Recenzja horroru

Schoolgirls in Chains
Tytuł oryginalny:
Schoolgirls in Chains
Reżyseria:
Donald M. Jones
Scenariusz:
Donald M. Jones
Obsada:
Gary Kent, John Stoglin, Suzanne Lund, Leah Tate, Greta Gayland
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1973
Czas trwania:
90 minut






Dwójka zwichrowanych braci porywa kobiety, zabiera je do położonej z dala od siedzib ludzkich farmy i więzi w piwnicy. Czynią to dla matki, którą widzimy od tyłu siedzącą na krześle. Zapewne po przeczytaniu powyższych sentencji z miejsca nasuną się Wam pewne skojarzenia, a mianowicie "Psychoza" Alfreda Hitchcocka i "Teksaska masakra piłą mechaniczną" Tobe Hoopera. Nie mam jakichkolwiek wątpliwości, iż "Abducted" (alternatywny tytuł filmu) obficie czerpie z historii zbrodniczego mamisynka Normana Batesa, która sama przez się jest oparta na koszmarnych wyczynach Eda Geina w latach 50-tych, ale co do "Teksaskiej..." to już nie byłbym taki pewien, bo wychodzi na to, że Jones nakręcił swój film rok wcześniej. Horror twórcy "The Love Butcher" i "The Forest" zyskał całkiem sporą popularność w kinach dla zmotoryzowanych (tzw. drive-ins), aczkolwiek dla mnie okazał się niemałym rozczarowaniem.
Poznajcie najpierw Johnny’ego. To niedorozwinięty głąb z zepsutymi zębami i z głupawym uśmiechem na twarzy. Johnny lubi zwisać z gałęzi drzew, aby zaiponować płci pięknej, nade wszystko jednak uwielbia ‘zabawy’ w doktora polegające na rozbieraniu i molestowaniu umieszczonych w suterenie dziewcząt oraz wbijaniu igieł w ich pośladki. Podglądactwo również leży w kręgu jego zainteresowań – jesteśmy świadkami, jak szpieguje parkę ochoczo uprawiającą miłość, by później przy pomocy braciszka uprowadzić dziewczynę. Z kolei jego starszy brat Frank wydaje się być nieco bardziej rozumny, ale cierpi na depresję i jest impotentem. Zabija jedną z porwanych, gdy ta próbuje wyrwać się spod opieki Johnny’ego, a inną gwałci. W jednym ze flashbacków dowiadujemy się, że Frankie zamierzał kiedyś ożenić się ze swoją sympatią, niestety despotyczna matka nie dopuściła do ślubu twierdząc w obecności wybranki, że Frank wciąż moczy łóżko i jest jej kochankiem. Słysząc taką kazirodczą rewelację dziewczę natychmiast wzięło tyłek w troki pozostawiając Franka z kwaśną miną, co skwitowałem gromkim śmiechem.
"Schoolgirls in Chains" to typowe kino eksploatacji nad którym unosi się nieprzyjemny swąd mizoginii. Skrępowane łańcuchami w piwnicy dziewczęta są bite, werbalnie poniżane i stają się obiektami "zabaw" Johnny’ego. W czasie snu po ich ciałach krążą szczury, a obaj bracia traktują je jako "maskotki". Naturalnie nie mogło zabraknąć sporej ilości scen topless, w tym jednego full-frontala, gdy Frank napastuje seksualnie Ginger. Zaskoczeniem był natomiast dla mnie całkowity brak makabry i znikoma dawka fizycznej przemocy. I choć "Abducted" łączy parę punktów stycznych z kultowym horrorem Tobe Hoopera, w niskobudżetowcu Jonesa brakuje scen potwornie dusznej brutalności, których można doświadczyć w "Teksaskiej...". Farma braci wygląda czysto i schludnie, a film wyraźnie cierpi na ubytek energii, przez co szybko staje się nużący. Końcowy twist jest straszliwie przewidywalny i powoduje u widza nieznośne poczucie deja vu. Wreszcie biorąc pod uwagę ich wiek żadna ze schwytanych dziewcząt nie wygląda na uczennicę szkółki niedzielnej, tak więc tytuł pod którym film występuje na IMDb jest zwyczajnie błędny (ach, te techniki marketingu w kinie eksploatacji).
Maniakalni fani eksploitów mogą z czystej ciekawości sięgnąć po "Schoolgirls in Chains", ale niech sobie za wiele po nim nie obiecują. Ja się raczej wynudziłem w czasie projekcji, ale nie spisuje jednoznacznie tego filmu na straty. W podobnym klimacie bardziej przypadł mi do gustu "The Sinful Dwarf", odsyłam więc co bardziej ciekawskich do recenzji.