli, w moim mniemaniu, bezapelacyjnie najlepszy horror Yamanouchiego "Mu Zan E", który to w sposób wyjątkowo drastyczny penetruje japońskie podziemie snuff i brutalnej pornografii). Szkoda tylko, że "Senketsu no Kizuna" nie należy do najbardziej udanych filmów w jego karierze, ba, jest horrorem bardzo słabym i nudnym. Nadal wszakże ów tytuł bywa zaliczany do tzw. "nowej fali" japońskiej ekstremy, musiałem więc po niego jak najszybciej sięgnąć, aby należycie zweryfikować jego (za)wartość.

Film rozpoczyna scena spotkania długowłosego mężczyzny i kobiety nad brzegiem jeziora. Ona prowadzi go mieszkania, a tam dochodzi między obojgiem do ostrego stosunku seksualnego zakończonego spermą wypływającą z jej okrwawionego odbytu. Mężczyzna chce opuścić pokój, ale kobieta wyciąga spod materaca wielki nóż i wbija mu go w usta. Na miejscu pojawia się nowa postać - tajemnicza Japonka w czerwonym żakiecie i czarnych okularach. Wyjmuje ostrze noża z ust konającej ofiary i szybkim cięciem rozpruwa mu brzuch, a jego wnętrzności z plaśnięciem upadają na podłogę. Szybko okazuje się, iż trzy postaci z prologu spotkały się niegdyś w nieprzyjemnych okolicznościach, gdy jedna z kobiet skręciła kostkę robiąc zdjęcia przyrody, a następnie obie wraz z przyjaciółką udały się do szpitala vanem z czwórką przypadkowo poznanych mężczyzn. Niestety nigdy nie dotarły na miejsce, bo grupka degeneratów wywiozła je do opuszczonego domku na odludziu. Tam były wielokrotnie poniżane i gwałcone przez oprawców, a tortury przybierały na sile. Po dojściu do siebie obie kobiety postanawiają się zemścić na czwórce sadystów. Długowłosy gwałciciel pada pierwszą ofiarą pary morderczyń, pozostaje jeszcze trójka...

"Senketsu no Kizuna" można śmiało potraktować jako japońską wariacje nurtu rape and revenge. Nie sposób nie zauważyć, że Yamanouchi przy pisaniu scenariusza i kręceniu inspirował się jednym z czołowych video nasties "I Spit on Your Grave" Meira Zarchi. Podobieństw jest tutaj aż za wiele - mamy gang czterech zwyrodniałych gwałcicieli, w tym jeden z nich wydaje się być chory umysłowo (tak jak Matthew z "I Spit..."). Do tego dochodzą liczne, regularnie powtarzające się sceny gwałtu i seksualnej przemocy, ukazane o wiele mocniej i dosadniej niż w horrorze z Camille Keaton. Nawet scena analnej penetracji jednej z ofiar przy użyciu kamieni w celu nakłonienia opóźnionego w rozwoju do odbycia z nią stosunku seksualnego stanowi bardziej odrażający wariant gwałtu przy użyciu butelki z "Day of the Woman". W zasadzie jedynie obecność drugiej ofiary zahacza o nowość, inne są też sposoby zabijania krzywdzicieli przez pałające żądzą odwetu kobiety. Reszta to dość luźna kalka horroru Meira Zarchi z 1978, aczkolwiek "Senketsu no Kizuna" jest o wiele bardziej chory i zwyrodniały od szokującego pierwowzoru. Nie posiada natomiast tej ogromnej i niezwykle efektownej siły wyrazu "I Spit on Your Grave", ale tego akurat należało się spodziewać. Gra aktorska niczym nie zachwyca, a chwilami jest wręcz żenująca, a sceny morderstw, choć bardzo krwawe ocierają się o zamierzoną groteskowość. Krew chlusta z ran kłutych czy przecinanych gardeł strumieniami, ale to za mało, aby mnie w pełni usatysfakcjonować.

Zarówno oba "Red Roomy" jak i "Mu Zan E" obejrzałem z krzywo rosnącym zainteresowaniem, lecz przy "Senketsu no Kizuna" męczyłem się strasznie. Z przykrością stwierdzam, że jest to zdecydowanie najsłabszy (obok "Kyoko vs Yuki") film grozy Yamanouchiego i jakoś straciłem już ochotę, by dalej zagłębiać się w porytą twórczość Japończyka.

Ocena: 2/6

Autor: Embalmer